<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339</id><updated>2012-02-09T22:04:14.187+01:00</updated><category term='Wyróżnienia'/><category term='Poduszki'/><category term='Wianki patchworkowe'/><category term='Zabawki Maskotki'/><category term='Odzież i dodatki'/><category term='Odpowiadam Wyjaśniam Sugeruję...'/><category term='Boże Narodzenie'/><category term='Broszki'/><category term='Apple Core - Tutorial'/><category term='Makaty Makatki'/><category term='Malowane :)'/><category term='Filc'/><category term='Give Away'/><category term='Biżuteria'/><category term='Trochę o zwierzętach...'/><category term='Takie moje przemyślenia...'/><category term='Pledy Narzuty Kołdry'/><category term='Torby Torebki'/><category term='Breloki Zawieszki'/><category term='Coś do kuchni :)'/><category term='Dla dziecka...'/><category term='Dziergane na drutach'/><category term='Bieżniki Obrusy Serwety Serwetki'/><title type='text'>Rustic Nook</title><subtitle type='html'>Patchwork, Quilting, Rękodzieło</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>159</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-5721997204927881530</id><published>2012-02-04T21:06:00.000+01:00</published><updated>2012-02-04T21:06:22.122+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Mróz uderza...</title><content type='html'>Konkretnie - uderza chyba w zdrowie moich bliskich znajomych. Jakiś pomór! Nataniel walczy z zapaleniem oskrzeli i wysoką gorączką (chociaż dobry humor maluszka nie opuszcza :D), Ola z półpaścem, Maryśka padła na rwę kulszową, Wielki Pies stęka na nerki. Mało tego! Dzwonię wczoraj do mojej przyjaciółki Wieśki, czy wszystko OK i czy coś jej dowieźć na ranczo, i pierwsze, co słyszę, to:&lt;br /&gt;- Rura pękła.&lt;br /&gt;W jednej sekundzie zobaczyłam oczyma wyobraźni Wieśkę pod kołdrami i kocami, wtuloną w Askana i Bogdana (kot), oblodzone ściany i okna, sople zwisające z mebli, krany, z których nic nie leci, termometry, na których słupek rtęci osiągnął "rejestry" dolne i już niżej nie może, a wszystko to w maleńkiej chatce, skąpanej w śniegu i mrozie, samotnej, gdzie z dwóch stron bezkresne pola, a z pozostałych stron gęsty las. I kiedy już serce podskoczyło mi tak wysoko do gardła, że nijak nie mogłam wydukać słowa, Wieśka uściśliła:&lt;br /&gt;- No, pękła rura pod umywalką w łazience, ale już ją jakoś naprawiłam.&lt;br /&gt;Myślałam, że ją zastrzelę. Nie można było tak od razu, w jednym zdaniu?! Kiedy jednak zaczęłam się powoli&amp;nbsp;uspokajać, ponownie podniosła mi ciśnienie.&lt;br /&gt;- Wiesz, muszę chyba w przyszłym tygodniu gnać do Poznania. Z moim gardłem dzieje się coś niedobrego.&lt;br /&gt;Kurczę, dopiero wykaraskała się z&amp;nbsp;masakrycznie potłuczonego biodra, które powaliło ją na wiele tygodni, a tu znów problem. Boję się o nią, ponieważ kilka lat temu przeszła poważną operację krtani i strun głosowych (rak).&lt;br /&gt;Najlepszą "diagnozę" na to wszystko postawił Firefox.&lt;br /&gt;- Wiecie co, wy jesteście za bardzo wychuchani. Ja bym was przez 2-3 tygodnie przeciągnął przez Alaskę, to od razu byście zapomnieli o chorobach.&lt;br /&gt;Nadmieniam,&amp;nbsp;iż kolega Firefox wrócił w styczniu do Pine Ridge po ponad półtoramiesięcznej wyprawie na Alaskę. Przemierzył tę Alaskę wzdłuż i wszerz, zahaczając nawet o Wyspę Kodiak, korzystając z chyba wszystkich możliwych środków lokomocji, od własnych nóg poczynając a na samolotach kończąc. Wiem, że zazdrość to rzecz obrzydliwa, ale ja mu zwyczajnie tej wyprawy zazdroszczę, bowiem Alaska to szczyt moich marzeń odkąd pamiętam. Z drugiej strony cieszę się, że chociaż ktoś z moich przyjaciół mógł na własne oczy zobaczyć to, co być może już zawsze zostanie tylko w sferze moich marzeń ;)... Hmm... A tak poza tym... Tak poza tym, coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że nasz Firefox chyba już do Polski nie wróci ;) I chociaż ciągle zapewnia: "Zobaczycie, we wrześniu wyląduję w Warszawie. Powoli organizujcie imprezę", to jakoś zaczynam w to wątpić... A może tak by było dla niego lepiej? Może właśnie tam jest jego miejsce? Tam, gdzie odkrył siebie na nowo, gdzie stał się zupełnie innym człowiekiem? &lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-d4_HxtANJ_s/Ty2OrQdcghI/AAAAAAAAKNY/AYVVJte0P5k/s1600/Obraz+018.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="290" sda="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-d4_HxtANJ_s/Ty2OrQdcghI/AAAAAAAAKNY/AYVVJte0P5k/s320/Obraz+018.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Quilted Hearts&lt;/em&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-5721997204927881530?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/5721997204927881530/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/02/mroz-uderza.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5721997204927881530'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5721997204927881530'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/02/mroz-uderza.html' title='Mróz uderza...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-d4_HxtANJ_s/Ty2OrQdcghI/AAAAAAAAKNY/AYVVJte0P5k/s72-c/Obraz+018.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6722656146294332561</id><published>2012-01-29T19:47:00.000+01:00</published><updated>2012-01-29T19:47:34.761+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trochę o zwierzętach...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Torby Torebki'/><title type='text'>Mróz...</title><content type='html'>Tęgi mróz, a zapowiadają jeszcze większy... Nie jestem za dokarmianiem ptaków i uważam, że póki mogą, powinny sobie same pokarmu szukać. Dokarmianie w pewien sposób je rozleniwia i coraz bardziej uzależnia od człowieka. Jednakże kiedy nadchodzi siarczysty mróz lub śnieżyce, sama ruszam z pomocą. Z drugiej strony myślę, że przynajmniej tyle jesteśmy im winni, skoro z każdym dniem zabieramy im coraz więcej przestrzeni. Ich przestrzeni... Przy okazji zauważyłam, że różne ptaki różnie reagują na takie dokarmianie. Te na wsi, pod lasem, przylatują, najedzą się, odlatują. Raczej nieufnie podchodzą do człowieka. Widać w ich zachowaniu tę dzikość, wolność, która nakazuje im zaspokoić głód i lecieć dalej, nie myśląc o tym, co będzie potem. O "potem" pomyślą potem ;)... Te w miastach, przyzwyczajone do obecności człowieka, uzależniają się od niego. Wiedzą, gdzie i kiedy można coś skubnąć. W takiej zależności wychowują swoje potomstwo i kóło się zamyka. No, ale taki już ich los. My, ludzie, jesteśmy trochę podobni do nich. Dzielimy się na tych, którzy nie poradzą sobie bez pomocy innych, bez życia w miarę luksusowych warunkach... ciepełko, wygody, pełna lodówka... i na tych, którzy świetnie egzystują z dala od szeroko pojętej cywilizacji, nie straszny im chłód, brak kasy, bo i bez tego przeżyją... No, ale wszystkie ptaki biją na głowę łabędzie z usteckiej plaży :D Będą za tobą łazić i żebrać, aż wyżebrają wszystko, co nadaje się do zjedzenia. A kiedy już nic nie masz i odchodzisz w swoją stronę, będą cię zaczepiać, łapiąc za spodnie, szczypiąc po rękach i spoglądać wzrokiem mówiącym: "No, rusz tyłek. Tu, niedaleko są sklepy. Zasuwaj i przynieś coś jeszcze, bo jak nie, to... (cap!)... wynocha z naszej plaży (cap!). Idź spacerować sobie gdzie indziej (cap!)". Cwaniaki nad cwaniakami ;)&lt;br /&gt;Zima to także okres, kiedy najwięcej ptaków pada. Z głodu, z wyziębienia, z chorób, od obrażeń zadanych przez drapieżniki (one też muszą jeść). O ile niezbyt poturbowanego ptaka, któremu raczej nic nie zagraża, można spróbować "przehotelować" przez dzień lub dwa, o tyle delikwenta naprawdę chorego lepiej oddać w ręce specjalistów. W piątek przekonałam się, że nawet "animalsi" mają czasami dylemat, gdzie takiego ptaka odtransportować. Dlatego podaję link na stronę "Ptaki Polski", gdzie znajduje się wykaz miejsc, w których z pewnością nie odmówią pomocy:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.ptaki-polski.pl/azyle.php?id=16#azyl_16"&gt;http://www.ptaki-polski.pl/azyle.php?id=16#azyl_16&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ja w ubiegłym roku "hotelowałam" przez kilka dni mewę śmieszkę, nazwaną przez moje córki Klarą (chociaż w sumie do końca nie wiedziałyśmy, czy to kobitka, czy facet :D).&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Sv6mMvZVshw/TyWQHFyku2I/AAAAAAAAKNA/fiQg-YZnUxw/s1600/DSC09124.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" gda="true" height="251" src="http://3.bp.blogspot.com/-Sv6mMvZVshw/TyWQHFyku2I/AAAAAAAAKNA/fiQg-YZnUxw/s320/DSC09124.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Znalazłam ją leżącą w śniegu i prawie w ostatniej chwili uratowałam przed atakującymi srokami i kotami. Troszkę ją już "podskubały", ale była w niezłej kondycji poza tym, że trochę utykała na nóżkę. Po kilku dniach domowej rekonwalescencji odtransportowałyśmy ją do "swoich". Przy okazji mogłam się przekonać, jaki to inteligentny ptak, jak szybko się uczy i&amp;nbsp;genialnie wprost zapamiętuje... Czasami się zastanawiam, jak potoczyły się dalsze losy naszej mewy i czy jeszcze kiedyś przelatywała może w pobliżu naszego domu...&lt;br /&gt;Żeby nie było, że tylko zima i zima, to może coś kolorowego tym razem. Torba typu 'messenger' z pięknej, batikowej tkaniny w etniczne wzory.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-C8y97sDrFS8/TyWS_fCg-KI/AAAAAAAAKNI/bcoLmEF0sqU/s1600/Obraz+005.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" gda="true" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-C8y97sDrFS8/TyWS_fCg-KI/AAAAAAAAKNI/bcoLmEF0sqU/s320/Obraz+005.jpg" width="215" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-P7NG1tPbcbE/TyWTKgy_EJI/AAAAAAAAKNQ/FZU8iv6Jlns/s1600/Obraz+010.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" gda="true" height="274" src="http://1.bp.blogspot.com/-P7NG1tPbcbE/TyWTKgy_EJI/AAAAAAAAKNQ/FZU8iv6Jlns/s320/Obraz+010.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6722656146294332561?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6722656146294332561/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/mroz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6722656146294332561'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6722656146294332561'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/mroz.html' title='Mróz...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Sv6mMvZVshw/TyWQHFyku2I/AAAAAAAAKNA/fiQg-YZnUxw/s72-c/DSC09124.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6661446955060653867</id><published>2012-01-26T08:39:00.000+01:00</published><updated>2012-01-26T08:39:07.679+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trochę o zwierzętach...'/><title type='text'>Diablo szuka domu... i miłości Człowieka</title><content type='html'>Diablo...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-x8XsSvh6WyQ/TyEAEM1ZG0I/AAAAAAAAKMc/btoG2ubisww/s1600/397205_345370078815347_100000270734779_1301254_873552453_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" gda="true" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-x8XsSvh6WyQ/TyEAEM1ZG0I/AAAAAAAAKMc/btoG2ubisww/s320/397205_345370078815347_100000270734779_1301254_873552453_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-lTxIgeIBpJ8/TyEALzKgDNI/AAAAAAAAKMk/Vt4exPADhRM/s1600/401199_3009125318116_1561957411_2851549_1713484565_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" gda="true" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-lTxIgeIBpJ8/TyEALzKgDNI/AAAAAAAAKMk/Vt4exPADhRM/s320/401199_3009125318116_1561957411_2851549_1713484565_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ma około 5 lat. Został zabrany z przytuliska w Wólce Kozłowskiej, gdzie trudy życia w tragicznych warunkach dzielił z innymi psiakami. Zakratowana buda, głód, zimno, samotność i beznadzieja :( Dzisiaj przebywa w domu tymczasowym i pewnie powoli zaczyna wierzyć, że życie psa może wyglądać zupełnie inaczej. Nie zawiedźmy go, nie odbierajmy mu tej wiary. Dobry dom stały i przyjaźń odpowiedzialnego człowieka to wszystko, czego Diablo potrzebuje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak wyglądało jego życie w przytulisku:&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-xPufsaMx17I/TyECGrYAjmI/AAAAAAAAKMs/SoQRBdngrCE/s1600/401503_344103995608622_100000270734779_1297679_76236147_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" gda="true" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-xPufsaMx17I/TyECGrYAjmI/AAAAAAAAKMs/SoQRBdngrCE/s320/401503_344103995608622_100000270734779_1297679_76236147_n.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;A oto wątek Diablo na Facebooku, gdzie można zapoznać się ze szczegółami na jego temat i zasięgnąć informacji w sprawie adopcji:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.facebook.com/#!/events/331626146868087/"&gt;http://www.facebook.com/#!/events/331626146868087/&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6661446955060653867?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6661446955060653867/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/diablo-szuka-domu-i-miosci-czowieka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6661446955060653867'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6661446955060653867'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/diablo-szuka-domu-i-miosci-czowieka.html' title='Diablo szuka domu... i miłości Człowieka'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-x8XsSvh6WyQ/TyEAEM1ZG0I/AAAAAAAAKMc/btoG2ubisww/s72-c/397205_345370078815347_100000270734779_1301254_873552453_n.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-5900563937609149495</id><published>2012-01-24T14:49:00.004+01:00</published><updated>2012-01-24T22:26:07.933+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Stop ACTA !!!</title><content type='html'>&lt;div align="center" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #990000; font-size: x-large;"&gt;Stop&amp;nbsp; ACTA !!!&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #990000; font-size: large;"&gt;Stop ACTA !!!&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;Stop ACTA !!!&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://stopacta.pl/"&gt;http://stopacta.pl/&lt;/a&gt;﻿&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-5900563937609149495?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/5900563937609149495/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/stop-acta.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5900563937609149495'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5900563937609149495'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/stop-acta.html' title='Stop ACTA !!!'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-8989206785990278023</id><published>2012-01-21T16:04:00.000+01:00</published><updated>2012-01-21T16:04:47.632+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Babciom i Dziadkom...</title><content type='html'>... w dniu Ich Święta - wszystkiego najlepszego ;))) Ja, niestety, nie mam już ani Babci, ani Dziadka... i sama też chyba szybko babcią nie zostanę ;P O ile w ogóle, bowiem moje dzieci zawzięcie "karmią" mnie perspektywą świadomej swojej bezdzietności! Aczkolwiek, aczkolwiek... Moje starsze dziecię, poznawszy naocznie świat dzieciaczków przebywających w domu dziecka, deklaruje na dzień dzisiejszy świadomą adopcję. I chwała jej za to - oby jej nie przeszło...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zmA1OCX5OVQ/TxrTUYGaapI/AAAAAAAAKL0/C_TmBedNeZY/s1600/Obraz+085.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" nfa="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-zmA1OCX5OVQ/TxrTUYGaapI/AAAAAAAAKL0/C_TmBedNeZY/s320/Obraz+085.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-4rS4FYaiHOY/TxrTbjBqK_I/AAAAAAAAKL8/S4B3AWQFDc4/s1600/Obraz+073.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" nfa="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-4rS4FYaiHOY/TxrTbjBqK_I/AAAAAAAAKL8/S4B3AWQFDc4/s320/Obraz+073.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Ww9NOSR8RVw/TxrTitsZIDI/AAAAAAAAKME/C37hZRZyGfs/s1600/Obraz+089.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" nfa="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-Ww9NOSR8RVw/TxrTitsZIDI/AAAAAAAAKME/C37hZRZyGfs/s320/Obraz+089.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-8989206785990278023?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/8989206785990278023/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/babciom-i-dziadkom.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8989206785990278023'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8989206785990278023'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/babciom-i-dziadkom.html' title='Babciom i Dziadkom...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-zmA1OCX5OVQ/TxrTUYGaapI/AAAAAAAAKL0/C_TmBedNeZY/s72-c/Obraz+085.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-2355999701491639207</id><published>2012-01-17T23:02:00.000+01:00</published><updated>2012-01-17T23:02:06.897+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zabawki Maskotki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Cyriakowi...</title><content type='html'>...za to, że przez półtora miesiąca dzielnie znosił trudy życia na Alasce, przemierzając tysiące kilometrów, czym tylko się dało, często w skrajnych warunkach pogodowych. I za to, że teraz, zamiast spokojnie po wszystkim odpoczywać, walczy z siarczystym mrozem w Pine Ridge ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Firefox, jesteś Wielki ;)))&lt;br /&gt;Misiek w kropki macha do Ciebie łapką ;)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-88xs0N_xxCg/TxXvc7WEDbI/AAAAAAAAKLg/9JRP5OhIZ1s/s1600/DSCF3727.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" kba="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-88xs0N_xxCg/TxXvc7WEDbI/AAAAAAAAKLg/9JRP5OhIZ1s/s320/DSCF3727.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-2355999701491639207?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/2355999701491639207/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/cyriakowi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/2355999701491639207'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/2355999701491639207'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/cyriakowi.html' title='Cyriakowi...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-88xs0N_xxCg/TxXvc7WEDbI/AAAAAAAAKLg/9JRP5OhIZ1s/s72-c/DSCF3727.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-1237219358169825433</id><published>2012-01-10T20:05:00.000+01:00</published><updated>2012-01-10T20:05:38.900+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wianki patchworkowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Lawina absurdów</title><content type='html'>Żyjemy w państwie absurdów, niestety. O ile w ciągu roku to wszystko jakoś nam umyka i się "rozpływa", o tyle z jego początkiem absurdy te dają się szczególnie we znaki, przynajmniej w moim przypadku tak jest. Może dlatego, że wszelkie durnowate pomysły "za nas myślących", ustawy, przepisy i inne bzdety wchodzą najczęściej w życie z&amp;nbsp;dniem 1&amp;nbsp;stycznia każdego roku... Mamy chyba najbardziej absurdalny (i zarazem najbardziej "zdzierczy") system podatkowy na świecie... absurdalny system ubezpieczeń... absurdalne przepisy adopcyjne... absurdalny system opieki zdrowotnej... absurdalny system edukacji... Absurd goni absurd chyba we wszystkich kilkunastu kodeksach :/ &lt;br /&gt;Wywalczyłam, dosłownie wywalczyłam (!), pudełko 30 tabletek dla mojego dziecka. Tabletek, które notabene należą się dziecku, jak psu zupa, ponieważ MUSI je przyjmować ciągle. Najpierw zostałam "wylegitymowana" przez personel w rejestracji przychodni ze wszystkich możliwych dokumentów, począwszy od wszelkich zgłoszeń do ZUS-u, po legitymacje rodzinne (które ponoć już rok czy też 2 lata temu miały przestać obowiązywać), dowody z banku poświadczające opłaty składek... Ta sama procedura ponownie w gabinecie lekarskim. Nie wiem, może na wypadek, gdyby pielęgniarka w rejestracji jakiś... hmm... niezbędny papierek jednak przeoczyła :/&amp;nbsp; Ba, okazało się, że zgłoszenie dzieci do ZUS-u jednak muszę skserować i załączyć do kartoteki (!), czyli kolejny rajd: "przychodnia - punkt ksero - przychodnia". Po kilkukrotnym bieganiu do przychodni stałam się szczęśliwą posiadaczką recepty na lek dla córki! Kiedy już myślałam, że wszystkie "schody" za mną, kolejny szok. W aptece zostałam ponownie "prześwietlona" i "wylegitymowana" z wszystkich możliwych papierów i papierków, dokładnie tych samych, które musiałam już dwa razy okazać w przychodni. Pomyślicie, że na tym koniec??? Otóż nie! Poproszono mnie o pozostawienie wraz z receptą ostatniego dowodu opłaty składki zdrowotnej i... numeru telefonu, na wypadek, gdyby coś jeszcze okazało się nie teges i personel apteki byłby zmuszony poprosić mnie ponownie "na dywanik" !!! Wręcz wyżebrane opakowanie niezbędnych dla zdrowia mojego dziecka tabletek, niosłam do domu niczym relikwię :/ Kolejna walka czeka mnie za dwa tygodnie, ponieważ na tyle wystarczy leku. Nie zdziwi mnie, jeśli tym razem będę musiała dostarczyć akty urodzenia wszystkich moich antenatów sprzed pięciu pokoleń, świadectwa szkolne z podstawówki i zaświadczenie o rozmiarze obuwia noszonego przez mojego dziadka ze strony matki...&lt;br /&gt;Jakby tego było mało rok zaczynam nieciekawie, bowiem jutro w południe zaliczę pierwszy tegoroczny pogrzeb :((( Mam nadzieję, że jednocześnie ostatni... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny 'crazy wreath'... Tym razem biało - niebieski...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-nn5OT4dCpZA/TwyLMHsEEGI/AAAAAAAAKLQ/siBBr0cu5JU/s1600/DSCF2139.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="304" kba="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-nn5OT4dCpZA/TwyLMHsEEGI/AAAAAAAAKLQ/siBBr0cu5JU/s320/DSCF2139.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-1237219358169825433?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/1237219358169825433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/lawina-absurdow.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/1237219358169825433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/1237219358169825433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/lawina-absurdow.html' title='Lawina absurdów'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-nn5OT4dCpZA/TwyLMHsEEGI/AAAAAAAAKLQ/siBBr0cu5JU/s72-c/DSCF2139.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-835253919667361495</id><published>2012-01-07T21:33:00.000+01:00</published><updated>2012-01-07T21:33:07.281+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Torby Torebki'/><title type='text'>Ten...</title><content type='html'>... kto wymyślił inwenturę w małej, jednoosobowej firmie niczym moja mała, "patchworkowa manufaktura", powinien się w piekle smażyć. Amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;158 Buttons &amp;amp; Jeans, czyli dżinsowa torba na podszewce, na którą własnoręcznie, pracowicie, naszyłam 158 guzików... A że zdecydowana większość miała po 4 dziurki, to robota jakby podwójna :D&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-FGd11mlv-d0/TwirtDc3zGI/AAAAAAAAKLA/oEebst5VrGA/s1600/Obraz+024.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" rea="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-FGd11mlv-d0/TwirtDc3zGI/AAAAAAAAKLA/oEebst5VrGA/s320/Obraz+024.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-07L8PIcCnho/Twir1QYUaaI/AAAAAAAAKLI/SgGUvdiTGxQ/s1600/Obraz+031.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" rea="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-07L8PIcCnho/Twir1QYUaaI/AAAAAAAAKLI/SgGUvdiTGxQ/s320/Obraz+031.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-835253919667361495?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/835253919667361495/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/ten.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/835253919667361495'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/835253919667361495'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/ten.html' title='Ten...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-FGd11mlv-d0/TwirtDc3zGI/AAAAAAAAKLA/oEebst5VrGA/s72-c/Obraz+024.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-8190001415896645422</id><published>2012-01-01T18:07:00.000+01:00</published><updated>2012-01-01T18:07:53.971+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Noworocznie...</title><content type='html'>Czegóż mam Wam życzyć w Nowym Roku? Nie będę powielała życzeń, jakie od wczoraj słyszycie z ust osób najbliższych (i dalszych też), czytacie w setach maili i SMS-ów. Chciałabym Wam życzyć, by w Nowym Roku (najlepiej już na jego starcie) każdy z Was znalazł chociaż chwilkę czasu i przeczytał "Niosącą Radość" Krzysztofa Czarnoty. Życzę tego facetom i kobietom, młodym i starszym, żyjącym w związkach i zagorzałym singlom, wszystkim kochającym zwierzęta i tym, którzy za ich miłośników nigdy się nie uważali, wyznawcom kultu wielkiego miasta i miłośnikom wsi, niosącym bagaż doświadczeń i ubogim w doświadczenia życiowe, marzycielom i twardo stąpającym po ziemi, życiowym wojownikom i wszystkim, którzy wolą być bezpiecznie prowadzonymi przez życie przez kogoś innego, samotnikom z wyboru i lubiącym życie w tłumie. Życzę tego tym wszystkim, którzy uważają, że świat zmierza w dobrym kierunku, a pęd cywilizacyjny i związany z tym "wyścig szczurów" jest wybawieniem dla człowieka, i tym, którzy dostrzegają, że "nic dobrego z tego nie będzie"... Życzę wszystkim miłej lektury, zadumania i przemyśleń po jej przeczytaniu, odkrycia w sobie siły do walki o własne marzenia, wzięcia odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale też za ludzi (i zwierzęta), którzy darzą nas bezinteresownie głębokimi uczuciami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;[...] Jeśli konia nakarmisz, napoisz i wypuścisz na pastwisko, to on nie zamartwia się o to, czy jutro też będzie tak samo. Po prostu cieszy się życiem. A co robi człowiek? Bez przerwy zaprząta sobie&amp;nbsp; głowę, jak ma żyć jutro, za rok, za dwadzieścia lat. Cały czas planuje wyłącznie przyszłość, a teraźniejszość przecieka mu przez palce. Poza tym uczę się od nich prawdziwego odczuwania. Tutaj miłość jest miłością, przyjaźń przyjaźnią, a za serce dostajesz serce, podczas gdy u ludzi wdzięczność jest towarem coraz bardziej deficytowym.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;("Niosąca Radość" - Krzysztof Czarnota)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech Wam będzie słonecznie ;) Poduszka z klasycznym 'log cabin'. Sprzedana (Warszawa).&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-wHDr8UvH0Rc/TwCSIx5Sm8I/AAAAAAAAKKg/-Ew2h4XK8j8/s1600/Obraz+003.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" rea="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-wHDr8UvH0Rc/TwCSIx5Sm8I/AAAAAAAAKKg/-Ew2h4XK8j8/s320/Obraz+003.jpg" width="315" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-8190001415896645422?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/8190001415896645422/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/noworocznie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8190001415896645422'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8190001415896645422'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2012/01/noworocznie.html' title='Noworocznie...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-wHDr8UvH0Rc/TwCSIx5Sm8I/AAAAAAAAKKg/-Ew2h4XK8j8/s72-c/Obraz+003.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-954210599465639286</id><published>2011-12-25T21:20:00.000+01:00</published><updated>2011-12-25T21:20:07.515+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Breloki Zawieszki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Boże Narodzenie'/><title type='text'>Nie pamiętam...</title><content type='html'>...kiedy ostatni raz wigilijny poranek przywitał nas taką pogodą! Ciepło, mgliście, dżdżyście... Ktoś powiedził, że właśnie zima się zaczęła??? Czy aby na pewno???!!! Zdjęcia robione wczoraj, raniutko, na ranczu mojej przyjaciółki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;﻿﻿﻿ &lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-UpmJ1iOrCk4/Tvd9PUowwOI/AAAAAAAAKJk/pGqn3xeoE6g/s1600/Obraz+011.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="180" rea="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-UpmJ1iOrCk4/Tvd9PUowwOI/AAAAAAAAKJk/pGqn3xeoE6g/s320/Obraz+011.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Nad ranczem, nad lasem, nad polami - mgła...&lt;/em&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;A kiedy mgła opadła, jakoś koło południa, wszystko wokół wyglądało tak:&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-72SI9WMeN8s/Tvd-JJWoeYI/AAAAAAAAKJw/0hblUbjAiLs/s1600/Obraz+034.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="180" rea="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-72SI9WMeN8s/Tvd-JJWoeYI/AAAAAAAAKJw/0hblUbjAiLs/s320/Obraz+034.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Tak, tak, zdjęcie zrobione 24 grudnia 2011r. ;)))&lt;/em&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kA_vkrMnaHY/Tvd-XqlyufI/AAAAAAAAKJ4/BN8Xw8l1tSM/s1600/Obraz+045.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" rea="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-kA_vkrMnaHY/Tvd-XqlyufI/AAAAAAAAKJ4/BN8Xw8l1tSM/s320/Obraz+045.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NckpuD55BBU/Tvd-iS9ppsI/AAAAAAAAKKA/n3OUfdYeKqs/s1600/Obraz+052.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="182" rea="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-NckpuD55BBU/Tvd-iS9ppsI/AAAAAAAAKKA/n3OUfdYeKqs/s320/Obraz+052.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ftLZOEfkHIA/Tvd-vePtzWI/AAAAAAAAKKI/Y627wfaw-sI/s1600/Obraz+054.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" rea="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-ftLZOEfkHIA/Tvd-vePtzWI/AAAAAAAAKKI/Y627wfaw-sI/s320/Obraz+054.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left" class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;I gdyby nie ubrane choinki, pod nimi prezenty, zastawiony stół i wybitnie świąteczna i gwarna przy ni﻿m atmosfera, nikt by nie przypuszczał, że mamy Święta ;) No, i może jeszcze fakt, że dopchałam się do Internetu dopiero dzisiaj po południu, też o tym świadczy ;)... Zwierzaki nie przemówiły - jakiś foch zbiorowy ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: #cc0000; font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif; font-size: large;"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Wesołych Świąt!!!&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-gb8SiZ0EVUc/TveDmmIdU2I/AAAAAAAAKKU/SEDSXGnozoU/s1600/Obraz+014.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" rea="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-gb8SiZ0EVUc/TveDmmIdU2I/AAAAAAAAKKU/SEDSXGnozoU/s320/Obraz+014.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Aniołek, uszyty i... sprzedany przed Świętami ;) Pojechał do Pani Hani K. do Warszawy ;)&lt;/em&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;﻿&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-954210599465639286?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/954210599465639286/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/12/nie-pamietam.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/954210599465639286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/954210599465639286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/12/nie-pamietam.html' title='Nie pamiętam...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-UpmJ1iOrCk4/Tvd9PUowwOI/AAAAAAAAKJk/pGqn3xeoE6g/s72-c/Obraz+011.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-9135689067297110796</id><published>2011-12-21T21:29:00.002+01:00</published><updated>2011-12-21T21:33:49.395+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zabawki Maskotki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Pierwszy prezent świąteczny</title><content type='html'>Czy ktoś z Was dostał już prezent świąteczny??? Ja dostałam :D Ofiarodawcą okazał się niezwykle przystojny dwulatek, o pięknym imieniu Nataniel. Prezent tym cenniejszy, iż wykonany własnoręcznie i specjalnie dla mnie. A oto i on:&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-bcBTjBnm_yU/TvIwcbFEFkI/AAAAAAAAKJE/JFTAkScV5eQ/s1600/Obraz+006.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="297" oda="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-bcBTjBnm_yU/TvIwcbFEFkI/AAAAAAAAKJE/JFTAkScV5eQ/s400/Obraz+006.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wszyscy zgodnie uznaliśmy, że Natan jest z pewnością przyszłością malarstwa polskiego :D Moje dziewczyny z uznaniem pokiwały głowami, po czym Cyntia orzekła: "Niezwykle kreatywne dziecko". Fakt - porównując osiągnięcia moich dzieci w drugim roku życia, Natan bije je na głowę. Dalia bowiem rysowała tylko kreski i kropki, a Cyntia -ciut bardziej uzdolniona plastycznie- czasami "popełniała" kółka (nie zawsze zamknięte i w większości jajowate), coś między falą a zygzakiem i przy odrobinie szczęścia koślawe krzyżyki ;)... Co ciekawe, praca Nataniela posiada głęboką treść! To fioletowe, to sam autor ;) To czerwone na dole pośrodku, to ja (hmm... jakże wymowny kolor czerwony!), a czarne u góry - 'jów', czyli żółw w narzeczu Natana. Jednakże element najbardziej rzucający się w oczy, po lewej stronie, to największa fascynacja naszego Artysty - 'zowa'. W tłumaczeniu na polski - nasza pospolita... sowa! Spostrzegawczy i wnikliwie kontemplujący powyższe dzieło koneser sztuki współczesnej zapyta zapewne, cóż brązowego, o wyraźnej, wypukłej fakturze&amp;nbsp;"zdobi" ową 'zowę', okalając ją wyraźną, tłustą plamą. Otóż 'zowa', natychmiast po swoich "narodzinach", została troskliwie nakarmiona... masłem orzechowym :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A Nataniel, cóż... Oprócz tego, że zapowiada się na świetnego rysownika (kredki i papier to podstawa jego egzystencji), zostanie też wytrawnym mówcą. Gada, jak nakręcony. Na jawie... i we śnie! Fakt - w swoim własnym narzeczu, ale co ciekawe, pełnymi, poprawnie budowanymi zdaniami!!! Poza tym jest niezwykle spostrzegawczy i genialnie, jak na dwulatka, kojarzy fakty. Po narysowaniu powyższego obrazka i nakarmieniu sowy, nawiązała się między nami rozmowa:&lt;br /&gt;- Wiesz, Natanielku, sowy raczej nie jedzą czekolady.&lt;br /&gt;- So je zowa?&lt;br /&gt;- Hmm... Pewnie jakieś małe myszki, może też muszki i inne robaczki?&lt;br /&gt;Najwyraźniej musiało się nieźle "kotłować" w jego małej główce, bo po dłuższej chwili wszyscy zamarliśmy widząc, co robi malec. Natan przytaszczył mi na kolana moją niezwykle ciężką torbę, w rękę wcisnął... myszkę, wypiętą z laptopa (!) i mówi:&lt;br /&gt;- Skowaj. Zowa sje.&lt;br /&gt;Bystry maluch już wcześniej wypytywał o laptopa i cały "osprzęt", ale nikomu do głowy nie przyszło, że wszystko zapamięta i będzie "kojarzył"!!! Co ciekawe, wypiął myszkę z laptopa tak sprytnie, że nic nie uszkodził. Na szczęście!!! Żywe srebro, musi być ciągle pod kontrolą ;)... Zafascynowany wspomnianą już 'zową', rośnie ogólnie na miłośnika zwierząt - "opanował" już psa i oczywiście żółwia. Potrafi leżeć plackiem na podłodze i zaglądać w pancerz. Wpatrują się tak w siebie długi czas - on i 'jów' ;)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; I tak to malutki Nataniel, zdecydowanie największy "cud" tegorocznych Świąt, stał się pępkiem świata całego naszego licznego "towarzystwa". Nazywany przez zdecydowaną większość (ze mną włącznie) Natanem... Hmm, tylko mama mojej przyjaciółki woła do niego: "Natanku", co wywołuje u nas wszystkich zgrzytanie zębami, bo wiadomo - "Natanek" tak się jakoś dziwnie kojarzy ;))) No, i wyłamał się jeszcze Bartek, który rzuca w kierunku Małego, poważne, męsko i lekko z... amerykańska brzmiące: "Nat" ;)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;Była "praca" Natana, musi być i moja ;) Tym razem królik uszyty według bardzo starego wzoru. Technika - crazy patchwork, czyli w sumie... &lt;em&gt;Vintage Bunny in Crazy Patchwork ;)))... &lt;/em&gt;Sprzedany.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-QRsX-TkVHek/TvJANKUMBnI/AAAAAAAAKJM/BLUgojUuUL8/s1600/bunny_blog.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" oda="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-QRsX-TkVHek/TvJANKUMBnI/AAAAAAAAKJM/BLUgojUuUL8/s320/bunny_blog.jpg" width="226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-9135689067297110796?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/9135689067297110796/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/12/pierwszy-prezent-swiateczny.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/9135689067297110796'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/9135689067297110796'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/12/pierwszy-prezent-swiateczny.html' title='Pierwszy prezent świąteczny'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-bcBTjBnm_yU/TvIwcbFEFkI/AAAAAAAAKJE/JFTAkScV5eQ/s72-c/Obraz+006.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-927200710665493109</id><published>2011-12-16T20:41:00.001+01:00</published><updated>2011-12-16T20:54:46.582+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wianki patchworkowe'/><title type='text'>Dzisiaj specjalna dedykacja...</title><content type='html'>Miałam nie pisać przed świętami, ale otrzymałam tak wspaniałego i ciepłego maila, że musiałam się przełamać ;) Dlatego dzisiaj specjalna dedykacja... w postaci patchworkowego, zwariowanego i totalnie odjechanego wianka - dla Pani Ani W. z Osiedla Oświecenia w Poznaniu, czyli tak właściwie zupełnie po sąsiedzku ;P&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pani Aniu, dziękuję za miłe i budujące słowa, a szczególnie za te "okruszki najcieplejszych wspomnień i najprzytulniejszych marzeń". Dzięki takim ludziom jak Pani wiem, że to, co robię jest tym, co robić powinnam... Dziękuję ;))) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-68efxNGtXEc/Tuug6gYqDLI/AAAAAAAAKI8/kduXBxscrgQ/s1600/DSCF2149.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="314" oda="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-68efxNGtXEc/Tuug6gYqDLI/AAAAAAAAKI8/kduXBxscrgQ/s320/DSCF2149.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-927200710665493109?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/927200710665493109/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/12/dzisiaj-specjalna-dedykacja.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/927200710665493109'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/927200710665493109'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/12/dzisiaj-specjalna-dedykacja.html' title='Dzisiaj specjalna dedykacja...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-68efxNGtXEc/Tuug6gYqDLI/AAAAAAAAKI8/kduXBxscrgQ/s72-c/DSCF2149.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-4536437678648046255</id><published>2011-12-12T22:59:00.000+01:00</published><updated>2011-12-12T22:59:36.405+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Praca wre...</title><content type='html'>...dlatego nie bardzo mam czas, aby "udzielać" się na moim własnym blogu ;) Maszyna furkocze od rana do późnego popołudnia, laptop się grzeje od ilości przerabianych fotek, podłoga zasnuta nitkami i skrawkami tkanin. Słowem - przedświąteczna gorączka, ale taka, wiecie, nie związana z żadnymi porządkami, prezentami, pieczeniem pierników lecz ciężką, mozolną pracą. Jak to dobrze, że kocham moją pracę, bo pewnie inaczej już dawno bym poległa :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Bardzo chcę napisać coś&amp;nbsp;nawiązującego do&amp;nbsp;komentarzy pozostawionych pod poprzednim wpisem przez 'Anonimowego' i Arachne&amp;nbsp;odnośnie artykułu, jaki ukazał się w "Wysokich Obcasach" na temat Indiańskich Kobiet (celowo piszę to wielkimi literami). Artykuł oczywiście czytałam, temat jest mi szczególnie bliski i chciałabym dodać pewne moje przemyślenia, ale pozwolicie, że zrobię to kiedy już uporam się z natłokiem obowiązków ;) &lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Drugim tematem, który chciałabym poruszyć w najbliższym czasie jest los Polskiego Rękodzielnika (też celowo z wielkiej litery) - to takie moje pofestiwalowe retrospekcje, związane z imprezą, jaka właśnie zakończyła się na terenie MTP. Podsumowanie kilku miłych spotkań, rozmów, wynurzeń na temat tegoż "losu" i związane z tym&amp;nbsp;-nie tylko moje&amp;nbsp;własne - przemyślenia.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Święta zazwyczaj kojarzą się z kolorem czerwonym - dużo w tym kolorze ozdóbek, dodatków... No, to może patchworkowy wianek do powieszenia na ścianie? Niekoniecznie świąteczny, ale... ;P&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Bf01VGio2JY/TuZ4rpdInOI/AAAAAAAAKIw/9wfY53pvFDQ/s1600/patchwork_wreath.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="318" oda="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-Bf01VGio2JY/TuZ4rpdInOI/AAAAAAAAKIw/9wfY53pvFDQ/s320/patchwork_wreath.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-4536437678648046255?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/4536437678648046255/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/12/praca-wre.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4536437678648046255'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4536437678648046255'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/12/praca-wre.html' title='Praca wre...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Bf01VGio2JY/TuZ4rpdInOI/AAAAAAAAKIw/9wfY53pvFDQ/s72-c/patchwork_wreath.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-5591048592615408911</id><published>2011-11-27T16:22:00.005+01:00</published><updated>2011-11-29T08:45:47.292+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zabawki Maskotki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Czy łatwo mnie rozbawić?</title><content type='html'>Okazuje się, że łatwo! Dwa obrazki z życia wzięte, które rozbawiły mnie do łez - pierwszy, tak naprawdę na wesoło, a drugi... No cóż. Ten drugi wywołał we mnie tyleż samo rozbawienia, co&amp;nbsp;i konsternacji.&lt;br /&gt;Obrazek pierwszy - właściwie w dwóch aktach ;)&lt;br /&gt;Jest początek lipca. Głośny dzwonek do drzwi wyrywa mnie ze stanu głębokiego zaczytania (tytułu już nie pamiętam). Jeszcze nie zdążyłam całkiem otworzyć drzwi, gdy przed moimi oczami pojawiła się płachta papieru (okazała się być kalendarzem), a za nią postawna postać, która nie pozostawiając mi wyboru i nie dając złapać oddechu zarzuciła mnie głośnym:&lt;br /&gt;- Dzień dobry. Szczęśliwego Nowego Roku życzą kominiarze!!!&lt;br /&gt;W stanie totalnego zaskoczenia, w pierwszym momencie próbowałam... odnaleźć się w czasie, bo zaczęło mi się kotłować w głowie, czy aby czegoś nie przespałam, czy stan zaczytania nie przesunął mnie o pół roku, czy też jeszcze cóś innego. Zdrowy rozsądek podpowiedział mi jednak, że wszystko wskazuje na to, iż znajdujemy się w siódmym miesiącu Roku Pańskiego 2011 - upał i palące słońce za oknem, moja sukieneczka na ramiączkach i bose stopy, jak również krótkie gacie, japonki i odkryte, mocno wytatuowane, muskularne ramiona kolesia, trzymającego na wysokości moich oczu wspomniany już kalendarz. Przeto, mocno zdziwiona, zapytałam:&lt;br /&gt;- Przepraszam bardzo, ale te życzonka to na ten rok, czy na następny, bo coś mi się mocno wydaje, że mamy dopiero środek lata?&lt;br /&gt;- Na następny, droga pani! Wie pani, Poznań duży, więc z życzeniami zaczynamy chodzić już w lecie, aby żadnego mieszkańca nie ominąć!&lt;br /&gt;Zarówno cała sytuacja, jak i argumenty i determinacja "kominiarza" doprowadziły mnie do tego stopnia rozbawienia,&amp;nbsp;iż dałam kolesiowi zarobić kilka złotych, stając się jednocześnie szczęśliwą posiadaczką kalendarza formatu A4, w maksymalnie czterech kolorach, z tradycyjnym kominiarczykiem, taszczącym na ramieniu drabinę. Design niezwykle prosty i wymowny ;P&lt;br /&gt;Akt drugi... Ostatnie, piątkowe popołudnie. Dzwonek do drzwi. Otwieram i oczom moim ukazuje się&amp;nbsp;błyskawicznie ten sam kalendarz, w dłoni tego samego "kominiarza". Uszy moje bombarduje ten sam tekst, co prawie 5 miesięcy temu. Tym razem nie zamierzam "powielać" rzeczy już raz nabytej, więc grzecznie acz stanowczo, jak to się dzisiaj mówi - asertywnie, odpowiadam:&lt;br /&gt;- Wie pan, już na początku lipca uszczęśliwił mnie pan identycznym kalendarzem, więc dziękuję, ale nie skorzystam. Jeden mi wystarczy.&lt;br /&gt;Na co koleś, najwyraźniej dobrze przygotowany na taką sytuację, błyskawicznie wypala:&lt;br /&gt;- Wiem, wiem, ale tamten był... &lt;strong&gt;przeciwpożarowy, od Św. Floriana, a ten jest świąteczny (!!!)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Parsknęłam takim śmiechem, że nijak nie mogłam się uspokoić przez cały wieczór, przenosząc to rozbawienie na resztę domowników. Kalendarza oczywiście nie nabyłam. "Kominiarza" zbyłam jedynie przeczącym ruchem ręki, gdyż moje gardło, zdławione śmiechem, nie było w stanie niczego innego z siebie wydobyć. Jedno jest pewne - może Święta będą kiepskie, ale z pewnością w przyszłym roku nie spłonę, już Św. Florian o to zadba ;D&lt;br /&gt;Obrazek drugi... Dzisiejsze przedpołudnie. Dzieciaki oglądają "Dzień Dobry TVN". Wchodzę do pokoju w momencie, gdy Kasia Cichopek, spowita w gustowny fartuszek kuchenny, prowadzi wywód na temat zdrowego odżywiania, podpierając się przykładem swojego trzyletniego synka, Adasia. Stwierdza, że jej pociecha nie wie, co to słodycze, ponieważ nie wyobraża sobie jej na fotelu dentystycznym ;/ Pomyślałam: "Hmm... W końcu i dziecko z garniturem nieskazitelnie zdrowych i białych ząbków musi pewnego dnia na tym fotelu zasiąść". Pani Kasia kontynuuje i opowiada, jak to Adaś ostatnio w&amp;nbsp;ręce przedszkolnego kolegi&amp;nbsp;po raz pierwszy zobaczył... lizaka (!) i zapytał: "A co to jest?". Na co pani Kasia, z rozbrajającym uśmiechem, odparła: "A ja mu powiedziałam, że to piłeczka na patyczku"... !!!&amp;nbsp;... Parsknęłam śmiechem, ponieważ rozbawiła mnie zarówno głupota płynąca z tejże odpowiedzi, jak i zachwyt obecnych w studiu telewizyjnym redaktorów nad elokwencją i "podejściem pedagogicznym" Pierwszej Matki Rzeczypospolitej. Zastanawia mnie bowiem, co zrobi pani Kasia, kiedy pewnego dnia Adaś natknie się w piaskownicy na kolejnego kolegę z lizakiem i powie:&lt;br /&gt;- O, masz piłeczkę na patyczku!&lt;br /&gt;A tamten mu na to:&lt;br /&gt;- To nie piłeczka, tylko lizak. To się liże i jest bardzo słodkie.&lt;br /&gt;Cóż się wtedy stanie z rodzicielskim autorytetem pani Kasi? Polegnie!!! Bo wyjdzie na to, że mama okłamała własne dziecko! No chyba, że powie:&lt;br /&gt;- Wiesz, synku, mamusia nie wiedziała, że to "coś", to lizak i służy do lizania.&lt;br /&gt;Czyli jedno kłamstwo zrodzi kolejne kłamstwo, i kolejne, i kolejne... Jak dziecko może wierzyć mamie, która od najmłodszych lat wciska mu takie bzdury?! Ktoś powie, że to niekoniecznie kłamstwo lecz "prawda niekompletna". Dla mnie PRAWDA jest PRAWDĄ, a KŁAMSTWO - KŁAMSTWEM! Białe albo czarne. Między prawdą, a kłamstwem nie ma "szarego" pośrodku, nawet w przypadku małego dziecka! Czy nie lepiej od razu powiedzieć: "Synku, to jest lizak. Jest bardzo słodki, psują się od niego zęby i wolałabym, żebyś go nie jadł. Mama też nie je lizaków"? No ale cóż, skoro współczesny, medialny&amp;nbsp;autorytet w dziedzinie: "jak być idealną kobietą, żoną i matką" twierdzi, że lepiej jest przed trzylatkiem zgrywać, że lizak jest "piłeczką na patyczku", to niech inni tego "autorytetu" słuchają - ja, matka z długoletnim stażem, nie zamierzam ;/&lt;br /&gt;A dzisiaj, skoro troszkę o dzieciach było, moja ostatnia praca - misiek w czerwono-białą kratkę...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-fc8wfRG3fcQ/TtJQCPuX8OI/AAAAAAAAKGw/jJggXaaLJiQ/s1600/Obraz+065.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" hda="true" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-fc8wfRG3fcQ/TtJQCPuX8OI/AAAAAAAAKGw/jJggXaaLJiQ/s320/Obraz+065.jpg" width="298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Biały jak niewinność i czerwony jak energia...Misiaczek otrzymał imię Natan, na cześć pewnego dwulatka o imieniu Nataniel, którego nikt nie chce, tłumacząc, że Natan jest "dzieckiem wybitnie trudnym" :((( Ja jednak jestem pewna, że Nataniel wyrośnie na wyjątkowego, wartościowego człowieka i udowodni&amp;nbsp;wszystkim, jak bardzo się mylili.&amp;nbsp;Wystarczy tylko, by dano mu szansę, by ktoś w niego uwierzył! Wiem nawet, kto&amp;nbsp;tę szansę mógłby mu dać, ale czy się uda??? :(((&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-5591048592615408911?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/5591048592615408911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/11/czy-atwo-mnie-rozbawic.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5591048592615408911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5591048592615408911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/11/czy-atwo-mnie-rozbawic.html' title='Czy łatwo mnie rozbawić?'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-fc8wfRG3fcQ/TtJQCPuX8OI/AAAAAAAAKGw/jJggXaaLJiQ/s72-c/Obraz+065.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6504713372257715712</id><published>2011-11-14T09:45:00.000+01:00</published><updated>2011-11-14T09:45:29.358+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Poniedziałkowy poranek</title><content type='html'>Na zewnątrz mróz.&amp;nbsp;Dogrzewam się zieloną herbatą z trawą cytrynową i zerkam przez kuchenne okno. Dzisiejszy poranek niczym z bajki o Królowej Śniegu. Wszystko pokryte sporą warstewką szronu. Najbardziej chyba jarzębinowe drzewo, rosnące naprzeciwko okna. Srocze gniazdo, którego obecności latem można się było domyślać jedynie po przylatujących i odlatujących domownikach, teraz odkryte przed całym światem, niejako "zdradzone" przez opadłe liście, wygląda dzisiaj niczym ptasie igloo. Co ciekawe, świerk rosnący tuż obok jarzębiny, pokryty jest tym białym cudeńkiem jedynie na wysokości 2/3 od góry; dolna 1/3 zielona, a trawa pod nim także pokryta szronem... Powinnam wyjść na zewnątrz i pstryknąć kilka fotek, ale akumulatory "wiszą" w gniazdku i nabierają mocy ;) Wczoraj zdechły całkowicie przy fotografowaniu aksamitnych kopertówek. &lt;br /&gt;Hmm... Poniedziałkowy poranek... Muzycznie umila mi go Staszek Soyka na zmianę z Tadkiem Nalepą - akurat na nich dzisiaj miałam ochotę. Zwierzaki spokojnie śpią, uwalone u moich stóp, a ja, skąpana w nostalgii listopadowej, ponownie potknęłam się o dołek z przeszłością... Cóż, czas zabrać się za pracę i jej planowanie na najbliższy tydzień. Jeszcze tylko kilka wpisów w KPiR i spakowanie kolejnej paczki do wysyłki. Ogólnie ubiegły tydzień był bardzo "paczkowy" - jakoś tak zbiegło mi się dużo wysyłek do klientów plus duuuża paczka do Warszawy na kiermasz "Pakamery". Notabene zdziwiona jestem, że aż tyle moich prac zostało zatwierdzonych na ten kiermasz, tym bardziej, że na forum pakamerowym dziewczyny ciągle się skarżyły, że tej odrzucono, tamtej odrzucono. Nie liczyłam na zbyt wiele, aż tu taka miła niespodzianka ;)... Dobra, spadam do pracy... Oho! Największe zwierzę właśnie się obudziło, spojrzało na mnie sennym, a jednocześnie zdziwionym wzrokiem... i śpi dalej ;) A na parapecie kuchennym przysiadły przed kilkoma minutami dwie sikorki, pokiwały główkami, prześwidrowały mnie swoimi czarnymi, wesołymi oczkami, po czym odleciały. Chyba najwyższy czas i dla nich wywiesić za oknem jakiś smakołyk ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poduszka z falą ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-JJZbOE29AcE/TsDUkI_rziI/AAAAAAAAKGg/ptJBtRny_Ac/s1600/Obraz+005.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="299" nda="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-JJZbOE29AcE/TsDUkI_rziI/AAAAAAAAKGg/ptJBtRny_Ac/s320/Obraz+005.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6504713372257715712?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6504713372257715712/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/11/poniedziakowy-poranek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6504713372257715712'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6504713372257715712'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/11/poniedziakowy-poranek.html' title='Poniedziałkowy poranek'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-JJZbOE29AcE/TsDUkI_rziI/AAAAAAAAKGg/ptJBtRny_Ac/s72-c/Obraz+005.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-3991637212877450183</id><published>2011-11-13T22:03:00.000+01:00</published><updated>2011-11-13T22:03:03.735+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trochę o zwierzętach...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Breloki Zawieszki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Zwierzęta...</title><content type='html'>Dzisiejsze popołudnie poświęciłam na zaległą, papierkową robotę w animalsach. Przez cały czas byłam "widoczna" na GG i bez przerwy przychodziły do mnie wiadomości typu: "Jestem po ciężkiej interwencji"... "Zdejmowałam z szosy owczarka potrąconego przez samochód. Nikt we wsi, przez którą przebiega droga nie przyznaje się do niego"... "Byliśmy w piątek na interwencji. Dwa psy, w fatalnym stanie, musieliśmy zabrać natychmiast"... I jeszcze kilka w podobnym stylu :( Powala mnie, kiedy widzę, w jaki sposób traktuje się zwierzęta. Znieczulica, egoizm, bezmyślność, okrucieństwo... Nie ma miesiąca... Ba! Nie ma tygodnia, by nie bombardowano nas wiadomościami o sadystycznych "wyczynach"...hmm... człowieka względem zwierzęcia. Pierwsze z brzegu linki, których jeszcze nie usunęłam z komputera:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.tygodnikprudnicki.pl/1,7676,0,7.html"&gt;http://www.tygodnikprudnicki.pl/1,7676,0,7.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.tvn24.pl/12690,1710303,0,1,wyrzucila-psa-z-trzeciego-pietra-byla-pijana,wiadomosc.html"&gt;http://www.tvn24.pl/12690,1710303,0,1,wyrzucila-psa-z-trzeciego-pietra-byla-pijana,wiadomosc.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.tvn24.pl/12690,1714308,0,1,skatowane-psy-na-torach-ocalala-tylko-ciuchcia,wiadomosc.html"&gt;http://www.tvn24.pl/12690,1714308,0,1,skatowane-psy-na-torach-ocalala-tylko-ciuchcia,wiadomosc.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.tvn24.pl/0,1721124,0,1,wiezienie-za-znecanie-sie-nad-psem,wiadomosc.html"&gt;http://www.tvn24.pl/0,1721124,0,1,wiezienie-za-znecanie-sie-nad-psem,wiadomosc.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.tvnwarszawa.pl/informacje,news,wyrzucil-psa-z-8-pietra,297575.html"&gt;http://www.tvnwarszawa.pl/informacje,news,wyrzucil-psa-z-8-pietra,297575.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.mmkrakow.pl/380591/2011/7/28/wegorzewo-zgwalcil-konia-moze-odpowiedziec-za-znecanie-sie-nad-zwierzetami?category=spozaMiasta"&gt;http://www.mmkrakow.pl/380591/2011/7/28/wegorzewo-zgwalcil-konia-moze-odpowiedziec-za-znecanie-sie-nad-zwierzetami?category=spozaMiasta&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Żeby nie było, że problem jest tylko nasz "narodowy":&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.papilot.pl/lifestyle-ciekawostki/15471/Zabili-konia-i-urzadzili-krwawa-sesje-foto.html"&gt;http://www.papilot.pl/lifestyle-ciekawostki/15471/Zabili-konia-i-urzadzili-krwawa-sesje-foto.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Duża część winy ciąży na naszym wymiarze sprawiedliwości, który tłumacząc takie okrucieństwo "niską szkodliwością czynu" bądź "brakiem dostatecznych dowodów", wymierza wyroki raczej "w dolnej strefie stanów średnich", żeby nie powiedzieć... niskich :/ Pierwszy przykład z brzegu. Słynna sprawa biznesmena Krzysztofa K. o znęcanie się nad końmi w hodowli w Prądzewie. W kwietniu zapadł wyrok: 10 miesięcy pozbawienia wolności plus grzywna i kary pieniężne. W październiku dotarła wiadomość, że sąd jednak zawiesił te 10 miesięcy na... 5 lat! :/// Dlatego tym większe słowa uznania należą się sędziemu, który w Opolu wymierzył karę maksymalną - 2 lata!!! Pierwszy taki wyrok w Polsce!!! Może ta sprawa spowoduje, że sędziowie częściej dostrzegą,&amp;nbsp;iż znęcanie się nad zwierzakami nie zawsze ma "niską szkodliwość", a ci, którzy zamierzają na te zwierzęta rękę podnieść, pomyślą dwa razy, zanim to zrobią. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,10592107,Dwa_lata_wiezienia_za_zabicie_psa.html"&gt;http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,10592107,Dwa_lata_wiezienia_za_zabicie_psa.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ktoś jest wrażliwy, lepiej by pod podanym linkiem nie powiększał zdjęcia :(&lt;br /&gt;Hmm... Całe szczęście, że są na tym świecie ludzie, którzy kochają swoje zwierzaki miłością "bezwarunkową" ;) Ostatnio opisywałam, jak to dokładnie w poprzedni weekend, transportowaliśmy konie do domu tymczasowego. W połowie tygodnia właściciel stęsknił się za nimi tak bardzo, że konieczne stały się "odwiedziny" :D Wczoraj w nocy Kamil, nasz słupski animals, musiał wyruszyć w kilkusetkilometrową podróż, aby zawieźć właściciela, Pana B.,&amp;nbsp;do jego pupilków :D "Odwiedziny" przebiegły podobno w atmosferze obopólnej "szczęśliwości", a teraz, kiedy to piszę, Pan B., już spokojniejszy, został odtransportowany do domu; Kamil ma jeszcze jakieś 15 km do Słupska ;) Kamilu, dobra robota ;) Spokojnej nocy ;)&lt;br /&gt;Coby atmosferę nieco uspokoić, dzisiaj kotki - zawieszki w &lt;em&gt;crazy patchworku.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-RfYPcCWSc8Y/TsAt2cAZhyI/AAAAAAAAKGQ/Xv4ndvhwpHU/s1600/DSC00128.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="256" nda="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-RfYPcCWSc8Y/TsAt2cAZhyI/AAAAAAAAKGQ/Xv4ndvhwpHU/s320/DSC00128.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;No, i może jeszcze gołąb, "zdjęty" przeze mnie kiedyś podczas spaceru ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-KU5mSyY30Vs/TsAuRZUIVgI/AAAAAAAAKGY/GJZfKARQ4Wg/s1600/Obraz+026.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" nda="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-KU5mSyY30Vs/TsAuRZUIVgI/AAAAAAAAKGY/GJZfKARQ4Wg/s320/Obraz+026.jpg" width="255" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-3991637212877450183?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/3991637212877450183/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/11/zwierzeta.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3991637212877450183'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3991637212877450183'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/11/zwierzeta.html' title='Zwierzęta...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-RfYPcCWSc8Y/TsAt2cAZhyI/AAAAAAAAKGQ/Xv4ndvhwpHU/s72-c/DSC00128.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-5201427792983315858</id><published>2011-11-10T20:38:00.000+01:00</published><updated>2011-11-10T20:38:31.344+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Padłam...</title><content type='html'>...i leżę :/ Chyba grypsko jakieś paskudne... Katar, ból gardła, pleców, łokci, kolan... wszystkiego. Stawiam się na nogi aspirynką i herbatą z cytryną, a czas spędzony w łóżku dzielę między net i lekturę... Przy okazji - jeśli ktoś lubi książki wyciskające łzy z oczu, polecam "Sztukę ścigania się w deszczu" Gartha Steina. Przepiękna, wzruszajaca historia, opisana przez...psa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poduszka uszyta techniką &lt;em&gt;chenille. &lt;/em&gt;Pięć warstw + aplikacja.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-cpewTNAosAw/Trwn8FzOFII/AAAAAAAAKGI/t98bAi_n-VM/s1600/Obraz+001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="305" nda="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-cpewTNAosAw/Trwn8FzOFII/AAAAAAAAKGI/t98bAi_n-VM/s320/Obraz+001.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-5201427792983315858?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/5201427792983315858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/11/padam.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5201427792983315858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5201427792983315858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/11/padam.html' title='Padłam...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-cpewTNAosAw/Trwn8FzOFII/AAAAAAAAKGI/t98bAi_n-VM/s72-c/Obraz+001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-5682997080029572836</id><published>2011-11-07T23:38:00.000+01:00</published><updated>2011-11-07T23:38:59.920+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pledy Narzuty Kołdry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trochę o zwierzętach...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>...</title><content type='html'>Czym dla mnie jest czas przeszły? Czym są wspomnienia? Zdałam sobie sprawę, że wszystko, co było, co budzi wspomnienia, ma jeden czas. Nie wiem jaki, ale wszystko trafia do jednego worka w mej pamięci i... jest. W czasie bliżej nieokreślonym, dla każdego wydarzenia tym samym. Bez względu na to, czy miało to miejsce 20 lat temu, roku temu, czy przed miesiącem. Tak, wszystko, co było, choć wymieszane, jest... jednym czasem... &lt;br /&gt;Miasto X... Siedzimy z Kamilem w małej kawiarence w galerii handlowej. Czekamy na weta, a&amp;nbsp;jakieś 30 kilometrów stąd czekają na nas konie, gotowe&amp;nbsp;do przetransportowania do domu tymczasowego. To cud, że udało się wszystko załatwić. Zostały w ten sposób uratowane przed pewną śmiercią, a właściciel, który kocha je całym sercem, kiedy wykaraska się z trudnej sytuacji, ma gwarancję, że je odzyska. Mimo wszystko, chcemy pogadać z wetem sam na sam, bez właściciela. Nie wiem, jak Kamil to załatwił, ale wet okazuje się "filantropem" - zbada konie przed transportem za przysłowiowe friko. Chcemy mieć pewność, że nic im nie zagraża, że są całkowicie zdrowe... Kamil... Rozumiemy się świetnie. Może dlatego, że obydwoje zaliczamy się do tzw. animalsów "bezpartyjnych" - działamy i jesteśmy tam, gdzie nas potrzebują... Zamyślam się nad filiżanką kawy... Miasto X... Nagle zdaję sobie sprawę, że praktycznie w każdej chwili mogę się natknąć na Niego. W tej kawiarni, za rogiem ulicy, na przejściu dla pieszych... Jak byśmy obydwoje zareagowali? Czy mimo zaskoczenia powiedzielibyśmy sobie chociaż zdawkowe: "cześć", czy też przeszlibyśmy obok siebie, udając, że się nie znamy? Hmm, byłam tylko nic nieznaczącym epizodem. Kaprysem chwili. Potrzebowałam czasu, żeby to odkryć, zrozumieć, skojarzyć fakty... Kamil wyrywa mnie z zamyślenia:&lt;br /&gt;-Ej, Małgoś! Żyjemy! Zamyśliłaś się... Ty ciągle o tych koniach?&lt;br /&gt;-O koniach też... O koniach też... Powiedz mi, jak wam się tutaj żyje, mieszka... w tym mieście. Tak ogólnie...&lt;br /&gt;-Tak ogólnie, to... Właściwie, nie wiem... Ogólnie, miasto uchodzi za nieco skostniałe. Tak myśli duży procent mieszkańców. Spore bezrobocie... Wiesz, jakieś dziwne zatrudnianie na czarno, na dziwne umowy o dzieło. Trudno znaleźć pracę, w której legalnie cię zatrudnią, sprawiedliwie zapłacą, odprowadzą ZUS. Wkurza mnie, kiedy ktoś mówi, że ma pracę, a buja się bez zarejestrowania, dając się wykorzystywać. W sumie nie ma pracy! Ale tak tutaj pracuje bardzo duży odsetek ludzi w wieku produkcyjnym... Wielu wyjechało za pracą. Niektórzy wrócili, inni nie...&lt;br /&gt;-A poza pracą?&lt;br /&gt;-Poza pracą... Niewiele tutaj się dzieje. Taka trochę kulturalna pustynia. Od czasu do czasu ściągną jakąś "gwiazdę", ale często już przygasłą (śmiech)... Mamy dobry teatr, ale sama wiesz, jak jest z zamiłowaniem społeczeństwa do sztuki teatralnej... Jeśli chodzi o szkolnictwo wyższe, to też nie ma wielkiego wyboru. Chcąc studiować na ciekawych kierunkach, musisz jechać do K. lub G. - to najbliższa alternatywa... albo dalej: Warszawa, Poznań, Wrocław, Kraków... To, co mnie by interesowało, najbliżej mam w Szczecinie, ale wiesz, jak jest z moją mamą. Nie zostawię jej samej. SM postępuje. Bywa, że po domu chodzi z balkonikiem. Problemem są schody. Ostatnio strasznie poszedł wzrok - podwójne widzenie itd...&lt;br /&gt;-No, właśnie... A służba zdrowia???&lt;br /&gt;-Ooooo, chyba już gorzej być nie może! Chociaż, podobno ostatnio miasto dostało w tej dziedzinie jakąś tam nagrodę! (śmiech)... Ja wożę mamę do G., bo do tutejszych specjalistów jakoś nie mamy zaufania.&lt;br /&gt;Rozmowę na etapie służby zdrowia przerywa nam facet, który okazuje się być umówionym wetem. Sympatyczny, zrównoważony... Widać, że przejął się sprawą koni i chce pomóc ze zwykłej, ludzkiej życzliwości... Dogadujemy szczegóły. W życiu nie usłyszałam, żeby ktoś udzielił nam tylu dobrych rad... Pozostaje kwestia podjechania na miejsce i zbadania koni. Nasz "doktorek" ma jednak od rana jakieś problemy z autem i musi je oddać do warsztatu, więc zabieramy go autem Kamila. Potem przywieziemy go z powrotem... Miasto X zza szyb auta. Ładne miasto. Na pierwszy rzut oka nie widać tych problemów, o których wspominał Kamil ;) Ale czy ja zerkam przez to okno, wypatrując problemów, czy może...???&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Gospodarstwo... Animalsi uwijają się, pomagając właścicielowi, bo przecież darmowy pobyt do czegoś zobowiązuje ;P Wet zaskoczony świetną kondycją koni:&lt;br /&gt;-Jestem zszokowany! To dzisiaj rzadkość, by ktoś dbał o konie bardziej, niż o siebie. One są w świetnym stanie! Żal, że muszą opuścić to miejsce. Teraz tylko się módlcie, żeby facet wygrzebał się jak najszybciej z kłopotów i mógł je przyjąć na nowo...&lt;br /&gt;Hmm, no ja nie wiem, czy akurat tutaj modlitwa wystarczy :/ Oby...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Konie okazały się zdrowe. U jednego jakiś mały problem z oczami, ale doktorek zaoferował się, że kiedy podrzucimy go do domu, da nam jakiś lek za friko... Chwila przerwy, kawa z gospodarzem i powrót do X. Późne popołudnie... &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kiedy wjeżdżamy do X. jest już ciemno... Doktorka do domu, lek dla końskich oczu do torby... Kamil w aucie łapie za komórkę:&lt;br /&gt;-Małgoś, sprawdzę tylko, co u mamy. Co prawda śpi u nas dzisiaj mamy przyjaciółka... Mówię do niej: "ciociu"... ale wolę sprawdzić. Taki ze mnie nadgorliwy synalek (śmiech)...&lt;br /&gt;Krótka rozmowa "mamy z synalkiem"...&lt;br /&gt;-Trochę zmiana planów. Podjedziemy do mnie do domu. Muszę zabrać z domu jakieś mięso z lodówki, wziąć klucze, zawieźć do tej cioci i wpakować jej do zamrażalnika, bo do jutra ponoć nie może leżeć.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; No, to jedziemy... Typowe blokowisko. Trzecie piętro... Sympatyczna mama, sympatyczna przyjaciółka - ciocia ;)... I przymusowa kolejna kawa ;)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Z kolei mieszkanie "cioci" okazuje się być w zupełnie innej "architektonicznie" części miasta... Kiedy mięso leży już bezpiecznie w zamrażalniku, Kamil wpada na pomysł:&lt;br /&gt;-Chodź, zobaczysz chociaż kilka naszych ulic nocą (śmiech).&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Oj, już po kilku minutach nie zgadzam się z moim "bratem - animalsem" co do "skostniałości" miasta X ;) Najpierw mija nas grupa "barwnie" rozbawionych dziewczyn, wyraźnie "pod wpływem"... no, ale przecież mamy sobotni wieczór, więc wolno ;)... Następny obrazek - śpiący na ławce kloszard, a pod nim wielka kałuża. Najwyraźniej nie zdążył... Następna ulica. Lekko hałaśliwie, ruchliwie. Trochę ludków przed jakimś lokalem.&lt;br /&gt;-Jakiś klub???&lt;br /&gt;-Eeee, tam... Zaraz klub (śmiech). Zwyczajny pub. Często tutaj "grają". Dzisiaj podobno "Closterkeller"... O, widzisz, mówiłem, że przygasłe gwiady zapraszają? (śmiech)&lt;br /&gt;-No, coś ty! Nie grzesz! "Closterkeller" to kultowa muza! Sama bym posłuchała!&lt;br /&gt;Rzut okiem na nazwę pubu i wybucham śmiechem:&lt;br /&gt;-Ej, oni tak sobie wzajemnie robią reklamę? Obrazek niczym z Kafki :D&lt;br /&gt;Nazwa pubu okazuje się być zlepkiem dwóch ostatnich sylab nazwy zespołu!!! Gra słów! Zbieg okoliczności! :D&lt;br /&gt;-Przejdziemy jeszcze tą ulicą i drugą stroną wrócimy do auta- objaśnia Kamil trasę naszej wieczornej wędrówki.&lt;br /&gt;Gadka - szmatka o pierdołach... O realiach animalsowej działalności, o tym, co spowodowało moje zamyślenie przy kawie w kawiarni (bez wdawania się w "osobowe" szczegóły), o życiu, o problemach...&lt;br /&gt;-Wiesz, martwię się o moją mamę. Niepełnosprawność postępuje i postępować będzie. Rozmawiałem z lekarzem. Przeraża mnie to, że pewnego dnia nie będę umiał jej pomóc.&lt;br /&gt;Opowiadam, jak to było z moim tatą. Ostatnie tygodnie... Może to doda mu otuchy, że jak trzeba, to człowiek musi dać radę.&lt;br /&gt;-Wiem, jak to jest, kiedy chcesz pomóc i nic nie możesz zrobić... Z moim tatą najgorsze były ostatnie noce, kiedy musiałam przywiązywać mu w miarę sprawną rękę do łóżka, żeby nie wyrywał sobie cewnika i nie robił krzywdy. To takie niegodne człowieka... Ale i tak raz nie upilnowałam. Do dzisiaj mam wyrzuty sumienia, że nie obudziłam się na czas... Piekło, mówię ci, piekło!&lt;br /&gt;-Oj, piekło, piekło! - zaśmiewa się Kamil&lt;br /&gt;Przez moment nie wiem, o co biega.&lt;br /&gt;-Jak ty to mówisz, znów obrazek, jak z Kafki (śmiech). Wiesz, że ta ulica, którą idziemy, nazywa się Piekiełko??? &lt;br /&gt;-Żartujesz?! Poważnie?!&lt;br /&gt;-Noooo, poważnie. Piekiełko!!!&lt;br /&gt;Ryczymy ze śmiechu... Droga do auta przebiega nam w stanie totalnego rozbawienia... Opowiadamy sobie najzabawniejsze "skecze" z animalsowych interwencji :)... I tak już przez całą drogę powrotną. Ponad 30 kilometrów "łzawych" opowieści... "łzawych" ze śmiechu :D&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A konie... Konie następnego dnia wyruszyły do swojego nowego domu tymczasowego. Już są na miejscu, czują się dobrze. Mamy nadzieję, że wszystkie sprawy tak się potoczą, że szczęśliwie będą mogły wrócić do swojego właściciela i to już niedługo...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;Kolejny&amp;nbsp;pled... Z samych kwadratów, milutki i mięciutki, bowiem znaczna jego część powstała z... flaneli ;) Sprzedany. Dzisiaj pojechał do Warszawy ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-s-AEfOA1nZ8/TrhbCtfZu3I/AAAAAAAAKGA/Clq4JZLKpUc/s1600/DSCF1112.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" ida="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-s-AEfOA1nZ8/TrhbCtfZu3I/AAAAAAAAKGA/Clq4JZLKpUc/s320/DSCF1112.jpg" width="271" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-5682997080029572836?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/5682997080029572836/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/11/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5682997080029572836'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5682997080029572836'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/11/blog-post.html' title='...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-s-AEfOA1nZ8/TrhbCtfZu3I/AAAAAAAAKGA/Clq4JZLKpUc/s72-c/DSCF1112.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6203590018035733040</id><published>2011-10-31T20:23:00.000+01:00</published><updated>2011-10-31T20:23:21.926+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pledy Narzuty Kołdry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Come back bułeczek cynamonowych... dla Kamili ;)</title><content type='html'>W komentarzu do wpisu o bułeczkach cynamonowych Kamila napisała:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kamila pisze... &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Równowaga w otaczającej naturze jest niezawodna i dla mnie. Niech szczury gonią, ja się równoważę ;)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Przepis na bułeczki by się przydał... wiem, wiem, że to nie blog kulinarny, ale one wyglądają jak rękodzieło artystyczne, więc może się łapią w konwencję ;)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmm... Czy one się łapią w konwencję jako rękodzieło, to ja wątpię, gdyż sporo w nich niedoskonałości ;D Natomiast, jeśli o przepis chodzi... Problem w tym, że ja nie mam na nie jako takiego, fachowego przepisu, więc opiszę, jak je robię, bowiem większość pracy przy nich "odklepuję" na wyczucie i przysłowiowe oko ;P Droga Kamilko, będzie zatem opisowo ;)&lt;br /&gt;Biorę trochę więcej, niż pół kostki drożdży (w kostce jest chyba 100g?), rozdrabniam je w misce, mieszam z ok. połową szklanki letniego mleka, łyżką cukru i może z łyżką mąki. Odstawiam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. W tym czasie w garnuszku rozpuszczam sobie jakieś 3/4 kostki margaryny (masło też może być), dodaję do tego 2 szklanki mleka i podgrzewam. Trzeba uważać, żeby nie było za gorące, ponieważ tą mieszaniną należy zalać mąkę - ja biorę jej całe kilo, ponieważ moje głodomory pochłaniają tych bułeczek cały ogromny talerz ;D Do tego dodaję wyrośnięte drożdże, 1/2 - 3/4 szklanki cukru i jakieś pół łyżeczki soli. Zagniatam ciasto. Trzeba je wyrabiać dość długo, ponieważ lepi się do rąk. Jak jest za bardzo lepiące, podsypuję jeszcze trochę mąką. Robię z tego zgrabną kulę i w misce odstawiam pod przykryciem do wyrośnięcia. W czasie, kiedy ciasto sobie rośnie, robię "wnętrze" do bułeczek. Ucieram masło z cukrem, cukrem waniliowym i cynamonem. Nie powiem Ci w jakiej ilości, ponieważ robię to na oko. Później, kiedy lepię już bułeczki, często po prostu dorabiam tego farszu ;P Wyrośnięte ciasto dzielę na mniejsze porcje, rozwałkowuję je na sporych rozmiarów placki - wąskie a długie, jak na rolady. Na środku, przez całą długość placka,&amp;nbsp;rozkładam "stróżkę" farszu i zawijam w taką zgrabną roladkę... I tak z każdym kawałkiem ciasta. Następnie tnę nożem roladki na plastry, szerokości na oko ok. 2-2,5 cm. Sporo ich wyjdzie ;) Warto jedną stronę każdego plastra zalepić od spodu, gdyż później farsz lubi wypływać, a on jest z tego najlepszy ;) W sumie, u mnie to nie problem, ponieważ kiedy blacha z upieczonymi bułeczkami wyjeżdża z piekarnika, moje dziewczyny rzucają się na wyścigi z łyżeczkami i zeskrobują ten pyszny karmel :D Bułeczki kładę na blachę (u mnie na papier do pieczenia, ponieważ mój piekarnik lubi wariować :/), smaruję je z wierzchu żółtkiem rozmąconym z wodą, posypuję lekko cukrem (najlepszy gruboziarnisty, ale niekoniecznie) i sporą ilością cynamonu i... siup! do piekarnika... U mnie cała partia bułeczek "jedzie" na 3-4 blachach, bo inaczej, przy tej ilości, grzebałabym się przy nich cały dzień ;) Chociaż, są tak pyszne, że warto i cały dzień ;D... Smacznego! :D&lt;br /&gt;Tak się jakoś ciepło przy tych bułeczkach zrobiło, że będzie... Afryka :D... Pled skończyłam wczoraj. Ma ok. 160 x 200 cm. Quilting maszynowy.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-eZw1iA0Cifc/Tq70lPUOX0I/AAAAAAAAKDg/hCXpz1zgnbc/s1600/Obraz+071.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="219" ida="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-eZw1iA0Cifc/Tq70lPUOX0I/AAAAAAAAKDg/hCXpz1zgnbc/s320/Obraz+071.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6203590018035733040?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6203590018035733040/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/come-back-bueczek-cynamonowych-dla.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6203590018035733040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6203590018035733040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/come-back-bueczek-cynamonowych-dla.html' title='Come back bułeczek cynamonowych... dla Kamili ;)'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-eZw1iA0Cifc/Tq70lPUOX0I/AAAAAAAAKDg/hCXpz1zgnbc/s72-c/Obraz+071.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6589705726339326064</id><published>2011-10-30T00:02:00.000+02:00</published><updated>2011-10-30T00:02:45.929+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Odzież i dodatki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Cmentarny biznes</title><content type='html'>Tak dzisiaj nad Poznaniem wstawało słońce ;)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-EHDtD60YqWA/Tqxtf_I7ZyI/AAAAAAAAKDA/1nKpgvKudBg/s1600/Obraz+018.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="195" ida="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-EHDtD60YqWA/Tqxtf_I7ZyI/AAAAAAAAKDA/1nKpgvKudBg/s320/Obraz+018.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Pięknie, prawda? Niezwykłe zjawisko, bowiem całkiem gęsta mgła wisiała tuż nad ziemią i praktycznie z czwartego piętra trudno było dostrzec trawnik przed blokiem, a ponad nią, nad dachami, taki właśnie widoczek... Złota jesień praktycznie traci resztki swojego "charakteru" i oddaje pałeczkę tej chmurnej i słotnej. Miasto robi się szaro - bure, natomiast na ranczo z dnia na dzień coraz piękniej. Pościnana wielgachna kukurydza, która skutecznie zasłaniała wszystko dookoła, odsłoniła cały urok pól i lasów o tej porze roku...&lt;br /&gt;Za trzy dni Wszystkich Świętych. Może się komuś narażę, ale nie cierrrrpię tego święta. Dla mnie to najdurniejsze święto w roku. To znaczy, wróć! Sama idea Święta Zmarłych jest jak najbardziej OK, ale cała "otoczka" z tym związana, to co "trzeba" i "wypada", dla mnie jest totalnym absurdem... Dzisiaj OMD zawiózł mnie na cmentarz. Ruch, jak w Paryżu. Samochód zaparkować można praktycznie tylko kilkaset metrów od cmentarza... i kilkaset metrów od cmentarza zaczyna się cmentarny biznes ;) Sprzedający kwiaty i znicze biją się o miejsce z&amp;nbsp;pracownikami firm kamieniarskich, którzy swoimi dużymi autami próbują dopchać się jak najbliżej bramy, coby nie tachać za daleko tych wszystkich marmurów i granitów. Dla nich to też dobry okres ;) Praktycznie na tym święcie zarabiają wszyscy. Ogrodnicy, producenci zniczy, zapałek, komunikacja miejska, taksówkarze, miasto ("postojowe" za każdy, nawet najmniejszy stragan), stacje benzynowe, sklepy z ciuchami i butami (jakoś trzeba się ubrać, coby rodzina nie obgadała), sklepy monopolowe (rozgrzewka po powrocie z cmentarza konieczna), sprzedawcy wszelkich "odpustowych" duperli i innych tandetnych pierdolniczków... Lista ciągnie się w nieskończoność. Ba! Zarabiają nawet małe, chińskie rączki na swoich "dziełach", bowiem najprawdopodobniej jakieś 80 procent plastikowych kwiatków, wiązaneczek i stroiczków nosi napis: "Made in China". Kurczę, tylko polski quiltmaker nie ma w tym dniu na czym zarobić... albo ja jestem jakaś mało kreatywna :D Ciągle mówiłam, że patchwork i quilting to studnia bez dna, aż tu dzisiaj taki zawód, no... ;D Dziewczyny patchworkujące, ruszmy główkami, bo nam być może całkiem niezła kasa ucieka ;P&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kolejna chusta trykotowa... Tym razem z ptakami i mnóstwem frędzli.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-KOJFs_81y48/Tqx3FI8_ffI/AAAAAAAAKDI/wTBxLShMNuA/s1600/Obraz+023.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" ida="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-KOJFs_81y48/Tqx3FI8_ffI/AAAAAAAAKDI/wTBxLShMNuA/s320/Obraz+023.jpg" width="252" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-D724G9CfamI/Tqx3JucYBdI/AAAAAAAAKDQ/q1TJh97O718/s1600/Obraz+040.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" ida="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-D724G9CfamI/Tqx3JucYBdI/AAAAAAAAKDQ/q1TJh97O718/s320/Obraz+040.jpg" width="237" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6589705726339326064?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6589705726339326064/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/cmentarny-biznes.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6589705726339326064'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6589705726339326064'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/cmentarny-biznes.html' title='Cmentarny biznes'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-EHDtD60YqWA/Tqxtf_I7ZyI/AAAAAAAAKDA/1nKpgvKudBg/s72-c/Obraz+018.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-4477503024872577036</id><published>2011-10-28T23:17:00.000+02:00</published><updated>2011-10-28T23:17:12.431+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zabawki Maskotki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Kiepska ze mnie sprzątaczka :(((</title><content type='html'>Ciężki tydzień. Od wtorku psychiczna huśtawka. Odpalasz po kilku dniach skrzynki mailowe, bloga i dostajesz po wszystkim - po oczach, po głowie, po tyłku, po sercu, po duszy... Czegoś nie wymieniłam? Nawaliłam jako przyjaciel. Widok martwej Saby na blogu u Szarego Wilka, jej grób, martwy szczeniaczek i maluszki pełzające po martwej matce... Jak to się stało, że nie wsiadłam w pociąg do Przemyśla i nie pojechałam go wspierać w trudnych chwilach?! Przecież jeszcze niedawno tak właśnie bym zrobiła! Nie pojmuję, co się ze mną dzieje. Czy to te wszystkie wydarzenia, które spadają na mnie od jakiegoś czasu, które próbuję tłumaczyć, objąć logiką, rozbierać na czynniki pierwsze? A Firefox? Śmierć jego przybranego, indiańskiego Dziadka wpędziła go w dołek niewyobrażalny. &amp;nbsp;Zbombardował mnie rozpaczliwymi mailami w skrzynkach i wiadomościami na komunikatorach, a mnie nie było. Znów nawaliłam. Czy tak trudno było w nawale zajęć o zwykłe: "podaj login, hasło... klik!" ??? Nic mnie nie usprawiedliwia w obu przypadkach - ani żadne pieprzone złe wyniki badań, przychodnie, zabiegi, ani roztrzaskane doszczętnie biodro przyjaciółki i ranczo, ani debaty "na szczeblu" o bezdomności zwierząt, ani durne kubiki drewna i metry kabli :/// Nic!!! Rozmyślanie o tym wszystkim wpędza mnie w dół...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Agata we wtorkowy wieczór na GG:&lt;br /&gt;- Ty, Ślicznotka, nie chcesz małego goldena? Przeszedł testy w fundacji. Na "dogo" się nie nadaje, ale to wspaniały szczeniak i musi trafić do dobrego i odpowiedzialnego domu. Rozumiem, że bierzesz?&lt;br /&gt;- Taaa, nie wiem gdzie :/ Do Poznania odpada. Mam go zabrać na ranczo do Wieśki? Askan - indywidualista szybko by się z nim rozprawił. Nie da rady.&lt;br /&gt;Kilka kolejnych suchych zdań... Agata, psycholog z "osiągnięciami", wyczuje człowieka nawet na GG. Znamy się z kursu dogoterapii. Prowadziła z nami zajęcia - pogadanki. Ktoś doszedł do wniosku, że chodząc z psami do DPS-ów, domów dziecka i innych ośrodków, możemy się zetknąć z różnymi sytuacjami i takie spotkania z psychologiem powinny nam pomóc. Agata to wyjątkowy typ psychologa. Nie z tych, co to kładą na kozetce, głaszczą i dobrotliwie się cergolą. Ona wali z grubej rury, gra na emocjach, grzebie w duszy człowieka niczym pogrzebacz i wywleka wszystko na powierzchnię. Najciekawsze, że najczęściej bywa skuteczna :/&lt;br /&gt;- Co z tobą, Gocha? Czuję, że coś nie gra. Wywalaj z siebie.&lt;br /&gt;- Wszystko jest do dupy...&lt;br /&gt;- No, tak jest, ale to nie znaczy, że należy zostawiać sprawy samym sobie. Co jest?&lt;br /&gt;- Potykam się o dołki z przeszłością...&lt;br /&gt;- Buuuuu... To ty jeszcze nic z tym nie zrobiłaś??? Dziewczyno, ty się nie potykasz, ty w te dołki wpadłaś i nie możesz wyleźć!&lt;br /&gt;- Może. Nie wiem. Próbowałam, ale ciągle wracają pytania, wątpliwości...&lt;br /&gt;- Musisz się odciąć. Jeśli tego nie zrobisz, nie ruszysz do przodu.&lt;br /&gt;- Taaa, nie wiem jak. &lt;br /&gt;- Jak "jak?". Normalnie. Bierzesz taki miecz, jak na "Gwiezdnych Wojnach" i... ciach!&lt;br /&gt;- To daj mi taki miecz, jak masz.&lt;br /&gt;- Ej, każdy go ma. Musisz go poszukać w sobie. A przede wszystkim musisz uporządkować swoje życie. Inaczej dalej będziesz się potykać. Ustalasz sobie, co po kolei odcinasz i... ciach!&lt;br /&gt;Ciągnie się opowieść o ostatnich miesiącach, o porażkach, o przykrych wydarzeniach, niezrozumiałym zachowaniu osób w moim otoczeniu, o tym, co mi dała (a może, czego mi nie dała) moja sierpniowa "ucieczka", o "niby-przyjaźni", która okazała się właściwie nie wiadomo czym, zostawiając po sobie wielką, broczącą ranę, niemożliwą do zabliźnienia, o wątpliwościach, czy droga, którą idę, jest tą właściwą i dlaczego kroczę nią sama, a na koniec o tym, jakim okazałam się kiepskim przyjacielem i to wobec dwóch osób, które chyba najbardziej na świece się o mnie martwią i troszczą... czego dały dowód po moim zniknięciu, bombardując mailami nawet moje dzieci. Ba! Firefox poszedł jeszcze dalej! Podejrzewając, że w desperacji swojej mogę spakować plecak i skutecznie "zamknąć" za sobą drzwi, szukał mnie nawet u mojego wieloletniego kolegi w Norwegii! Co ciekawe, odnalazł faceta, wiedząc tylko dwie rzeczy: imię - Bartek (nawet nie wiedział, czy to od Bartosz, czy Bartłomiej), lokalizacja - daleka północ Norwegii! Nic więcej! To się nazywa determinacja w szukaniu! :D...&lt;br /&gt;- No, kochana, ty najwyraźniej potrzebujesz terapii koleżanki Agaty, czyli muszę ci dać potężnego kopa w dupę.&lt;br /&gt;- Nie potrzebuję jakiejś twojej durnej terapii, tylko czasu.&lt;br /&gt;- Bzdura! W takich sprawach czas nie pomoże. To pusty slogan... Musisz zrobić tak...&lt;br /&gt;Po czym nastąpił pisany monolog koleżanki Agaty, z dokładnymi wskazówkami, co Gocha powinna zrobić, żeby nie potykać się już więcej o dołki z przeszłością...&lt;br /&gt;Od wczoraj koleżanka Małgorzata zaczęła czynić radykalne cięcia "ognistym mieczem", wskazanym przez koleżankę Agatę, psychologa - sadystę :/ Skutek? Żaden! Przed kilkoma godzinami odezwała się Aga.&lt;br /&gt;- No, i...???&lt;br /&gt;- Dupa.&lt;br /&gt;- A to dlaczego?&lt;br /&gt;- Czuję, że kogoś krzywdzę.&lt;br /&gt;- No, k..., Gocha! Ciebie już naprawdę pogięło?! Ty znów myślisz o innych, a nie o sobie?&amp;nbsp; Siebie krzywdzisz! Ktoś ma cię w dupie, ktoś inny wykorzystuje twoją dobroć, jeszcze ktoś inny robi z ciebie emocjonalne i uczuciowe wraczysko, a ty się martwisz, że odcinając się, kogoś krzywdzisz?! K..., jeśli bym nie wiedziała, który jesteś rocznik, to bym powiedziała, że jesteś jakąś inkarnacją Matki Teresy! Ty, kobieto, za długo w wolontariacie siedzisz. Idę do Lidla po piwo. Muszę się napić... &lt;br /&gt;Po czym ozdabiając ostatnie zdanie emotką ludka zasłaniajacego sobie oczy, zniknęła... Na zdrowie, Aga! Nie wypij za dużo ;P Chociaż... przecież jutro sobota ;)&lt;br /&gt;A ja? Zostałam sama z "ognistym mieczem" w dłoni i myślę, co by tu jeszcze ciachnąć, bo może to, co ciachnęłam do tej pory, nie było tym, co ciachnąć powinnam? Cóż, czas pokaże. Chociaż czas, według Agaty, to... pusty slogan... A może to wszystko, to taka moja karma? Oj, chyba nieźle sobie nagrabiłam w poprzednim życiu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;﻿﻿ &lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-gJF7eSiRYNc/TqsY0cjdeKI/AAAAAAAAKC4/pNkySkr6eFA/s1600/DSCF2721.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="218" ida="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-gJF7eSiRYNc/TqsY0cjdeKI/AAAAAAAAKC4/pNkySkr6eFA/s320/DSCF2721.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Słonik... na szczęście ;)&lt;/em&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;﻿﻿ &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-4477503024872577036?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/4477503024872577036/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/kiepska-ze-mnie-sprzataczka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4477503024872577036'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4477503024872577036'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/kiepska-ze-mnie-sprzataczka.html' title='Kiepska ze mnie sprzątaczka :((('/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-gJF7eSiRYNc/TqsY0cjdeKI/AAAAAAAAKC4/pNkySkr6eFA/s72-c/DSCF2721.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-4976907762587872032</id><published>2011-10-25T19:29:00.001+02:00</published><updated>2011-10-25T21:12:42.616+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Biżuteria'/><title type='text'>Marny ze mnie przyjaciel :(((</title><content type='html'>...Jak w temacie... Jestem beznadziejnym przyjacielem :(((&lt;br /&gt;...Przepraszam, Grey Wolf :(((&lt;br /&gt;...Przepraszam, Firefox :(((&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...:(((&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-xOcJ7tiHnHg/TqbxBvBmT0I/AAAAAAAAKCs/RaGkV0spx_Q/s1600/DSC00065.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" ida="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-xOcJ7tiHnHg/TqbxBvBmT0I/AAAAAAAAKCs/RaGkV0spx_Q/s320/DSC00065.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;"Black Flamenco" (Art Quilt Necklace)...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Art Quilt. Bardzo romantyczna, patchworkowa, duża kolia wykonana w stu procentach ręcznie. Misternie, gęsto drapowane na lnie, kawałki czarnego aksamitu, gipiury, podszewek, żorżety... Wszystkie użyte tkaniny zostały wcześniej w specjalny sposób "sprane" w celu uzyskania wystrzępionej, skołtunionej faktury. Dodatkowo ozdobiona ręcznie naszytymi paciorkami, ozdobnymi, pięknymi guzikami oraz atłasowymi i aksamitnymi kokardkami. Wiązanie z bawełnianej, czarnej koronki. Od spodu podszyta ręcznie czarną podszewką. Wymiary: szer. - 31 cm; wys. - 24 cm (pośrodku 13 cm)... Gratka dla koneserek odważnych, unikatowych dodatków... Efekt mrówczej pracy ;))) PROJEKT AUTORSKI / POJEDYNCZY EGZEMPLARZ&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-4976907762587872032?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/4976907762587872032/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/marny-ze-mnie-przyjaciel.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4976907762587872032'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4976907762587872032'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/marny-ze-mnie-przyjaciel.html' title='Marny ze mnie przyjaciel :((('/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-xOcJ7tiHnHg/TqbxBvBmT0I/AAAAAAAAKCs/RaGkV0spx_Q/s72-c/DSC00065.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-3150084665503190219</id><published>2011-10-20T23:53:00.003+02:00</published><updated>2011-10-21T08:13:03.062+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>"Widzisz, synek, słuchaj mamusi"... czyli o tym, jak Prawdziwa Miłość wygrywa ze stereotypem</title><content type='html'>Wczorajszy dzień minął pod znakiem masowych najazdów na Poznań, przyjacielskich spotkań pod hasłem: "Okupujemy Stary Browar" i wydarzeń, które rozbawiły nas do łez, skłaniając jednocześnie do refleksji... Dziwnym zbiegiem okoliczności wpadli do Poznania moi przyjaciele - Sonia i Rysiek, przebywający od jakiegoś czasu w Hiszpanii, coby sprawdzić, czy ich dom cały i zdrów. Na szkolenie do "Strimy" przyjechała ze Szczecina Mira. A że i ja wynurzyłam się z mojej szmaciano - zwierzęcej nory, to gdzież mogliśmy się skrzyknąć, jak nie w Starym Browarze ;)&amp;nbsp;&amp;nbsp; Z dziewczynami, czyli z Elą (która też jakimś cudem czasowo zamieniła swoje Kanary na Poznań) i Mirą, byłam umówiona na 18, więc najpierw padło na Sonię i Ryśka... Para nietypowa, bowiem dzieli ich różnica wieku... 18 lat, na korzyść... Hmm, no właśnie, wydaje mi się, że... obojga ;) To ona starsza ;P Od roku małżeństwo, po pięciu latach ciągłych rozstań i powrotów. Te rozstania i powroty raczej z winy nie tyle ich samych, co społeczeństwa i "życzliwych", którzy ciągłymi docinkami, złośliwościami, rzucaniem kłód pod nogi skutecznie próbowali im wybić z głów ten związek, bo: "tak nie można... nie wypada... co ludzie powiedzą... co będzie za parę lat... jak wam nie wstyd..." itd. Nie poddali się. Dzisiaj wszyscy wiedzą, że wygrali. Skończyły się docinki sąsiadów, znajomych, rodziny. Pełna akceptacja. Dla mnie taka&amp;nbsp;sytuacja nie jest żadnym szokiem, bowiem relacja: "ona starsza - on młodszy", zapoczątkowana ongiś przez moją Babcię, trwa i taranem idzie przez całą rodzinę, niczym jakaś klątwa :D I nie chodzi tutaj o różnice jakichś kilku miesięcy, ale o całe długie lata ;) Jednakże społeczeństwo polskie ma w sobie zakorzenione pewne stereotypy, które prowadzą często do zabawnych sytuacji. Dwa obrazki z wczorajszego dnia...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Przemierzamy Stary Browar w poszukiwaniu jakiejś cichej, niezbyt napchanej knajpki, aż tu nagle, na jednej z wystaw, Rysiek zauważa kurtkę.&lt;br /&gt;-Yyyyy, Sonia, popatrz! Czegoś takiego szukam od dłuższego czasu!&lt;br /&gt;Wchodzimy. Rysiek przymierza. Brązowa odpadła w przedbiegach. Popielata jako druga... Granatowa, czy czarna??? Facet, jak to facet - nie uznaje przymierzalni, więc my z Sonią plus młodziutka ekspedientka, służymy Panu za wieszaki :/ &lt;br /&gt;-Chyba jednak czarna. Do wszystkiego pasuje - kwituje, przeglądając się w lustrze.&lt;br /&gt;Ja milczę, nie wtrącam się. Sonia lustruje męża fachowym wzrokiem.&lt;br /&gt;-W granatowej lepiej wyglądasz.&lt;br /&gt;Po dłuższej między nimi wymianie zdań, wtrąca się młodziutka ekspedientka:&lt;br /&gt;-Proszę posłuchać mamy. W granatowej naprawdę lepiej pan wygląda.&lt;br /&gt;Mnie lekko przymurowało, a oni bez zażenowania, bawiąc się najwyraźniej całą sytuacją, prowadzą dialog:&lt;br /&gt;-No, widzisz synek, słuchaj mamusi. Bierzemy granatową.&lt;br /&gt;Na co "synek":&lt;br /&gt;-Taki stary ze mnie chłop, a w sprawie kurtki ciągle&amp;nbsp;muszę słuchać mamusi??? Niech będzie, biorę granatową.&lt;br /&gt;Po czym całując "mamusię" namiętnie w usta, na oczach osłupiałej ekspedienki:&lt;br /&gt;-Teraz mamusia sobie wybierze jakiś ciuszek, żeby było sprawiedliwie...&lt;br /&gt;Mruga okiem do dziewczyny i rzecze ubawiony:&lt;br /&gt;-Ta "mamusia", to moja żona.&lt;br /&gt;Znikają między wieszakami, a ja zostaję z dziewczyną, która najwyraźniej wyszła już ze stanu oszołomienia i mówi do mnie:&lt;br /&gt;-Dżizus, ale mnie ścięło! Ci państwo to naprawdę mąż i żona???&lt;br /&gt;Na moje tajemnicze, aczkolwiek przytakujące: "Yhym", dziewczyna wpada w pełen zachwytu monolog:&lt;br /&gt;-Dżizus, jakie to romantyczne! Ale oni pięknie w sumie wyglądają i widać, że się kochają! Zupełnie, jak w tym filmie na "Polsacie". Patrzy pani??? Ten z Wolszczak. Ja czasami patrzę na powtórki, bo w tygodniu w sklepie jestem. Ten, wie pani, co to facet jest z matką swojej byłej dziewczyny, o 20 lat młodszy... Dżizus, ja myślałam, że takie rzeczy, to się tylko w filmach zdarzają! Dżizus, Dżizus!!!&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Po "skeczu" w sklepie trafiamy do przytulnej knajpki. Ja zamawiam herbatę jaśminową, Sonia czarną, Rysiek - piwo, co u nich podobno oznacza: "Dzisiaj kobieta prowadzi" ;) Gadu - gadu, pierdu - pierdu... Miło toczy się rozmowa... Nagle Sonia:&lt;br /&gt;-Dobra była ta herbata. Zamówię sobie jeszcze jedną.&lt;br /&gt;Rysiek z pewnej odległości zwraca się do przechodzącego kelnera i, robiąc gest w kierunku Sonii, mówi:&lt;br /&gt;-Czy ja mógłbym prosić dla żony jeszcze raz to samo?&lt;br /&gt;Chłopak kiwa potakująco głową. Po chwili przynosi... herbatę jaśminową... i stawia ją przede mną!!! Mi zaparło dech, Sonia i Rysiek ryknęli śmiechem, a kelner stanął jak wryty, nie kumając o co chodzi :D Najwyraźniej źle zrozumiał "gest" ;))) Rysiek, rozbawiony, wyprowadza go "na prostą":&lt;br /&gt;-Chyba mnie pan źle zrozumiał. Moja żona siedzi naprzeciwko mnie i pije tylko herbaty czarne, bardzo mocne i niesłodzone. Ale nic się nie stało.&lt;br /&gt;Ratując sytuację, deklaruję się, że wypiję tę jaśminową, a kelner ogłupiony, zawstydzony, zaczerwieniony jak burak, obiecuje, że przyniesie nową... Po chwili przychodzi z czarną herbatką dla Sonii i jeszcze raz próbuje się tłumaczyć, przepraszać... i w ogóle. Widać, że jest mu bardzo głupio. Rysiek, nadal rozbawiony, &amp;nbsp;do niego:&lt;br /&gt;-Bracie, nic się nie przejmuj. Już się do tego przyzwyczailiśmy. Natomiast, co do tej drugiej pani... Gdyby w Polsce dopuszczano wielożeństwo, to postarałbym się, żeby była moją drugą żoną. No, ale prawo jest prawem ;) Naprawdę, żadna pomyłka, żaden problem...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Po całej akcji, Sonia i Rysiek opowiadają mi o wielu takich śmiesznych sytuacjach. Widać, że w ogóle ich to nie "dotyka". Bawią się tym najwyraźniej. Podobno na początku bardzo ich to drażniło, ale dzisiaj??? Rysiek tłumaczy:&lt;br /&gt;-Widzisz, Gosiu, problem ma ten, kto go dostrzega. My go nie mamy, ponieważ go nie widzimy... Widziałaś dwie takie sytuacje w odstępie zaledwie dwóch godzin. Kto głupio się z tym czuł? My - nie!!! Głupio czuły się z tym osoby, którym stereotypowe poglądy na wiek w relacji: "mąż - żona" nakazywały takie, a nie inne zachowanie.&lt;br /&gt;Co ciekawe, okazuje się, że z takimi "akcjami" spotykają się tylko wtedy, kiedy są w Polsce. W Hiszpanii i w innych krajach europejskich coś takiego im się nigdy nie przytrafiło. Czyżby to taka nasza "narodowa" mentalność???&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; No, i jeszcze jako zabawna ciekawostka, dialog moich przyjaciół tuż przed wyjściem z kawiarni. Mam nadzieję, że nie będą mi mieli tego za złe (jestem pewna, że nie będą ;P):&lt;br /&gt;Sonia: "Rysiu, dopiero po piątej. Chodźmy do kina. Już tak dawno w Polsce w kinie nie byliśmy".&lt;br /&gt;Rysiek: "Kobieto, padam z nóg. Marzę o tym, żeby paść i zasnąć. Przed nami 60 kilometrów do domu".&lt;br /&gt;Sonia: "Ej, noooo... To pójdziemy do kina. Ja obejrzę film, a ty się zdrzemniesz". &lt;br /&gt;Rysiek: "Sonia, nie bądź &lt;strong&gt;dziecinna (!)&lt;/strong&gt;. Mam zapłacić za kino po to, żeby się przespać?"&lt;br /&gt;Sonia: "Rysiek, no chodź! Przestań się zachowywać, jak &lt;strong&gt;stary ramol (!)&lt;/strong&gt;".&lt;br /&gt;Najnormalniej w świecie mnie rozbawili :D :D :D &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Skoro o Przyjaciołach mowa, to i praca z "podtekstem" przyjacielskim ;) Poduszka w moim ukochanym "primitive country"...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-DlWzDKi35n4/TqCWh-rX9RI/AAAAAAAAKB0/6nSjZgo9SR4/s1600/DSCF2713.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="251" rda="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-DlWzDKi35n4/TqCWh-rX9RI/AAAAAAAAKB0/6nSjZgo9SR4/s320/DSCF2713.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-3150084665503190219?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/3150084665503190219/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/widzisz-synek-suchaj-mamusi-czyli-o-tym.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3150084665503190219'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3150084665503190219'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/widzisz-synek-suchaj-mamusi-czyli-o-tym.html' title='&quot;Widzisz, synek, słuchaj mamusi&quot;... czyli o tym, jak Prawdziwa Miłość wygrywa ze stereotypem'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-DlWzDKi35n4/TqCWh-rX9RI/AAAAAAAAKB0/6nSjZgo9SR4/s72-c/DSCF2713.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-4204707937708751217</id><published>2011-10-16T22:30:00.000+02:00</published><updated>2011-10-16T22:30:38.288+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Torby Torebki'/><title type='text'>Szron...</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp; Od dwóch dni poranki witają mnie szronem za oknem...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-AWEIDxBzjO0/TpsqNDTJVHI/AAAAAAAAKBQ/ZohBgp-Yopw/s1600/szron.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" oda="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-AWEIDxBzjO0/TpsqNDTJVHI/AAAAAAAAKBQ/ZohBgp-Yopw/s320/szron.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zimno, ale pięknie... Trampkom powiedziałam: "Dziękuję". Szalikowi powiedziałam: "Przepraszam". Za kilka dni przyjdzie przeprosić rękawiczki za kilkumiesięczny okres zapomnienia... Uwielbiam poranki o tej porze roku, kiedy wschodzące słońce muska liście na drzewach, fundując im podwójną dawkę złota. I ten zapach... Zapach mokrych, opadłych już liści i wilgotnej, świeżo (lub całkiem niedawno) zaoranej ziemi. Zauważyliście, że ziemia o każdej porze roku inaczej pachnie? Dla mnie najpiękniej pachnie pod koniec lata i wczesną jesienią... Pamiętam, kiedy jeszcze mieszkałam w Gnieźnie i codziennie rano odbywałam kilkukilometrową, pieszą wycieczkę do pracy, ta pora roku dawała mi najwięcej pozytywnych bodźców wzrokowych i zapachowych :) Szczególnie jej ostatni etap, kiedy przechodziłam drogą praktycznie już za miastem, a po mojej lewej stronie rozciągało się wielkie pole, przyległe do dużego gospodarstwa i stadniny. Widok wolnych, wypoczętych, galopujących koni z rozwianymi grzywami, spowitych&amp;nbsp;resztkami&amp;nbsp;opadającej mgły, a nad nimi wschodzące słońce. Cud natury...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dzisiaj, przeglądając komentarze pod wpisami, natknęłam się na taki:&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: left;"&gt;&lt;em&gt;Anonimowy pisze... &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;zadroszczę Ci tego spokoju ducha. jak Ty to robisz? gdzie go znajdujesz? ja jestem ciągle zdenerwowana codzinna gonitwą, nawet jesień mnie nie cieszy. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smutno mi się zrobiło. Nawet nie tyle z własnego powodu, co z powodu nastroju "Anonimowego". Szkoda, że autorka komentarza nie podpisała się imieniem czy też nickiem, łatwiej by mi było. Pozwolisz, że będę zwracała się do Ciebie: "A." ??? ;)... Droga A., gdybyś wiedziała, jak niewiele spokoju jest w moim życiu! Jak wiele zmartwień, smutków, powodów do łez. Chyba najlepiej o tym wie moja poduszka nocą i pies - spowiednik.. Może właśnie dlatego nauczyłam się znajdować równowagę w otaczającej mnie naturze. Naturze, która w odróżnieniu od otaczających ludzi i zdarzeń jest samą PRAWDĄ. Jeśli czymś zaskoczy, to wynika to jedynie z jej... hmm... natury ;) Nie umie zawieść, zranić, okraść, uderzyć, prowadzić gry, w której próbuje coś "ugrać" dla siebie. Jest szczerością samą w sobie. Więc dlaczego mam uciekać od czego, co woła do mnie każdym liściem, każdą kroplą deszczu, promieniem słońca, płatkiem śniegu, merdaniem psiego ogona, ptasim śpiewem w konarach drzew: "Hej, Małgośka! Chodź, zobacz! Tak wygląda prawda i równowaga. Wystaczy miejsca i dla ciebie!" ;) Dlatego, Droga A., myślę i mam nadzieję, że Ty również potrafisz "wyszarpać" dobie chociaż parę minut, by zasłuchać się w szum deszczu, pogłaskać kota, czy przyjrzeć kaczkom pływającym po stawie ;) Powodzenia, dasz radę ;)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Czy ja pisałam coś poprzednio o bułeczkach cynamonowych? Tych, które wczoraj przykuły mnie do kuchennego piekarnika, a po których do teraz roznosi się po domu cudowny zapach??? Taaak, tylko zapach się ostał... i brudny, wielki&amp;nbsp;talerz do umycia :/ Pochłonięte co do jednej w ilości imponującej :/&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-picD-IZoMOU/Tps5JjCKFwI/AAAAAAAAKBY/g2JvxKmAxf0/s1600/bu%25C5%2582eczki-cynamonowe.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="190" oda="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-picD-IZoMOU/Tps5JjCKFwI/AAAAAAAAKBY/g2JvxKmAxf0/s320/bu%25C5%2582eczki-cynamonowe.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;﻿ &lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-dxJ9-ZNAcR8/Tps5QoGJreI/AAAAAAAAKBg/ymX0mZEN5GE/s1600/Obraz+025.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="231" oda="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-dxJ9-ZNAcR8/Tps5QoGJreI/AAAAAAAAKBg/ymX0mZEN5GE/s320/Obraz+025.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;...&lt;em&gt;I ten cynamon pachnący... Mniammmmm...&lt;/em&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;﻿Pożytek z tego był taki, że wykorzystując gorący piekarnik, machnęłam jeszcze dwa bochenki chleba z ziarnami słonecznika. Jeden jeszcze się ostał ;P&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Przeglądając dzisiaj kilka blogów, zauważyłam wyraźne tendencje halloweenowe. U mnie, niestety, w tym roku nie ma. Jedyne, co może się jakoś kojarzyć, to czarne koty, które&amp;nbsp;od&amp;nbsp;około dwóch miesięcy &amp;nbsp;goszczą na moich torbach. &amp;nbsp;Cudem zdobyta, równie cudna tkanina, a na niej koty, jak żywe :) Pełna zachwytu, długo się zastanawiałam, co z niej uszyć. W końcu doszłam do wniosku, że musi być to coś prostego i "płaskiego". Padło na eco-torby. Okazały się strzałem w dziesiatkę i tym sposobem moje koty miauczą już w Warszawie i Katowicach, mruczą w Komornikach, przechadzają się&amp;nbsp;po Toruniu i kilku innych miastach. Ten na zdjęciu poniżej jest już własnością Pani Magdy ze Słupska, jutro z samiutkiego rana do niej wyruszy i jeśli wierzyć w solidność Poczty Polskiej, od wtorku będzie swoim przenikliwym, kocim wzrokiem lustrował słupskie ulice ;)&lt;br /&gt;﻿﻿﻿﻿ &lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-aJr6H9RXLjs/Tps9WHfTo5I/AAAAAAAAKBo/ismvtlrx7nI/s1600/DSCF2775.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" oda="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-aJr6H9RXLjs/Tps9WHfTo5I/AAAAAAAAKBo/ismvtlrx7nI/s320/DSCF2775.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;em&gt;Miauuuu.... ;)))&lt;/em&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;﻿﻿﻿﻿&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-4204707937708751217?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/4204707937708751217/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/szron.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4204707937708751217'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4204707937708751217'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/szron.html' title='Szron...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-AWEIDxBzjO0/TpsqNDTJVHI/AAAAAAAAKBQ/ZohBgp-Yopw/s72-c/szron.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-2503903281037459267</id><published>2011-10-14T23:06:00.000+02:00</published><updated>2011-10-14T23:06:38.909+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zabawki Maskotki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Boże Narodzenie'/><title type='text'>Czyżby Absolut sobie o mnie przypomniał???</title><content type='html'>..;)... Akurat dzisiaj? ;) Czy tylko chciał mi, w przypływie dobrego humoru, zrekompensować wczorajszy, niezbyt udany dzień??? No, bo wczoraj, to już totalnie miałam "pod górkę"... Od rana przygoda z NFZ-em. Idę na badania, które mają dać mi odpowiedź na pytanie, nękające od dwóch miesięcy mnie i lekarzy: "ki diabeł we mnie siedzi?", a tu realia pracy przychodni okazują się fundować atrakcje nie mniej stresujące. W ambulatoryjnej poczekalni "czarno" od pacjentów. Po ponad półgodzinnym podpieraniu ściany, załapałam się na miejsce siedzące ;) Radość moja była ogromna, tym bardziej, że -przewidując jakiś czas oczekiwania na spotkanie z igłą- zabrałam z domu "Karpentarię" Alexis Wright. Wprost proporcjonalnie do poziomu zanurzania się w lekturze, wzrastał u mnie poziom frustracji, spowodowany wszelkimi odgłosami "życia" w poczekalni :/ Ta tamtej wlazła w kolejkę. Ten tamtemu zajął krzesło, a przecież wstał tylko na chwilę, żeby zgłębić "newsy" na tablicy informacyjnej! Facet - szczęśliwiec, u którego było już "po wszystkim", najwyraźniej przecenił u siebie "wskaźnik" krzepliwości i... zbyt szybko wyrzuciwszy wacik, siknął krwią na pięknie wypolerowaną posadzkę, doprowadzając nieomal do omdlenia co niektóre, bardziej wrażliwe, pacjentki :/ Dwie panie, siedzące najbliżej mnie, zafundowały mi w skrócie przekrój chorób, na które w zaledwie bieżącym roku, odeszły z tego świata znane im osoby. Ilość imponująca :/ I nawet jeśli nie chcesz słuchać, bo uczono cię, że podsłuchiwać nie wypada, to z odległości zaledwie kilkudziesięciu centymetrów słyszysz wszystko. Nic nie zrobisz - słowa słyszane zabijają słowa czytane :/// Dlatego, kiedy po półtoragodzinnym oczekiwaniu pielęgniarka zanurzyła igłę w moim ciele, odetchnęłam z ulgą... A potem, to już kolejne stresujące sytuacje.&amp;nbsp;Hocki-klocki z receptą na leki dla Dalii. Tym razem wygrałam - 1:0 dla mnie :D... Następnie "ostra jazda" w jednej z galerii internetowych. Uff, jakoś poszło... Wieczorem byłam już&amp;nbsp;taka wypompowana, nabuzowana i zestresowana, że powysyłałam wiadomości nie tam, gdzie trzeba, zapomniałam o przelewie, który koniecznie powinien wczoraj wyjść i padłam wieczorem, jak kawka. A do tego jeszcze ten strach o dzisiejsze wyniki badań...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Aż tu dzisiaj od rana same miłe niespodzianki ;D Raniutko, przy śniadanku, moi domownicy (wraz z moimi zwierzakami :D) w trybie przyśpieszonym o całe 3 dni, potraktowali mnie imieninowo :D Rodzone córcie obdarowały mamusię pięknymi, prążkowanymi, brązowymi legginsami i sporych rozmiarów pudełkiem czekoladek. Najwyraźniej uznały, że moje nogi są jeszcze całkiem, całkiem ;) Co do czekoladek, to wiadomo - obdarowany musi poczęstować... a raczej "rozczęstować", a pudełeczko szybciutko wyrzucić, coby miejsca niepotrzebnie w domu nie zajmowało. Te 3 dni przed czasem, to też przemyślana strategia. Dla mnie oznacza ona 3 dni ślęczenia w kuchni nad słodkościami ;P Niech i tak będzie! Czyli do poniedziałku włącznie zdobywam sprawność domowego cukiernika. Jutro, na pierwszy ogień idą bułeczki cynamonowe ;) Mniam... Kocham moje dzieci za ich przemyślany podstęp i za mobilizację do czynów kulinarnych ;)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Druga miła niespodzianka??? Odebrałam wyniki! Jestem zdrowa, jak koń!!! Wszystkie wyniki wprost książkowe! OB - 6!!! Czyli, wszystko wskazuje na to, że "winowajca" został jednak z mojego organizmu usunięty :D Tym sposobem dostałam dzisiaj dwa prezenty imieninowe jeszcze przed czasem. Szczęściara ze mnie ;)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A za oknem ciągle piękna jesień, chociaż z każdym dniem zimniej, i zimniej, i zimniej... Gdyby nie zieleń mchu, wszystko byłoby brązowo-żółte...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-OTE4fo9vWt4/TpihulYg4iI/AAAAAAAAKAo/_sY0r7zzEHo/s1600/Obraz+013.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" oda="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-OTE4fo9vWt4/TpihulYg4iI/AAAAAAAAKAo/_sY0r7zzEHo/s320/Obraz+013.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-85B5a2zHIJc/Tpih3YSK9vI/AAAAAAAAKAw/7ZsTMvybToo/s1600/Obraz+045.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" oda="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-85B5a2zHIJc/Tpih3YSK9vI/AAAAAAAAKAw/7ZsTMvybToo/s320/Obraz+045.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-fX-2KUAYXR0/Tpih_phmUHI/AAAAAAAAKA4/5hFZsJ4MBW8/s1600/Obraz+059.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" oda="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-fX-2KUAYXR0/Tpih_phmUHI/AAAAAAAAKA4/5hFZsJ4MBW8/s320/Obraz+059.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-frHnD82K824/TpiiIFEjMaI/AAAAAAAAKBA/KSWSdD0a6bk/s1600/Obraz+067.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" oda="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-frHnD82K824/TpiiIFEjMaI/AAAAAAAAKBA/KSWSdD0a6bk/s320/Obraz+067.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zawodowo zakończyłam jednak sezon jesienny i zdecydowanie zmierzam w kierunku świąt. Zainaugurowałam "szmacianymi" choinkami ;)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-QXfrmGuaIvI/TpijEsnev5I/AAAAAAAAKBI/pr943A8DVSo/s1600/Obraz+019.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" oda="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-QXfrmGuaIvI/TpijEsnev5I/AAAAAAAAKBI/pr943A8DVSo/s320/Obraz+019.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-2503903281037459267?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/2503903281037459267/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/czyzby-absolut-sobie-o-mnie-przypomnia.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/2503903281037459267'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/2503903281037459267'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/czyzby-absolut-sobie-o-mnie-przypomnia.html' title='Czyżby Absolut sobie o mnie przypomniał???'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-OTE4fo9vWt4/TpihulYg4iI/AAAAAAAAKAo/_sY0r7zzEHo/s72-c/Obraz+013.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-4156388400108722188</id><published>2011-10-09T23:18:00.000+02:00</published><updated>2011-10-09T23:18:34.252+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Antypolityczna niedziela</title><content type='html'>Wymiękłam. Pierwszy raz w życiu postąpiłam nieobywatelsko i&amp;nbsp;antypolitycznie. Przeżywając przedwyborczą kołomyję, poczułam się tym wszystkim tak zniesmaczona, skołowana i zawiedziona, że powiedziałam: "pas". Ja, która zawsze mówiłam, że trzeba, że to obywatelski obowiązek itd. Czy czuję się winna zaniedbania? Hmm... Nie ;) Może dlatego, że po ostatnim akcie na naszej scenie politycznej, mogłabym z czystym sumieniem powiedzieć "aktorom" słowami mojej Cyntii: "Panowie, pałka się przegła" :/&lt;br /&gt;Dlatego postanowiłam tę niedzielę przeżyć z dala od polityki. Raniutko wybrałam się na spacer, a że Nuka&amp;nbsp;zdecydowała się dzielnie mi towarzyszyć, pognało nas nad rzekę. Samej pewnie by mi się nie chciało... Jesiennie, kolorowo... Nurt rzeki niesie opadłe do wody liście. Nie wiem, czy ktoś jeszcze tak ma, ale ja zawsze zastanawiam się, gdzie zaczęła się "wodna droga" takiego listka i gdzie się skończy. I czy znajdzie się ktoś, kto dostrzeże ten sam listek, co ja i też się nad tym zastanowi? Uwielbiam włazić w grubą pierzynkę liści, iść tak przed siebie i szurać butami. Suche podskakują w górę, przez chwilę unoszą się na wietrze, by opaść z cichym szelestem kawałek dalej. Mokre przyklejają się do moich glanów i odbywają podróż na gapę. Jedne krótszą, drugie dłuższą... Nawet Nuka lubi grzebać nosem w takich liściach i niczym dzik, zostawia za sobą rozryty szlak :) Dzisiaj&amp;nbsp;też zrobiła coś, czego nigdy nie robiła - pognała w odległe krzaki, wiedziona jakimś odgłosem, czy zapachem.&amp;nbsp;Ptak, czy&amp;nbsp;jakieś inne zwierzę? Trudno było ją przywołać. Zew natury ;) Dwa zdjęcia z naszego porannego spaceru ;)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-oMZWQQ2Vvgs/TpIFSS7dAAI/AAAAAAAAKAY/q0opBOoUT18/s1600/jesien.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" kca="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-oMZWQQ2Vvgs/TpIFSS7dAAI/AAAAAAAAKAY/q0opBOoUT18/s320/jesien.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-IsWGKcLXfyE/TpIFbC3sDUI/AAAAAAAAKAc/UxSgg4Qvaro/s1600/spacer-jesien.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" kca="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-IsWGKcLXfyE/TpIFbC3sDUI/AAAAAAAAKAc/UxSgg4Qvaro/s320/spacer-jesien.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Reszta dnia pracowita. Postanowiłam w końcu uruchomić moją pierwszą galeryjkę internetową z prostym skryptem sklepowym. Nie jakiś tam wypas. Zarówno ja, jak i moi klienci potrzebujemy czegoś prostego w obsłudze, tym bardziej, że nie mam zamiaru zapełniać "półek" setkami moich prac ;D Myślałam, że szybciej mi to pójdzie, a okazuje się, że wklepanie samych tekstów pochłania sporo czasu. No, ale za ciężką pracę postanowiłam nagrodzić siebie, i przy okazji moich domowych łakomczuchów, czymś prostym a smacznym ;P Padło na &lt;em&gt;focaccię z pomidorami &lt;/em&gt;według przepisu z drugiego numeru "Sielskiego Życia". Tak to ładnie, choć prosto wyglądało na zdjęciu w czasopiśmie, że chodziło za mną, i chodziło, i chodziło... od dłuższego czasu. A że dzisiaj mogę już (prawie!) normalnie gryźć prawą stroną, bez obawy, że mi coś wlezie w "zapacykowaną" ranę po stronie lewej... Oj, &lt;em&gt;focaccia&lt;/em&gt; była warta i ryzyka "otwarcia rany", i czasu spędzonego w kuchni. Pycha!!! Uwielbiam jedzenie proste, a dobre... A oto i ona ;P&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-8oy91L3ikrs/TpIKg2Qlv8I/AAAAAAAAKAg/B6eq1_HcpsE/s1600/focaccia.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" kca="true" src="http://1.bp.blogspot.com/-8oy91L3ikrs/TpIKg2Qlv8I/AAAAAAAAKAg/B6eq1_HcpsE/s320/focaccia.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Hmm... Tak sobie przeleciałam dzisiaj szybciutko po blogach i u Kamili zatrzymałam się na dłużej, bo i pooglądałam, i zasłuchałam się w piękny, jesienny utworek... W takim razie ja też podrzucę Wam coś, czego od dooooobrych kilku lat słucham zawsze o tej porze roku. Jak nakręcona! &lt;em&gt;Forever Autumn&lt;/em&gt;, ale nie w wykonaniu Justina Haywarda i The Moody Blues. Myślę, że Lake of Tears zrobili z tego metalowe cacko i nikt ich długo nie pobije. &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/2c_zqCUEo3s/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/2c_zqCUEo3s&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/2c_zqCUEo3s&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;No, to jeszcze na koniec jesienna poducha ;)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-hjjMVJgp2LM/TpIOpZth36I/AAAAAAAAKAk/PizYpqeej3c/s1600/fall-pillow.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="306" kca="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-hjjMVJgp2LM/TpIOpZth36I/AAAAAAAAKAk/PizYpqeej3c/s320/fall-pillow.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-4156388400108722188?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/4156388400108722188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/antypolityczna-niedziela.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4156388400108722188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4156388400108722188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/antypolityczna-niedziela.html' title='Antypolityczna niedziela'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-oMZWQQ2Vvgs/TpIFSS7dAAI/AAAAAAAAKAY/q0opBOoUT18/s72-c/jesien.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-3038315999183113500</id><published>2011-10-08T22:35:00.000+02:00</published><updated>2011-10-08T22:35:23.479+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Makaty Makatki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Trudne pytania... i jesień za oknem</title><content type='html'>Dzisiaj ktoś zadał mi pytanie: "co w twoim życiu powodowało lawinę zdarzeń, na które -przynajmniej w początkowym momencie- miałaś wpływ?" W pierwszej chwili pytanie to wydało mi się dziwne i absurdalne zarazem, dlatego zbyłam je milczeniem, rozbawieniem, wzruszeniem ramion, co miało oznaczać: "właściwie, nie wiem". Dopiero później, kiedy zaczęłam się nad tym zastanawiać w ciszy i samotności, nagle zaczęła wyłaniać się odpowiedź: ODWAGA, SZALEŃSTWO I MIŁOŚĆ. Czasami każdy z tych czynników działał samodzielnie, a&amp;nbsp;czasami... wszystkie trzy naraz. Niby takie "absurdale" pytanie, a pozwala wejrzeć człowiekowi w głąb siebie, podsumować coś, co minęło i zastanowić się, ile i jakiego rodzaju takich "lawin zdarzeń" jeszcze przed nim. I który z tych czynników zadziała??? Odwaga? Tej mi nie brakuje. Czasami wydaje mi się, że w najmniej spodziewanych momentach budzi się uśpiony we mnie kamikadze i... niechcący, pcha mnie niejako do drugiego czynnika. Szaleństwo... Tak, to zdecydowanie jeszcze przede mną. Coś, w czym niektórzy dostrzegą szaleństwo, planuję na lato przyszłego roku. Prawdopodobnie początek sierpnia ;)... A trzeci czynnik? Miłość? Zapewne już nie zadziała, bo akurat miłość to coś, w co przestałam wierzyć...&lt;br /&gt;Ach! Chciałam przy okazji podziękować wszystkim, którzy we wtorek trzymali za mnie kciuki ;) Jestem po zabiegu i mam nadzieję, że pozbyłam się głównego "winowajcy" mojego chwiejnego stanu zdrowia i kosmicznych wyników badań :/ Korzeń oczywiście zachwycił wszystkich, stał się niewątpliwie "gwiazdą", oglądaną z każdej strony :D Poza lekkim krwotokiem dwie noce wstecz, obyło się bez domowych komplikacji (jakoś udało mi się go samodzielnie zatamować). Będę żyła! ;D... Za jakiś tydzień kolejne badania. Zobaczymy, jak wypadną wyniki.&lt;br /&gt;...A za oknem jesień, czyli to, co lubię najbardziej. Może dlatego, że wszystko jest takie zielono - brązowe, a zielony i brązowy to moje ulubione kolory? Do tego żółty, czarny, czerwony... Taaaak, zdecydowanie jesienna bestia ze mnie :D... A propos. Kiedyś, będąc u mojej ukochanej klientki, Pani Ani, usłyszałam, że podobno brązowy, to kolor biedy! Hmm... To by w takim razie tłumaczyło, dlaczego przez większość życia bywało u mnie krucho z kasą ;) Ale, czy mi to przeszkadza? Jakoś nigdy nie uzależniałam szczęścia od pieniędzy. Dlatego, jeśli mam wybierać między brązami a kasą, zostaję przy brązach :D&lt;br /&gt;Dobra, koniec gadania... Teraz zaszywam się pod ciepły pledzik. Na stoliczku zielona herbatka z opuncją figową, mała lampka chianti, kawałek domowego murzynka (Cyntia piekła. A co, niech się uczy!), a w ręce, po raz nie wiem który, "Co się wydarzyło w Madison County" R. J. Wallera. Nie wiem dlaczego, ale już tak mam, że każdego roku początek wiosny witam "Odmieńcem" Bodswortha, a początek jesieni - trylogią Wallera. Czyli w najbliższym tygodniu, znów po raz enty, "machnę" jeszcze "Tango na prerii" i "Tysiąc polnych dróg". Taki już ze mnie dziwak... a może... odmieniec??? ;)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pfMIit1JieA/TpCyeZoPqxI/AAAAAAAAKAM/2T7V8TcQdzY/s1600/DSCF2868.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" kca="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-pfMIit1JieA/TpCyeZoPqxI/AAAAAAAAKAM/2T7V8TcQdzY/s320/DSCF2868.jpg" width="164" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-9-ocBBaarx8/TpCyluUf4kI/AAAAAAAAKAQ/6LprBDJ8W1M/s1600/DSCF2872.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" kca="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-9-ocBBaarx8/TpCyluUf4kI/AAAAAAAAKAQ/6LprBDJ8W1M/s320/DSCF2872.jpg" width="265" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-HAPyDJ63jEo/TpCyr2GaDsI/AAAAAAAAKAU/w1-_vZI8FMc/s1600/DSCF2887.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" kca="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-HAPyDJ63jEo/TpCyr2GaDsI/AAAAAAAAKAU/w1-_vZI8FMc/s320/DSCF2887.jpg" width="245" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Było troszkę o jesieni, to będzie i makatka w temacie. Typowy "primitive country", wymarzony do wiejskiej chałupy ;) Prymitywny w każdym calu, czyli tak, jak powinno być. Sto procent hand made... no, i "dary natury" ponaszywane to tu, to tam...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-3038315999183113500?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/3038315999183113500/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/trudne-pytania-i-jesien-za-oknem.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3038315999183113500'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3038315999183113500'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/trudne-pytania-i-jesien-za-oknem.html' title='Trudne pytania... i jesień za oknem'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-pfMIit1JieA/TpCyeZoPqxI/AAAAAAAAKAM/2T7V8TcQdzY/s72-c/DSCF2868.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-5164473970954506056</id><published>2011-10-01T21:49:00.000+02:00</published><updated>2011-10-01T21:49:54.206+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Odzież i dodatki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Zaszalałam !</title><content type='html'>Może nie dosłownie, ale jednak ;D Dzisiejszej nocy zafundowałam sobie kurs taksóweczką za... Uwaga!!! Dwa i pół tysiąca złotych!!! Szok, prawda? Dla mnie też. Na szczęście tylko we śnie :D &lt;br /&gt;Noc... Wychodzę z pogotowia stomatologicznego w "Victoria Center". Ból całej twarzy, usta pełne tamponów&amp;nbsp;oraz wyraźny smak i zapach krwi wskazują na definitywne pozbycie się mojej słynnej już lewej, górnej ósemki :/ Jestem sama. Staję na skrzyżowaniu Królowej Jadwigi ze Strzelecką i zastanawiam się, co dalej. Nagle od strony Strzeleckiej zmierza w moim kierunku taksówka, więc macham na tyle, na ile starcza mi sił (a nóżki, jak z waty). Biały mercedes zatrzymuje się, padam na tylne siedzenie i słyszę tylko:&lt;br /&gt;-A skąd i dokąd to samotna i drobna kobietka zmierza w tak ponurą i ciemną noc?&lt;br /&gt;Moje dławiąco-gardłowe i bezkształtne słowotwórczo mruczenie skłania kierowcę do zerknięcia, kto zapadł się na tyłach jego taksówki. Po zlustrowaniu mojej obolałej twarzy, facet rzucił okiem na budynek po drugiej stronie ulicy i ze zrozumieniem rzekł:&lt;br /&gt;-Aaaaa, ząbek... Niech się pani nie męczy. Proszę napisać na kartce, dokąd jedziemy.&lt;br /&gt;Piszę więc, przy mdłym świetle samochodowej lampki, na podanej mi kartce cel podróży: "Os. Rzeczypospolitej" i już chcę oddać ją kierowcy, ale w przebłysku świadomości postanawiam doprecyzować: "przy &lt;em&gt;Biedronce&lt;/em&gt;"... Facet czyta, ze zrozumieniem kiwając głową. Rusza, skręcając na most Królowej Jadwigi. Po kilkudziesięciu metrach zatrzymujemy się w potężnym korku. Wszędzie mnóstwo samochodów, wszystkie stoją. Nic nie mówię, bo nie mogę, więc taksówkarz prowadzi monolog, snując domysły na temat zaistniałej sytuacji. W pewnej chwili od strony kierowcy przeciska się policjant na motocyklu, więc facet otwiera okno i pyta o całe zamieszanie. Okazuje się, że na Zamenhofa... prywatny samolot (!) spadł na linię trakcyjną, trwa akcja ratunkowa i cała ulica, od Starołęki do Śródki jest zamknięta. Rataje odcięte od świata. Trzeba czekać. Pieszych też nie przepuszczają... Facet przerywa długie milczenie:&lt;br /&gt;-Zapowiada się kilkugodzinne czekanie. Może się pani prześpi? Jak dojedziemy na miejsce, obudzę Panią.&lt;br /&gt;W sumie jestem tak padnięta, że zasypiam bardzo szybko... Ciekawe, śniło Wam się może kiedyś, że... śnicie? I pamiętacie sen we śnie? No, to mi się śniło, że mi się śniło :D... Spaceruję po lesie, nagle z krzaków z przejmującym piskiem wypada Askan, wyraźnie utykając na przednią łapę. Oglądam ją i między poduszkami dostrzegam sporych rozmiarów drzazgę. Próbuję wyciągnąć, ale ona cały czas tam jest! Ciągnę... 10 centymetrów, 20... 50... Odłamuję po kawałku. Uzbierał się już spory kopczyk, a drzazga cały czas siedzi w łapie!!!&lt;br /&gt;Ze snu budzi mnie głos taksówkarza:&lt;br /&gt;-Pobudka! Jesteśmy na miejscu!&lt;br /&gt;Otwieram oczy, spoglądam za okno... Kurczę, może i jest noc, ciemno, a ja jestem cała obolała i rozespana, ale do jasnej cholery, gdzie ja jestem! Za szybą wszystko obce! Pytam więc z przerażeniem faceta:&lt;br /&gt;-A gdzie my jesteśmy???&lt;br /&gt;-No, kazała się pani zawieźć na Królowej Jadwigi, to jesteśmy na Królowej Jadwigi... Należy się 2660 złotych za kurs.&lt;br /&gt;Czuję, że robi mi się na&amp;nbsp;przemian zimno, gorąco. Jestem mieszaniną bólu, przerażenia, zaskoczenia, frustracji... i nie wiem, czego jeszcze. Wypluwam w chusteczkę "zawartość" moich ust i na tyle, na ile potrafię mówić, bełkotam:&lt;br /&gt;-To jakaś pomyłka. Jechaliśmy z Królowej Jadwigi. Na kartce wyraźnie napisałam: "Os.Rzeczypospolitej". Absurdem byłoby jechać z Królowej Jadwigi na Królowej Jadwigi! Poza tym, to nie jest Królowej Jadwigi, tylko jakieś kompletnie nieznane mi miejsce! I skąd taki rachunek??? &lt;br /&gt;Facet, wyraźnie wkurzony, grzebie coś w papierach leżących na stacyjce. Podaje mi kartkę:&lt;br /&gt;-Co tutaj jest napisane?!&lt;br /&gt;-No, Królowej Jadwigi... Ale to nie jest moje pismo! To nie ta kartka! Robi mnie pan w konia! Poza tym, nie zapłacę panu, ponieważ nie mam takiej kasy przy sobie i -w ogóle- uważam, że mnie pan naciąga.&lt;br /&gt;Taksówkarz wskazuje na licznik, na którym wyraźnie, wielkimi cyframi, wyświetla się kwota: 2660,00!!! Moje przerażenie rośnie, tym bardziej, że patrzy na mnie wzrokiem seryjnego mordercy, więc łapię za portfel. O dziwo, w portfelu pliczek banknotów. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałam taką gotówkę. Gdybym wiedziała, że mam taką kasę, uciekłabym z domu :))) Liczę... Tysiąc, dwa tysiące, dwa i pół tysiąca... Więcej nie mam. Facet, wyraźnie niezadowolony, pyta:&lt;br /&gt;-A kartą?&lt;br /&gt;-Nie mam. - postanawiam skłamać, mimo wyrzutów sumienia, ale trzeźwo myślę o czymś na "czarną godzinę".&lt;br /&gt;-Moja strata. Niech pani zmiata. Dawno nie miałem takiego pechowego klienta.&lt;br /&gt;Wysiadam. Taksówka odjeżdża w mrok, a ja zostaję zupełnie sama. Obolała, w zupełnie obcym miejscu. Siadam na chodniku i próbuję pozbierać myśli... W lewo, w prawo. Jakaś pusta ulica. Zero ludzi. W zasięgu wzroku potężny wieżowiec. Nie dość, że wysoki, to jeszcze długi. Zaczynam się kręcić w kółko, licząc na to, że może natknę się na jakiegoś nocnego wędrowca, który raczy mi wyjaśnić, gdzie jestem i jak dotrzeć do domu. Dupa - Jasiu. Żywego ducha :/ Komórka! Sięgam do torby. No, tak. Klękła. Wy też tak macie, że we śnie, w 99 przypadkach na 100, komórka nie działa? Kręcę się dalej i myślę intensywnie. Może jakiś bankomat? Może automat telefoniczny? Przed chwilą w tym wieżowcu moje oczy "zarejestrowały" pocztę. Grzebię w portfelu. Kiedyś nosiłam kartę telefoniczną, ale widzę, że nie mam. Pudło! Parę metrów w prawo, parę metrów w lewo... W przód i w tył... Łażę jakimiś dziwnymi podcieniami z jednej strony wieżowca na drugą (zupełnie, jak w naszych "deskach" na Piastowskim). Bez celu i bez sensu... Nagle jakiś nieznaczny hałas, więc gnam w tym kierunku. Z pobliskiej pizzerii wychodzi dziewczyna z chłopakiem i zamykają lokal. Dopadam do nich i pytam, jak mogę dotrzeć stąd na Rzeczypospolitej. Patrzą na mnie dziwnie i robią wielkie oczy. Dziewczyna ze zdziwieniem:&lt;br /&gt;-Tutaj nie ma takiej ulicy. &lt;br /&gt;Mówię im więc, że wsiadłam na Królowej Jadwigi z zamiarem dotarcia do domu, a taksiarz wywiózł mnie tutaj i jeszcze skasował dwa i pół tysiaka! Wywiązuje się rozmowa, z której nic nie wynika. Kiedy jednak mówię, że jestem z Poznania, chłopak chwyta się za głowę. Jedyne słuszne wyjście z sytuacji - dworzec. Dziewczyna doprowadza mnie do narożnika ulicy i tłumaczy:&lt;br /&gt;-Widzi pani tę ulicę? To Sobieskiego...&lt;br /&gt;-Sobieskiego? To jestem na Piątkowie?! - wołam z radością.&lt;br /&gt;- A co to jest Piątkowo?&lt;br /&gt;-No, dzielnica Poznania. Osiedle Sobieskiego...&lt;br /&gt;Patrzy na mnie, jak na zdechłą żabę.&lt;br /&gt;-Nieee. Ulica. Sobieskiego... Skręci pani w lewo, potem na rondzie w prawo i potem jeszcze raz w prawo. Potem prosto do dworca.&lt;br /&gt;Wraca do chłopaka, oglądając się co jakiś czas niepewnie w moją stronę. Pewnie myśli, że szurnięta jestem... Ruszam... Jest, rondo. Już je wcześniej widziałam, tylko od drugiej strony.&amp;nbsp;Teraz w prawo... Dalej żywego ducha. Nawet żaden samochód nie przejeżdża... W nocnej ciszy jakieś popiskiwanie. Zerkam w tę stronę i widzę na samym środku ronda leżącego, dużego psa. Przebiegam na środek. Psiak podnosi się na przednich łapach, ale tyłkiem włóczy po ziemi. Nie wiem, może jakiś samochód go potrącił? Oglądam&amp;nbsp;psa ze wszystkich stron, ale nie ma żadnych śladów po wypadku, żadnych ran ani otarć. Nie zostawię tak biedaka. Zabieram go ze sobą, tylko jak mam go przetransportować na dworzec? W dodatku nie wiem, jak to daleko, a psiak waży z półtora raza tyle, co ja, jak nie więcej. Ciągnę go na chodnik. Piszczy. Idzie nam to opornie, ale efekt jest. Siadam na chodniku, bo zmachałam się totalnie. Chyba od wysiłku zaczyna mi sączyć krew z rany po zębie. Policzek boli, jak cholera. Grzebię w torbie, gdyż lubię targać jakieś różne różności. Może znajdę tabletki? Hmm, aspiryna :/ Dupa, kwas acetylosalicylowy - nie wezmę, bo będę krwawić jeszcze bardziej... Ale, ale... Kurczę, niby psu nie należy podawać aspiryny, ale ten jest bardzo duży; może jedna tabletka mu nie zaszkodzi, a złagodzi ból? Z oporami, ale łyka... Ruszamy w stronę wskazaną przez dziewczynę. Co parę kroków przystanek, bo psiak musi przysiąść na zadku :/ Nagle słyszę jakiś warkot silnika. Samochód! Widzę światła, więc wybiegam na jezdnię i macham, jak oszalała. Uff, zatrzymał się. Proszę faceta, aby podrzucił mnie na dworzec, bo nie wiem, gdzie to jest, zgubiłam się gdzieś i nie wiem, gdzie. Mam jeszcze chorego psa. Nie jest mój, ale nie zostawię go na ulicy... Facetowi chyba nie bardzo to pasuje, ale w końcu "ugina" się:&lt;br /&gt;-Pani mi pomoże go zapakować na tylne siedzenie. Ale jak nabrudzi, zapłaci pani za pranie tapicerki :/&lt;br /&gt;Hmm... Facet jeszcze nie wie, że nie mam kasy i nie zapłacę mu nawet za podwiezienie. Robi to charytatywnie ;/ Siadam obok kierowcy, pies z tyłu. Ruszamy... Teraz dopiero zaczynam myśleć. Kurczę, za bilety na pociąg będę musiała zapłacić kartą. A jak się okaże, że nie mam środków? Ja i pies jedziemy na gapę. Najgorsze, że nie wiem, jak daleko mam do domu :/ Co to za miasto? Szczecin, Wrocław, Lublin, Łódź, Białystok... Cholera, gdzie ja jestem?!&lt;br /&gt;Z zamyślenia wyrywa mnie potężny hałas pędzącego motocykla. Jedzie tuż za nami i nagle, po wyminięciu auta, zawraca, "kładąc" się i blokując nam drogę. Mój "wybawca" za kierownicą ledwie zdążył zahamować. Siedzę, jak sparaliżowana, bo nagle... i ten Harley, i ten motocyklista... Ta ramoneska, ten kask, te spodnie, te buty... Sebastian!!! Podbiega, otwiera moje drzwi i szarpie mnie za rękę:&lt;br /&gt;-Wysiadaj! I to już!&lt;br /&gt;-Matko! Sebastian! Co tu robisz???!!! Ja chcę wracać do domu. Nie wiem, gdzie jestem. Mam chorego, obcego psa. Wyrwany ząb. Strasznie boli. Chyba nawet mam gorączkę. Proszę, pomóż mi! Ale nie wysiądę, chcę na dworzec...&lt;br /&gt;-Wysiadaj, powiedziałem! Usiądź z psem na pierwszej ławce i czekaj do rana!&lt;br /&gt;-Nie wysiądę!&lt;br /&gt;Szarpiemy się tak dłuższą chwilę. Facet obok wrzeszczy, że mu drzwi urwiemy. Pies zaczyna głośno szczekać.&lt;br /&gt;-Małgorzata, k... mać, chociaż raz mnie posłuchaj! Wysiadaj, ale już!!!&lt;br /&gt;Ups! "Małgorzata"! Skoro tak do mnie mówi, to nie przelewki, ale nie widzę w tym sensu... Nagle czuję, że z dziury po zębie zaczyna mocno sączyć. Smak krwi... &lt;br /&gt;Obudziłam się...&lt;br /&gt;Taaaa, wiem, skąd ten sen :/ We wtorek czeka na mnie miejsce na chirurgii szczękowej w szpitalu wojskowym :/ Lewa górna ósemka ;/ Boję się, jak cholera, zważywszy na to, że po przodkach odziedziczyłam korzonki w ząbkach takie, a nie inne... I wiem, dlaczego pogotowie stomatologiczne w "Victoria Center". To tam pewiem pan stomatolog, po usunięciu mi zęba, zamiast zainteresować się moim stanem, oglądał z zachwytem korzeń mojej szóstki :/ Już nigdy więcej tam nie zawitam. Amen... A tak w ogóle, we wtorek trzymajcie za mnie kciuki ;D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-iXqcjyBl-C0/Todp9_4AMnI/AAAAAAAAKAE/sETO1GOo-B8/s1600/Obraz+098.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" kca="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-iXqcjyBl-C0/Todp9_4AMnI/AAAAAAAAKAE/sETO1GOo-B8/s320/Obraz+098.jpg" width="193" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-vb5lySygLfw/TodqDKC0zsI/AAAAAAAAKAI/oc6UK0lcyxU/s1600/Obraz+102.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" kca="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-vb5lySygLfw/TodqDKC0zsI/AAAAAAAAKAI/oc6UK0lcyxU/s320/Obraz+102.jpg" width="184" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zakochana niezmiennie w kolekcjach Iana Mosh'a, tworzę kolejne chusty ;) Inspiracja na pół życia... Ta chusta (baaardzo duża) została sprzedana i pojechała do Warszawy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-5164473970954506056?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/5164473970954506056/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/zaszalaam.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5164473970954506056'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5164473970954506056'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/10/zaszalaam.html' title='Zaszalałam !'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-iXqcjyBl-C0/Todp9_4AMnI/AAAAAAAAKAE/sETO1GOo-B8/s72-c/Obraz+098.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-5034252005856190756</id><published>2011-09-29T22:27:00.000+02:00</published><updated>2011-09-29T22:27:15.311+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trochę o zwierzętach...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Biżuteria'/><title type='text'>O narodzinach, które cieszą... i rozstaniach, które bolą...</title><content type='html'>Wczoraj &lt;a href="http://henrygreywolf.blogspot.com/"&gt;Grey Wolf&lt;/a&gt; napisał na swoim blogu o odejściu Saby. Wiedziałam, że kiedyś będzie musiał to zrobić. Będzie musiał napisać coś w stylu: "już nigdy więcej nie.........." :(&amp;nbsp; Wiem, jak cierpiał i jak nadal cierpi, ponieważ poniekąd uczestniczyłam (co prawda na odległość) w ostatnich godzinach Jej życia i w pierwszych dniach po odejściu. Jego najwierniejszy Przyjaciel... I nieważne, że to... hmm... tylko pies. To AŻ Przyjaciel! Lojalny, kochający bezwarunkowo... Często zastanawiam się, jak to jest, że nikt tych naszych zwierzaków nie uczy, co to przyjaźń, miłość, a jednak nam to dają. Tak od siebie, nie żądając nic w zamian. My natomiast, wciskamy dzieciom od małego wszelkie możliwe zasady moralne, górnolotnie recytujemy: "kochaj bliźniego swego, jak siebie samego"... nie rań, nie krzywdź, wspieraj, pomagaj... A jednak w pędzącej rzeczywistości to wszystko gdzieś się rozmywa, traci na wartości. Każdy z nas wpada w mniejszą lub większą pułapkę egoizmu i kiwając głową, powtarza niczym ten osioł ze &lt;em&gt;Shreka&lt;/em&gt;: "Ja... ja... ja... ja..." Hmm... Człowiek. Niby stojący na szczycie ziemskiej inteligencji, tak wiele mógłby jeszcze nauczyć się od zwierząt. Gdyby tylko chciał...&lt;br /&gt;A Grey Wolf nie ma czasu na żałobę. Tak niedawno cieszył się z narodzin szczeniaków i teraz musi stać się dla nich całym światem - czułą matką, mądrym wychowawcą, odpowiedzialnym opiekunem... Póki co powtarza, że jest świetną nianią ;) Proszę Was, wspierajcie go duchowo, bo wychować piątkę takich małych urwisów, to praca na pełen etat. Myślę jednak, że będziemy mieli wszyscy wiele radości w przyglądaniu się, jak maluchy zdrowo rosną ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-VcfKc4sM_EM/ToTRaivPp-I/AAAAAAAAJ_8/5oCEm4DIG9g/s1600/DSC09973.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" kca="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-VcfKc4sM_EM/ToTRaivPp-I/AAAAAAAAJ_8/5oCEm4DIG9g/s320/DSC09973.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Art Quilt Necklace. Bardzo romantyczna, patchworkowa, pastelowa, duża kolia wykonana w stu procentach ręcznie. Misternie, gęsto drapowana na lnie. Wszystkie użyte tkaniny zostały wcześniej w specjalny sposób "sprane" w celu uzyskania wystrzępionej, skołtunionej faktury. Dodatkowo ozdobiona ręcznie naszytymi perełkami, paciorkami, ozdobnymi, pięknymi guzikami i atłasowymi kokardkami. Wiązanie z białej koronki z naszytą pośrodku wstążką. Od spodu podszyta ręcznie białą podszewką. Wymiary: szer. - 33 cm; wys. - 27 cm (pośrodku 16 cm)... Gratka dla koneserek odważnych, unikatowych dodatków... Efekt mrówczej pracy ;))) Pojedynczy egzemplarz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-5034252005856190756?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/5034252005856190756/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/09/o-narodzinach-ktore-ciesza-i.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5034252005856190756'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5034252005856190756'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/09/o-narodzinach-ktore-ciesza-i.html' title='O narodzinach, które cieszą... i rozstaniach, które bolą...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-VcfKc4sM_EM/ToTRaivPp-I/AAAAAAAAJ_8/5oCEm4DIG9g/s72-c/DSC09973.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-8629167087623349671</id><published>2011-09-11T12:52:00.003+02:00</published><updated>2011-09-16T22:04:47.091+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pledy Narzuty Kołdry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Wiejsko-leśnie czyli jak to na ranczu bywa ;)</title><content type='html'>Co budzi domowników w niedzielę nad ranem, na zacisznym ranczu gdzieś pod lasem??? Słucham propozycji... Ktoś powiedział: "kogut"??? Pudło!!! Pobudkę funduje jakiś wybitnie upierdliwy komar, zapewniając niezbyt miłe dla ucha atrakcje każdemu z osobna, nie oszczędzając psa i kota. Praktycznie to jedyny minus. Psikamy się wieczorem przed snem jakimś cudem w rodzaju "Off", ale albo cudo mało skuteczne, albo komarzyska odporne. Dalia w nocy poddała się i ubrała bluzę, naciągając kaptur głęboko na głowę. Robin W Kapturze :))) Na niewiele to się zdało - rano i tak obudziła się upstrzona kilkoma bąblami...&lt;br /&gt;A wracając do koguta... Dziwne, ale zawsze ranek na wsi kojarzył mi się z przeciągłym pianiem, a tu cisza. Zasada numer jeden - kiedy zamieszkasz na wsi, powinieneś przysposobić koguta :D&amp;nbsp; W sumie cisza nie jest tutaj pewnikiem. Jeśli na drodze przed domem jakimś cudem pojawi się pojazd posiadający koła ze szprychami, następuje "atak" Askana na parapet i szczekanie słyszalne prawdopodobnie w sąsiedniej wsi :/ Kochany Askuś bowiem nie toleruje takowych, obszczekując namiętnie zarówno rowery jak i wózki dziecięce. Nuka odwrotnie- od czasu, kiedy w "dzieciństwie" miała bliskie spotkanie trzeciego stopnia z rowerem, jeszcze na gnieźnieńskiej Wenecji, milcząco i ze strachem omija takie pojazdy szerokim łukiem...&lt;br /&gt;Poza tymi psimi hałasami - ogólnie cisza. Od czasu do czasu cichutko zamiauczy Bobo, ranczowy kot. Gdzieś w trawie odezwie się konik polny, jakiś ptak przeleci nad domem. Nie słychać nawet koni u najbliższego sąsiada. Spokój... Łapiemy się na tym, że czas biegnie tutaj inaczej, a my nie korzystamy z zegarka. W sumie każdy zegar w domu pokazuje inną godzinę, więc jakie to ma znaczenie? :D Tutaj życie i czas wyznacza natura. Jemy nie o jakiejś konkretnej godzinie, jak to bywa w mieście, ale wtedy, gdy głód da o sobie znać. Nawet Cyntia, główny użytkownik domowej, miejskiej lodówki, tutaj stwierdza ze zdziwieniem, że zagląda do niej bardzo rzadko :D... Jakoś łatwiej okiełznać czas, łatwiej się zorganizować. Jakby doba była o połowę dłuższa (chociaż dla mnie zawsze będzie za krótka :D). Czasami można wygospodarować czas na popołudniową drzemkę, co w mieście uważałam za jego marnowanie ;) W sumie każdy tubylec, którego przywiało tutaj z miasta twierdzi, że początkowo to miejsce działa tak sennie na wszystkich. Najpierw musisz się wyspać, by potem móc działać z nieprawdopodobną energią ;)... To tyle na dzisiaj o "odgłosach" &amp;nbsp;rancza pod lasem. Następnym razem będzie o tym, co działa tutaj na kolejny zmysł - wzrok ;)&lt;br /&gt;Z moich prac patchworkowych wrzucam dzisiaj quilt uszyty na przełomie czerwca i lipca. Mój osobisty "rekord świata" - uszyłam go w... trzy tygodnie! Pracowałam po kilkanaście godzin na dobę. Praktycznie - praca, sen i jedzenie. Bywały dni, że nie wychodziłam nawet z psem. Uszyty na zlecenie Pani Renaty - człowieka tak wspaniałego, ciepłego i wrażliwego, że mogę tylko podziękować Absolutowi za możliwość spotkania kogoś takiego na mojej drodze. &lt;br /&gt;Quilt uszyty w stu procentach ręcznie! Wszystkie naszywane aplikacje, cały quilting, haft, podszywana lamówka - wszystko ręcznie :D Wewnętrzne panele są symbolicznymi wspomnieniami&amp;nbsp;;)... Quilt kolekcjonerski, posiada wyhaftowaną ręcznie sygnaturę o treści: MADE BY SHAYNEEN&amp;nbsp;&amp;nbsp; JUN / JUL 2011 i bardzo osobistą sentencję. Pojechał do Moskwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-XbSPI-uzwCQ/TnOpLuvkluI/AAAAAAAAJ_Y/7sHPeSbLOnc/s1600/DSC00204.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" rba="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-XbSPI-uzwCQ/TnOpLuvkluI/AAAAAAAAJ_Y/7sHPeSbLOnc/s320/DSC00204.JPG" width="285" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-E3SHKY22NCg/TnOpYBzZYGI/AAAAAAAAJ_c/dqMmTLSa5pk/s1600/DSC00239.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="281" rba="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-E3SHKY22NCg/TnOpYBzZYGI/AAAAAAAAJ_c/dqMmTLSa5pk/s320/DSC00239.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-BLzMUVan5rI/TnOpnv29T0I/AAAAAAAAJ_g/n8p5WfebalE/s1600/DSC00258.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" rba="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-BLzMUVan5rI/TnOpnv29T0I/AAAAAAAAJ_g/n8p5WfebalE/s320/DSC00258.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-8629167087623349671?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/8629167087623349671/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/09/wiejsko-lesnie-czyli-jak-to-na-ranczu.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8629167087623349671'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8629167087623349671'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/09/wiejsko-lesnie-czyli-jak-to-na-ranczu.html' title='Wiejsko-leśnie czyli jak to na ranczu bywa ;)'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-XbSPI-uzwCQ/TnOpLuvkluI/AAAAAAAAJ_Y/7sHPeSbLOnc/s72-c/DSC00204.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-1769953203588698590</id><published>2011-08-07T19:04:00.000+02:00</published><updated>2011-08-07T19:04:51.358+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pledy Narzuty Kołdry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Prawo a rzeczywistość...</title><content type='html'>Od dobrych kilku dni grzęznę w polskich przepisach adopcyjnych. Im bardziej  grzęznę, dociekam, szukam, grzebię, tym bardziej mnie to frustruje, dziwi i  zwyczajnie wkurza. Osoba samotna w obliczu adopcji... O ile przepisy prawa  polskiego mówią o tym, że osoba samotna ma takie same prawa do adoptowania  dziecka, jak małżeństwa, o tyle w rzeczywistości okazuje się to drogą przez  mękę. W momencie rozpoczęcia całej procedury adopcyjnej singiel, owszem,  traktowany jest jak 1+1, czyli szkolenia, wywiady środowiskowe, zaświadczenia,  rozmowy, badania itd. Ba, może się już nawet czuć potencjalnym rodzicem. Kiedy  jednak na horyzoncie pojawi się małżeństwo, szanse singla na adopcję spadają do  zera. I nie pomogą lepsze warunki, ani też lepiej "zaliczone" testy - 1+1  wygrywa... Ponoć dziecko lepiej rozwija się w "pełnej" rodzinie. Rozumiem takie  tłumaczenie, ponieważ każde dziecko powinno mieć przy sobie mamę i tatę.  Wiadomo, wzorce... Nikt jednak w momencie adopcji nie da dziecku gwarancji, że  małżeństwo adopcyjne kiedyś się nie rozpadnie. Mamy też masę przykładów  wspaniałych ludzi, którzy wyszli spod skrzydeł samotnego rodzica... i taką samą  masę przykładów na to, że tzw. pełna rodzina niekoniecznie ma pozytywny wpływ na  wychowanie dziecka. Patologie i te sprawy... Prawo swoje, rzeczywistość swoje...  Singlowi w obliczu problemów związanych z adopcją pozostaje cierpliwość,  samozaparcie i... wiara. Ale czy w sprawiedliwość i dobro dziecka???&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ca2T9iGJutY/Tj7FQw4iq-I/AAAAAAAAJ_E/1rnWyLe_OIQ/s1600/DSC09457.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="263" src="http://1.bp.blogspot.com/-ca2T9iGJutY/Tj7FQw4iq-I/AAAAAAAAJ_E/1rnWyLe_OIQ/s320/DSC09457.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-JtLvo-sXDBY/Tj7FX7Q64VI/AAAAAAAAJ_I/QHkdekYnE2s/s1600/DSC09458.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-JtLvo-sXDBY/Tj7FX7Q64VI/AAAAAAAAJ_I/QHkdekYnE2s/s320/DSC09458.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Porządkując fotki moich prac, natknęłam się dzisiaj na pledzik, który uszyłam  dla Pani Eweliny z Kobyłki. Aplikacja maszynowa, quilting ręczny. Quilt posiada  wyhaftowaną sygnaturę o treści: MADE BY SHAYNEEN&amp;nbsp; MAR/APR 2011.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-1769953203588698590?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/1769953203588698590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/08/prawo-rzeczywistosc.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/1769953203588698590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/1769953203588698590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/08/prawo-rzeczywistosc.html' title='Prawo a rzeczywistość...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ca2T9iGJutY/Tj7FQw4iq-I/AAAAAAAAJ_E/1rnWyLe_OIQ/s72-c/DSC09457.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-9132217300421109555</id><published>2011-07-17T21:21:00.001+02:00</published><updated>2011-07-17T21:59:00.110+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Biżuteria'/><title type='text'>... Bez tytułu...</title><content type='html'>Ania R. w komentarzu pod poprzednim wpisem życzyła mi, bym mogła ciągle pisać o samych radosnych rzeczach. Mam nadzieję, że to szybko nastąpi. Póki co wokół mnie same przykre wydarzenia. Jeszcze tak do końca nie udało mi się uwierzyć i "ogarnąć" tragedii mojej koleżanki, a tu następnego dnia kolejny cios. Zły los zabrał z (prawie) najbliższej rodziny kolejne młode życie. Trudno mi to wszystko objąć jakimś logicznym rozumowaniem, gdyż takie rzeczy wymykają się wszelkiej logice. Wykraczając poza granice wiary czy niewiary, czasami myślę sobie, że "absolut", który ma władzę nad wszystkim, codziennie rozgląda się i wskazując palcem, mówi: "Dzisiaj ty..." I nie ma tutaj reguły - młody czy stary, biedny czy bogaty, dobry czy zły, zdrowy czy chory, zasłużył czy nie zasłużył. Ślepy traf...&lt;br /&gt;Potrzebowałam chwili samotności, dlatego korzystając z okazji, że musiałam wieczorem podrzucić prace do klientek w okolice Starego Rynku, nogi poniosły mnie na moją "magiczną" ławeczkę przy klasztorze Franciszkanów. Nie wiem, co jest w tym miejscu, ale dosłownie czułam, jak emocje związane ze wszystkimi wydarzeniami, jakie miały miejsce ostatnio w moim życiu, najpierw buchają ze zdwojoną siłą po to, by za chwilę ujść gdzieś "w eter". Wystarczyło zaledwie kilka minut. Mówią, że na Wawelu znajduje się słynny czakram. Ja bym się zastanowiła, czy aby w Poznaniu, pod "moją" ławeczką takowy także się nie zmaterializował ;)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-2NgdDXNgzPE/TiM9k-kM7BI/AAAAAAAAJ94/zw2ZNkEK5tk/s1600/DSC00625.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-2NgdDXNgzPE/TiM9k-kM7BI/AAAAAAAAJ94/zw2ZNkEK5tk/s320/DSC00625.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt;Dzisiaj praca zupełnie inna w formie, aczkolwiek w temacie marynistycznym... Art Quilt.&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 14px;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 14px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt;Patchworkowa, duża kolia wykonana techniką quiltingu maszynowego na lnie. Wszystkie tkaniny użyte do quiltingu zostały wcześniej w specjalny sposób "sprane" w celu uzyskania wystrzępionej, skołtunionej faktury. Na wierzchu wquiltingowane kawałki autentycznej (!), niebieskiej sieci rybackiej (tej samej, co w makacie z kutrem). Dodatkowo ozdobiona ręcznie naszytymi białymi i niebieskimi perełkami, muszlami i kawałkami prawdziwego bursztynu. Wiązanie z granatowej, atłasowej wstążki. Od spodu podszyta ręcznie białą podszewką. Wymiary: szer. - 33 cm; wys. - 28 cm (pośrodku 16 cm)... Sprzedana (Warszawa)&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;ul class="list-item-details" style="border-bottom-color: transparent; border-bottom-style: solid; border-bottom-width: 0px; border-left-color: transparent; border-left-style: solid; border-left-width: 0px; border-right-color: transparent; border-right-style: solid; border-right-width: 0px; border-top-color: transparent; border-top-style: solid; border-top-width: 0px; font-family: arial, helvetica, sans-serif; font-size: 11px; line-height: 14px; list-style-type: none; margin-bottom: 11px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; outline-color: initial; outline-style: initial; outline-width: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px;"&gt;&lt;/ul&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-9132217300421109555?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/9132217300421109555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/07/bez-tytuu.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/9132217300421109555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/9132217300421109555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/07/bez-tytuu.html' title='... Bez tytułu...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-2NgdDXNgzPE/TiM9k-kM7BI/AAAAAAAAJ94/zw2ZNkEK5tk/s72-c/DSC00625.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-7701328092978342134</id><published>2011-07-14T23:11:00.000+02:00</published><updated>2011-07-14T23:11:40.601+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pledy Narzuty Kołdry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Jestem bólem...</title><content type='html'>Od wczoraj jestem bólem fizycznym i psychicznym... Moi Przyjaciele stracili synka. Maluszek żył 85 minut. Ogrom cierpienia po stracie dziecka jest niewyobrażalny. A co czują rodzice, którzy w ciągu pięciu lat tracą trzecie dziecko? Nie potrafię zrozumieć, nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić... Każdy z nas, przyjaciół i znajomych, próbuje to "ogarnąć" na własny sposób. Ja uciekłam w pracę i milczenie... Ania kupiła 20 kilo ogórków i zaprawia samotnie w kuchni... Krzysiek zabrał wędki, wziął urlop i na trzy dni pojechał na ryby. Samotnie... Firefox wsiadł z plecakiem na swojego choppera i gna przez Dakotę gdzieś w góry, żeby pobyć sam ze sobą... Wszyscy milczący, w samotności. Z bólem Rodziców i swoim własnym...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="quoteContent" style="color: #222222; font-family: Georgia, 'Times New Roman', Times, serif; font-size: 13px; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;"W języku angielskim istnieje słowo orphan, które oznacza sierotę. Jest słowo widow, czyli wdowa. Brak w nim jednak określenia rodzica, który stracił dziecko.”&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="spacer3T small" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', Times, serif; font-size: 12px; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 3px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px;"&gt;&lt;i&gt;(Jodi Picould - "Bez mojej zgody")&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="spacer3T small" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', Times, serif; font-size: 12px; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 3px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="spacer3T small" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', Times, serif; font-size: 12px; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 3px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px;"&gt;&lt;i&gt;------------------------------------------------------------------------------&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="spacer3T small" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', Times, serif; font-size: 12px; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 3px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ReV38KmSq2s/Th9a7GmMQCI/AAAAAAAAJ9g/vYtQAo6ncAI/s1600/DSC09356.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-ReV38KmSq2s/Th9a7GmMQCI/AAAAAAAAJ9g/vYtQAo6ncAI/s320/DSC09356.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="spacer3T small" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', Times, serif; font-size: 12px; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 3px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px;"&gt;Jakiś czas temu, Pani Joasia z Warszawy zamówiła dla swojego synka Jasia pled patchworkowy i trzy poduszki do kompletu. Wspaniała klientka, wspaniały kontakt... Mam nadzieję, że pledzik świetnie sprawdza się w pokoiku Jasia.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-7701328092978342134?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/7701328092978342134/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/07/jestem-bolem.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/7701328092978342134'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/7701328092978342134'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/07/jestem-bolem.html' title='Jestem bólem...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-ReV38KmSq2s/Th9a7GmMQCI/AAAAAAAAJ9g/vYtQAo6ncAI/s72-c/DSC09356.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-3080416113381796765</id><published>2011-06-23T20:29:00.000+02:00</published><updated>2011-06-23T20:29:51.875+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Makaty Makatki'/><title type='text'>Powrót z połowu...</title><content type='html'>Od jakiegoś czasu wielu znajomych pyta mnie, dlaczego kuter jeszcze nie wisi na blogu :))) No, jakżeż to tak - w Pakamerze wisi, na Facebooku wisi, na Digarcie wisi, a na blogu jeszcze nie??? Przeto biję się w piersi i nadrabiam czym prędzej... Przy okazji niektóre osoby, szczególnie te, które robiły wieeeelkie oczy w czasie warsztatów w Starym Browarze, kiedy rozmawiałyśmy z Elą Cios o sieciach i moim zachwycie nad faktem, że je dostanę... i które pytały: "A&amp;nbsp;co z tego zrobisz?"...rozwieją wątpliwości :))) To właściwie pierwsza z cyklu marynistycznych prac (będą następne)...&lt;br /&gt;Art Quilt. Makata (wall hanging) z quiltingiem maszynowym. Haft ręczny + aplikacja. Wszystkie elementy przestrzenne - sieci, liny przy sieci, muszle, kawałki bursztynu, wyprofilowane przez morze kawałki drewna są oryginalne i zostały sprowadzone znad Bałtyku!!! :D Wymiary quiltu: szer. - 98 cm; wys. - 67 cm (od góry do końca zwisającej liny - 133 cm). Lamówka podszywana ręcznie. Sygnatura haftowana ręcznie... Praktycznie na sprzedaż :)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-oAd-9Ir0PEs/TgOFZ6FmKrI/AAAAAAAAJ8I/bJ1fyZ7-4mU/s1600/DSC00319.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-oAd-9Ir0PEs/TgOFZ6FmKrI/AAAAAAAAJ8I/bJ1fyZ7-4mU/s320/DSC00319.JPG" width="319" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ooLjHDftQyw/TgOFqCWwLRI/AAAAAAAAJ8M/F5O8fFW5lbU/s1600/DSC00254.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-ooLjHDftQyw/TgOFqCWwLRI/AAAAAAAAJ8M/F5O8fFW5lbU/s320/DSC00254.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-QKGgFOppuH4/TgOFyqbiUHI/AAAAAAAAJ8Q/HcEP4H1YYVM/s1600/DSC00252.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-QKGgFOppuH4/TgOFyqbiUHI/AAAAAAAAJ8Q/HcEP4H1YYVM/s320/DSC00252.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hjC7Ow29emc/TgOF6YLoLFI/AAAAAAAAJ8U/Q-w4kGfh3M4/s1600/DSC00196.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" i$="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-hjC7Ow29emc/TgOF6YLoLFI/AAAAAAAAJ8U/Q-w4kGfh3M4/s320/DSC00196.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-3080416113381796765?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/3080416113381796765/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/06/powrot-z-poowu.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3080416113381796765'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3080416113381796765'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/06/powrot-z-poowu.html' title='Powrót z połowu...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-oAd-9Ir0PEs/TgOFZ6FmKrI/AAAAAAAAJ8I/bJ1fyZ7-4mU/s72-c/DSC00319.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-3926171317188277858</id><published>2011-06-13T23:07:00.000+02:00</published><updated>2011-06-13T23:07:45.317+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bieżniki Obrusy Serwety Serwetki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Coś do kuchni :)'/><title type='text'>Ups! Ależ poślizg! ;/</title><content type='html'>Ponad miesiąc tego poślizgu. Jakoś po tych wszystkich niezbyt miłych wydarzeniach w moim życiu trudno mi się pozbierać. Wszystko przecieka mi przez palce: czas, praca, wszelkie wydarzenia mniej lub bardziej globalne... Nawet relaks, na który też nie znajduję czasu. Powoli mobilizuję się do jako takiej normalności, ale cóś opornie mi to idzie ;) O, nawet na komentarze pod wpisami nie poodpowiadałam. Zaniedbałam blogi, od których podczytywania zwykle zaczynałam dzień. Czas dać sobie kopa - "Alleluja i do przodu", jak zwykł mawiać nasz Premier ;)))&lt;br /&gt;A zawodowo??? Nagminnie szyję torebki, mniej lub bardziej patchworkowe, duże i małe... Na drugim miejscu plasują się chusty, potem poduszki i ocieplacze na imbryki, a ranking prac na zamówienie zamykają pledy i różne dziecięce pierdółki. W chwilach "na oddech" rozwijam się twórczo w art quiltach... W końcu też&amp;nbsp;postanowiłam porobić archiwum fotek moich prac, gdyż dotychczas trzymałam je tylko na dysku w laptopie, co jest mało rozsądne. Odpukać, ale gdyby nagle lapciu zaniemógł, pewnie strzeliłabym sobie w łeb. Przy okazji odkryłam na nowo wiele prac, o których zapomniałam, że je w ogóle kiedyś zrobiłam :))) Tak na marginesie, stwierdziłam, że kiedyś bardziej mi się chciało wyjść "w plener", żeby uwieczniać moją dłubaninę. Dzisiaj galerie narzucają bezduszne "białe tło", co odbiera urok i klimat wielu pracom :( Cóż, i tu wkrada się komercja :/ Grzebiąc tak w tych "plenerowych" fotach, znalazłam dzisiaj coś soczyście zielono-koniczynowego: zestaw piknikowy (choć nie tylko), składający się z bieżnika i podkładek z aplikacją jabłka. Ascetycznie skromny. Obecnie "mieszka" u Pani Ani W. w Słupsku ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-kCQG9Y7BtEc/TfZ7kDewigI/AAAAAAAAJ7c/auomWYlN37U/s1600/DSC01908.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-kCQG9Y7BtEc/TfZ7kDewigI/AAAAAAAAJ7c/auomWYlN37U/s320/DSC01908.JPG" t8="true" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-3926171317188277858?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/3926171317188277858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/06/ups-alez-poslizg.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3926171317188277858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3926171317188277858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/06/ups-alez-poslizg.html' title='Ups! Ależ poślizg! ;/'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-kCQG9Y7BtEc/TfZ7kDewigI/AAAAAAAAJ7c/auomWYlN37U/s72-c/DSC01908.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6601342459056578562</id><published>2011-05-02T21:36:00.000+02:00</published><updated>2011-05-02T21:36:22.977+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Odzież i dodatki'/><title type='text'>Wracam...</title><content type='html'>Wracam po długiej przerwie ;)&lt;br /&gt;Jest tyle rzeczy, o których chciałam napisać. Tyle spraw, które chciałam poruszyć i z którymi chciałam się podzielić. Jednakże teraz, kiedy usiadłam przed klawiaturą - pustka. Najwyraźniej z moją kondycją do pisania jeszcze coś nie halo ;))) W każdym razie serdecznie dziękuję Wszystkim za słowa otuchy i wsparcia, jakie otrzymałam od Was w tych trudnych dla mnie chwilach, zarówno w komentarzach pod wpisem, jak również w mailach, SMS-ach i na GG. To dla mnie bardzo ważne... Dziękuję...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z wiadomych powodów nie mogłam zbyt dużo czasu poświęcić na pracę, jednakże kilka prac powstało :) Na początek może trykotowe (dzianinowe) chusty, które zrodziły się, jak ja to określam, "z miłości do Mosh'a" :) Kiedyś, kiedy już dojdę do formy, napiszę Wam, w jakich okolicznościach i w związku z jakimi zbiegami tychże, zakochałam się w kolekcji ciuchów sygnowanych metką "Ian Mosh". Nie lubię z reguły "metkowych" łaszków, ale tym razem wpadłam po uszy i szybko mi nie przejdzie :)... A chusty??? Chusty zrobiły całkiem niezłą, może nie od razu furorę, ale furorkę na pewno... Opanowały przede wszystkim Warszawę i Kościerzynę, aczkolwiek po ulicach innych miast też "chodzą" ;) Każda w pojedynczym egzemplarzu... Wszystko wskazuje na to, że będą następne ;P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-8B0YORSyMMc/Tb8FutBKnOI/AAAAAAAAJ2Y/fayXqj_NKJg/s1600/DSC09283.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" j8="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-8B0YORSyMMc/Tb8FutBKnOI/AAAAAAAAJ2Y/fayXqj_NKJg/s320/DSC09283.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-pQnjt8BQcCA/Tb8GDbE2TpI/AAAAAAAAJ2c/1dRhrmziUL4/s1600/DSC09293.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" j8="true" src="http://3.bp.blogspot.com/-pQnjt8BQcCA/Tb8GDbE2TpI/AAAAAAAAJ2c/1dRhrmziUL4/s320/DSC09293.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-iOU6u56HYko/Tb8GXOnRlJI/AAAAAAAAJ2g/qUilJx8pwr4/s1600/DSC09310.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" j8="true" src="http://4.bp.blogspot.com/-iOU6u56HYko/Tb8GXOnRlJI/AAAAAAAAJ2g/qUilJx8pwr4/s320/DSC09310.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-579m1DeY1vo/Tb8GoCtnJpI/AAAAAAAAJ2k/20Nxb_cMACk/s1600/DSC09262.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" j8="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-579m1DeY1vo/Tb8GoCtnJpI/AAAAAAAAJ2k/20Nxb_cMACk/s320/DSC09262.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ZEQz0RUBNPw/Tb8G75WJXtI/AAAAAAAAJ2o/iFEI90pKdyM/s1600/DSC09275.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" j8="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-ZEQz0RUBNPw/Tb8G75WJXtI/AAAAAAAAJ2o/iFEI90pKdyM/s320/DSC09275.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6601342459056578562?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6601342459056578562/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/05/wracam.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6601342459056578562'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6601342459056578562'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/05/wracam.html' title='Wracam...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-8B0YORSyMMc/Tb8FutBKnOI/AAAAAAAAJ2Y/fayXqj_NKJg/s72-c/DSC09283.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-680888027221203334</id><published>2011-04-11T18:30:00.000+02:00</published><updated>2011-04-11T18:30:21.933+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>...</title><content type='html'>*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;﻿"Indianie wierzą, że po śmierci dusza człowieka jest gdzieś na ziemi &lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;lub w niebie. Nie wiemy dokładnie gdzie, ale jesteśmy pewni, &lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;że jego dusza wciąż żyje - a więc jest razem z Wakan Tanka. &lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Wierzymy, że on jest wszędzie - jest dla nas tym, czym dusze naszych bliskich, których głosów już nie słyszymy."&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Chased by Bears ( Santee-Yanktonai Sioux )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj, po godzinie 20-tej, umarł Mój Tato... Odszedł w ogromnym bólu i cierpieniu, ale wśród własnych czterech ścian i w otoczeniu osób najbliższych... Odszedł w spokoju i po cichutku...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-680888027221203334?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/680888027221203334/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/04/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/680888027221203334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/680888027221203334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/04/blog-post.html' title='...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-5875390203236592428</id><published>2011-03-19T15:16:00.001+01:00</published><updated>2011-03-19T15:49:26.484+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Odzież i dodatki'/><title type='text'>Świętujecie??? ;P</title><content type='html'>Dzisiaj 19-ty i trzecia sobota marca... W Stanach quilterzy, quiltmakerzy, tudzież "zwykli" patchworkowcy obchodzą swój Narodowy Dzień Pikowania. Już któryś rok z kolei solidaryzuję się z nimi, bo u nas, niestety, jeszcze nie mamy takiego święta ;) Może kiedyś się skrzykniemy i coś takiego zapoczątkujemy? ;) W każdym razie mam zamiar dzisiejsze popołudnie -jak na quiltmakera z krwi i kości przystało- spędzić przy pikowaniu pledu. Będzie z kawką i szarlotką własnego wypieku (z kuchni dopada mnie zapach cynamonu ;P). Bezalkoholowo, bowiem czuwanie i opieka nad leżącym tatą zobowiązują mnie do wytrwania w trzeźwości.&lt;br /&gt;Pikowanie nawet dobrze mi zrobi, gdyż większość ostatnio powstałych moich prac tego pikowania nie wymagała. Jeśli już, to w znikomej ilości... Zaczęło się od patchworkowych chust, właściwie dzięki Pani Judycie ;) A "chuściany" nurt okazał się strzałem w dziesiątkę i "dziergam" teraz chustę za chustą :))) Oczywiście, między chustami powstają prace bardziej ambitne rozmiarowo, czyli duże, patchworkowe pledy, zarówno w patchworku klasycznym, jak i w aplikacji... Taka twórcza przeplatanka :)))&lt;br /&gt;A oto dwie wspomniane chusty - pierwsza (większa) pojechała do Pani Judyty do Starachowic, a druga (mniejsza) - do Pani Doroty, do Kościerzyny.&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-C0JwXpbM64g/TYS_y3qxEvI/AAAAAAAAJzc/rcgFXK2kKag/s1600/DSC09232.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" r6="true" src="https://lh5.googleusercontent.com/-C0JwXpbM64g/TYS_y3qxEvI/AAAAAAAAJzc/rcgFXK2kKag/s320/DSC09232.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-06zet7FOxKw/TYS_rVFkoNI/AAAAAAAAJzY/Q4fbDBMjfZY/s1600/DSC09248.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" r6="true" src="https://lh6.googleusercontent.com/-06zet7FOxKw/TYS_rVFkoNI/AAAAAAAAJzY/Q4fbDBMjfZY/s320/DSC09248.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;A wszystkim, którzy zechcą razem ze mną świętować, solidaryzując się jednocześnie z amerykańskimi kolegami "po fachu", życzę w dniu dzisiejszym (i nie tylko) MIŁEGO PIKOWANIA :))) &lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;(a kto może, niech wypije za moje zdrowie ;P ;P ;P)...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-5875390203236592428?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/5875390203236592428/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/03/swietujecie-p.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5875390203236592428'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5875390203236592428'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/03/swietujecie-p.html' title='Świętujecie??? ;P'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh5.googleusercontent.com/-C0JwXpbM64g/TYS_y3qxEvI/AAAAAAAAJzc/rcgFXK2kKag/s72-c/DSC09232.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-2329847221304812115</id><published>2011-02-21T21:19:00.000+01:00</published><updated>2011-02-21T21:19:02.914+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Walczymy...</title><content type='html'>Wszyscy z czymś walczymy. Gdziekolwiek zerknę na znajomych - wszędzie walka. Dla jednych wiążąca się z przyjemnościami, z podążaniem do przodu, dla drugich - z brnięciem pod górkę... Wczoraj przeniesiono mojego tatę z sali intensywnej opieki na tzw. salę boczną. Nie ma z nim kontaktu. Nie wiem, czy nas rozpoznaje, czy słyszy, czy widzi, czy cokolwiek kuma... Już dawno nie rozmawiało mi się tak źle z lekarzami, jak teraz, na tym oddziale. Rozumiem, że stan zdrowia mojego taty jest tak chwiejny, tak dla nich samych nieodgadniony, że się w tym gubią. Jednakże sposób, w jaki rozmawiają z nami, powala mnie na kolana :/ Po przewiezieniu taty do szpitala, określono stan jako krytyczny. Za dwa dni pani doktor prowadząca, ku zdziwieniu nas wszystkich, stwierdziła,&amp;nbsp;iż poprawa nastąpiła tak szybko, że za... kilka dni pacjent wróci do domu!!! Co prawda w stanie takim, jaki widzimy, czyli "roślinka". Pomyślałam, że wykorzystam tych kilka dni i wyskoczę do Ustki "służbowo", a tu dupa - następnego dnia rano: "stan bardzo ciężki". Zostałam... Kolejne dni... Stan bardzo ciężki, balansujący... Lekka poprawa... Stan krytyczny... Stan bardzo ciężki... Lekka poprawa... Stan bardzo ciężki... Któregoś dnia rozmawiam z panią doktor, pytam o tatę i słyszę:&lt;br /&gt;- Przecież wczoraj już ktoś z rodziny pytał.&lt;br /&gt;Odpowiadam, że wiem, ale minęła kolejna noc i część&amp;nbsp;następnego dnia, więc chyba logicznym jest, że przy takim skaczącym samopoczuciu chcę wiedzieć, jaki jest obecny stan zdrowia taty. Na to pani doktor:&lt;br /&gt;- Proszę pani, pacjent jest umierający od kilku miesięcy. Drugi tydzień umiera. Co ja mogę pani jeszcze powiedzieć? Proszę nie pytać częściej, niż co kilka dni.&lt;br /&gt;Rozumiecie to??? Co kilka dni!!! Mój ojciec w stanie krytycznym, balansuje na granicy życia i śmierci, a ja mam pytać o jego zdrowie... co kilka dni!!! &lt;br /&gt;Od soboty jego stan lekko się poprawił... Wojownik ;) Nie poddaje się ;)...&amp;nbsp;Dzisiaj próbowałam go nakarmić (wyręczając zapracowaną pielęgniarkę). Jakaś płynna odżywka, ponieważ ma problemy z przełykaniem, krztusi się. Nie ma mowy o pokarmach stałych. Połowa posiłku podawana "na śpiąco" - nawet na moment nie otwiera oczu... Póki co, daję radę. W końcu za mną wolontariat z niepełnosprawnymi - dogoterapia, hospicjum, Monar. Trochę dawno to było, ale "oswojenie" tego pozostaje. Chociaż prawdą jest, że jeśli to dotyka naszych najbliższych, jest "inne"... Najbardziej pomaga mi jednak świadomość, że są ze mną przyjaciele i znajomi. W większości "na odległość", ale jednak tak blisko. Codziennie otwieram po kilka razy kompa i wszędzie -w mailach, na czacie, na GG- pytania: "Jak tato? Jak sobie radzisz? Pomóc? A może chcesz pogadać? A może chcesz wyskoczyć chociaż na godzinkę na kawę - oderwiesz się? A może przyjechać i ci w czymś pomóc?"... Kochani! Co ja bym bez Was zrobiła? Dla mnie to takie ważne, że o mnie pamiętacie... Ola, Sławek, Wielki Pies, Marysia, Darek, Bartek, Firefox, Adam, Aneta, Kris......&lt;br /&gt;Tak, ale to moja walka, a walczą wszyscy... Adam, kolega wyciągnięty z psychicznego dołka, kilka dni temu wyprowadził się z domu. Domu - koszmaru... Cieszymy się razem z nim, chociaż nie tak miała wyglądać jeszcze cztery miesiące temu ta współodczuwana radość :(&amp;nbsp; Tak już w życiu jest - zawodzą kobiety, zawodzą faceci. Zawodzą ludzie... Z takich zawodów rodzi się samotność, strach przed "następnym razem"...&lt;br /&gt;Firefox "walczy" szczęśliwie, realizując marzenie swojego życia... Pine Ridge... Walczy z mrozem, ze śniegiem, z kiepskim dostępem do internetu... Ze zrozumieniem tego, co wydawało mu się, że rozumie, a co w realiach okazało się mieć inny wymiar, mówić "innym głosem"... Chyba na NK napisał mi coś w stylu: "Dopiero teraz zaczynam cię rozumieć". Chyba jednak do końca nigdy mnie nie zrozumie :/&lt;br /&gt;Kto jeszcze walczy szczęśliwie? ;)... Szczęśliwie walczą Nasze ukochane warsztatowiczki ze Starego Browaru ;) Walczą z nowymi maszynami, z nowopowstałymi blogami, z pomysłami piętrzącymi się w głowach, z nowymi patchworkowymi technikami i... z tęsknotą za wspólnymi pogaduchami, za "śmichami-chichami" w "Pracowni" na Woźnej u Pani Ani P... Za lumpeksem przy Rynku Łazarskim pewnie też ;P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj poducha w technice &lt;em&gt;chenille&lt;/em&gt; - tej, która zrobiła taką furorę na warsztatch, szczególnie w pierwszej grupie. Quilting maszynowy, ukrywa w sobie kilka serduszek i napisik: "love". To taka poducha "od serducha" ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-PVQStOs9sfQ/TWLIltOZ99I/AAAAAAAAJy0/KSahAnMj728/s1600/DSC08639.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="279" j6="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-PVQStOs9sfQ/TWLIltOZ99I/AAAAAAAAJy0/KSahAnMj728/s320/DSC08639.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-2329847221304812115?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/2329847221304812115/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/02/walczymy.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/2329847221304812115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/2329847221304812115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/02/walczymy.html' title='Walczymy...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-PVQStOs9sfQ/TWLIltOZ99I/AAAAAAAAJy0/KSahAnMj728/s72-c/DSC08639.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-949979985346908505</id><published>2011-02-15T18:42:00.000+01:00</published><updated>2011-02-15T18:42:50.605+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Makaty Makatki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Powarsztatowo... Powalentynkowo...</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Najwyższy czas podsumować warsztaty ;) Jak wypadły??? Świetnie!!! Myślę, że do takich wniosków doszłam nie tylko ja, czyli prowadząca ( czytaj: belfer :D ), ale też uczestnicy ( ;P) i organizatorzy ( Strima i Stary Browar )... Bardzo fajnie prowadziło mi się te warsztaty, i to zarówno z grupą dziewczyn "raczkujących" w patchworku, które przyjechały kompletnie "zielone" i w ciągu 5-ciu dni musiały posiąść wiedzę ooooogromną ( tak, tak... nie oszczędzałam ich ;P ), jak i z grupą dziewczyn patchworkujących. Ile z tego wyniosły? Jak się sprawdziłam? Nie mi oceniać ;) Trudno w ciągu 5-ciu dni ( a właściwie dwóch, gdyż trzy dni były przeznaczone na uszycie pracy wspólnej ) przekazać skomasowaną wiedzę na temat historii patchworku, form użytkowych, technik wykonania, pracy z tkaniną... pokazać "sztuczki" ułatwiające pracę... pomóc przy projektowaniu i wykonaniu... odpowiadać na pytania ( w tym także mediów ;P )... a czasami samej usiąść do maszyny i szyć ;)... No, ale najważniejsze, że uczestniczki świetnie się bawiły, nawiązały ze sobą fantastyczny kontakt, który zaowocuje z pewnością nowymi, "patchworkowymi" przyjaźniami, co należy rozumieć w sensie dosłownym, gdyż stanowiłyśmy prawdziwy "patchwork" wieku, charakterów, temperamentów, miejsc pochodzenia, zawodów, zainteresowań, urody ;))) Ale chyba właśnie to pozwoliło nam spojrzeć na siebie z sympatią i zainteresowaniem... i spowodować, że już za sobą tęsknimy :(&amp;nbsp; Chociaż... Nie wiem, czy akurat za mną tęsknią, bo w pierwszej grupie musiałam raz krzyknąć i tupnąć nogą, a w drugiej grupie - dwa razy ;P ;P ;P &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tak... Wracam przeto powoli do rzeczywistości, do dnia codziennego, chociaż trudno mi i smutno... Zaległości w papierach, prace poodkładane przed warsztatami, które należy skończyć... Mój tato nadal w szpitalu po rozległym udarze ( dzisiaj lekarze określili stan jako "bardzo ciężki, balansujący" ) - praktycznie kontakt z nim zerowy; nawet nie wiem, czy cokolwiek słyszy )... Nastąpił wysyp zamówień i zapytań, co akurat ogromnie mnie cieszy, bo kocham swoją pracę. W ogóle - po tych warsztatach jakoś tak wzrosło znacząco zainteresowanie moimi pracami, tudzież możliwością prowadzenia przeze mnie kursów i warsztatów ;P Czyżbym dobrze tłumaczyła ;P... Aaaa, no i kolejny raz musiałam odłożyć na później mój wyjazd do Ustki po "wyrzutki". Pewnie pojadę, jak się ociepli. Byle szybko, bo projekty czekają na realizację, a ja nie mam materiałów :/&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jako, że wczoraj były Walentynki, wrzucę jeszcze dwie art-quilt'owe makateczki. Takie "bliźniaczki" tych poprzednich ;)... U mnie w tym roku Walentynek &lt;em&gt;niet&lt;/em&gt; - single tak mają... ale wyrazy sympatii płci obojga były, czyli wszystko w normie ;)&amp;nbsp; W końcu "sama" nie oznacza "samotna"... czy też "samotna" nie oznacza "sama". Jakoś tak się mawia ;P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-QKGP6GJx-zg/TVq1lb7vYLI/AAAAAAAAJyg/2nQ5GqUX_tw/s1600/DSC08618.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" h5="true" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-QKGP6GJx-zg/TVq1lb7vYLI/AAAAAAAAJyg/2nQ5GqUX_tw/s320/DSC08618.JPG" width="292" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-fhaakxUzics/TVq1rLHa-1I/AAAAAAAAJyk/9Ii0MMy-AD8/s1600/DSC08624.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" h5="true" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-fhaakxUzics/TVq1rLHa-1I/AAAAAAAAJyk/9Ii0MMy-AD8/s320/DSC08624.JPG" width="214" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ach! Zapomniałam jeszcze dodać, że fajne fotki porobił nam Karol L.Wysmyk i można kilka zobaczyć na Jego blogu:&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;a href="http://wysmyk.blog.pl/archiwum/?rok=2011&amp;amp;miesiac=2"&gt;http://wysmyk.blog.pl/archiwum/?rok=2011&amp;amp;miesiac=2&lt;/a&gt;&amp;nbsp; ...W ogóle - niezwykle sympatyczny chłopak i utalentowany fotograf. Polecam, gdyby ktoś miał jakieś "fotograficzne" zlecenie. Pracuje tak dyskretnie, że wcale nie zauważa się jego obecności, co nie krępuje osób fotografowanych ( wiem, co mówię, ponieważ sama panicznie boję się obiektywu ;P ).&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; No, to może jeszcze dwa linki do filmików, na których Shayneen, ją-ją-jąkając się i zasuwając, jak katarynka, powiedziała kilka zdań "do kamery", udowadniając tym samym, że jest osobą kompletnie niemedialną :)))))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://glos.tv/?p=5494"&gt;http://glos.tv/?p=5494&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.facebook.com/video/video.php?v=163763820340847&amp;amp;oid=218303025570&amp;amp;comments&amp;amp;ref=mf"&gt;http://www.facebook.com/video/video.php?v=163763820340847&amp;amp;oid=218303025570&amp;amp;comments&amp;amp;ref=mf&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-949979985346908505?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/949979985346908505/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/02/powarsztatowo-powalentynkowo.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/949979985346908505'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/949979985346908505'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/02/powarsztatowo-powalentynkowo.html' title='Powarsztatowo... Powalentynkowo...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-QKGP6GJx-zg/TVq1lb7vYLI/AAAAAAAAJyg/2nQ5GqUX_tw/s72-c/DSC08618.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-7264273980851981058</id><published>2011-01-28T18:51:00.010+01:00</published><updated>2011-01-28T18:56:28.960+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Makaty Makatki'/><title type='text'>Liczę dni do warsztatów...</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Za cztery dni warsztaty w Starym Browarze ;)... Przygotowania praktycznie zakończone. Plan zajęć rozpisałam... Wszyscy czekamy z niecierpliwością... Uczestnicy chyba zresztą też, gdyż dzisiaj znalazłam w mojej skrzynce mailowej wiadomość od jednej z uczestniczek, że żyje tymi warsztatami, nie może sobie znaleźć miejsca w domu, a podekscytowanie sięga zenitu :))) Ani po nicku w podpisie, ani po adresie mailowym nie mogę dojść, kto to. Nie ma też informacji, z której grupy jest uczestniczka ;P... Cóż, spotkamy się na "drewnianej podłodze", jak nie 1-go, to 6-go lutego :))) &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Na 10 dni "zawieszę" też wszystkie sprawy związane ze zwierzęcym wolontariatem. Jeszcze tylko kilka spraw czysto papierkowych, "podrzucenie" w górę w ogłoszeniach kilku psiaków do adopcji... i... Patchwork! Patchwork! Patchwork!!!&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A tak w ogóle, żeby nie być "do tyłu" wśród artystów w galeriach, wzięłam się -tak "rzutem na taśmę"- za temat walentynkowy, ponieważ temat ów króluje już od wielu dni, a u mnie w tym temacie - echo! Przeto pracowicie wykonałam kilka dupereli: breloczki, art quilty... Może dzisiaj dwa takie mini art quilty... Makateczki - maleństwa, gdyż mają -na oko- dwadzieściakilka na trzydzieścikilka centymetrów. Mój ukochany "primitive country"; quilting maszynowy, redwork; tkaniny: len, bawełna, szyfon... Obydwa zeszły błyskawicznie z Pakamery, aż się zdziwiłam ;)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TUMC0QteHwI/AAAAAAAAJRI/U8Fzt2PKjJs/s1600/DSC08631.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="251" s5="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TUMC0QteHwI/AAAAAAAAJRI/U8Fzt2PKjJs/s320/DSC08631.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TUMCpI7EndI/AAAAAAAAJRE/B29JAcXpSOw/s1600/DSC08589.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" s5="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TUMCpI7EndI/AAAAAAAAJRE/B29JAcXpSOw/s320/DSC08589.JPG" width="251" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-7264273980851981058?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/7264273980851981058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/licze-dni-do-warsztatow.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/7264273980851981058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/7264273980851981058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/licze-dni-do-warsztatow.html' title='Liczę dni do warsztatów...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TUMC0QteHwI/AAAAAAAAJRI/U8Fzt2PKjJs/s72-c/DSC08631.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-3209191356899517955</id><published>2011-01-25T20:01:00.000+01:00</published><updated>2011-01-25T20:01:52.018+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trochę o zwierzętach...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Makaty Makatki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Dlaczego i jak długo...</title><content type='html'>Dlaczego i jak długo jeszcze nasz wymiar sprawiedliwości ma zamiar pobłażać ludziom (!) znęcającym się nad zwierzakami? Bezmiar zwierzęcego cierpienia jest niewyobrażalny... Od lat... Tylko w styczniu szokujące przypadki: wyrok nad oprawcami psa husky ciągniętego za samochodem; owczarek ginący na torach, gdyż przypadkowo uczestniczył w "zabawie" swego pana; Kuba podpalony w kojcu... A ile drastycznych przypadków nie wychodzi na jaw? Kiedy wchodzę codziennie na stronę poświęconą Kubie, kiedy widzę jego smutne oczy, wypaloną skórę i wyobrażam sobie ogrom bólu, jaki przechodzi, myślę sobie, gdzie są i co czują ci, którzy do kojca wrzucili zapałkę...&amp;nbsp;Gdzie byli i co odczuwali mieszkańcy wsi, którzy widzieli psa tuż po tragedii i przez kilka dni patrzyli spokojne, jak pies w bólu i strachu snuje się po wiejskiej drodze? Jak płatami odpada mu spalona skóra... Cierpienie, głód, samotność i bezgłośne błaganie o pomoc... Zastanawiam się, co czuł pijany dwudziestokilkulatek, kiedy zorientował się, że jego owczarek nie zdążył odskoczyć z torów? Czy w ogóle coś czuł? A co czuje teraz?.. Co czują oprawcy ciągniętego za samochodem psa husky? Hmm... W relacji telewizyjnej jeden okazał skruchę... Wszyscy niby się cieszymy, że wyrok 10-ciu miesięcy pozbawienia wolności jest w naszym kraju bezprecedensowy... Że to już jakiś postęp... Tak... 10 miesięcy za szczególne okrucieństwo wobec zwierzęcia,&amp;nbsp;gdy górna granica w tym przypadku wynosi 2 lata. Dużo, czy mało? Jeśli za ciągnięcie psa za samochodem, do czasu aż oderwała się głowa od tułowia, oprawca dostaje 10 miesięcy, to ja pytam: co musi zrobić taki człowiek, jakim okrucieństwem się "wykazać", by dostać maksymalny wyrok, czyli 2 lata??? Nie wiem, czy ktoś też się nad tym zastanawiał, czy tylko ja jestem na tym punkcie taka szurnięta? Za każdym razem, kiedy zapada wyrok, słyszymy: "niska szkodliwość czynu"... "niska szkodliwość czynu"... "niska szkodliwość czynu"... To jaka szkodliwość jest "wysoka"??? :(((&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dzisiaj coś łagodnie spokojnego - łabędź trąbiący (Cygnus Buccinator) na makacie (art quilt / wall hanging). Technika patchworku mozaikowego (nie mylić z PP!&amp;nbsp;&amp;nbsp;- ogólnie nie przepadam za PP, chociaż czasami w tej technice coś ścibolę). Quilting maszynowy, chociaż bardzo skromny (tylko tyle, ile niezbędne). Nie chciałam babrać na tej makacie quiltingiem - moim założeniem było pozostawić tego łabędzia w stanie "surowym&amp;nbsp; i czystym". Lamówka drapowana, podszywana "od zewnętrznej", przeszywana grubą, czarną włóczką. Wymiary: ok. 64 x 90 cm.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TT8dZ_0Tf5I/AAAAAAAAJRA/SZJBT--b1aI/s1600/DSC08515.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" s5="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TT8dZ_0Tf5I/AAAAAAAAJRA/SZJBT--b1aI/s320/DSC08515.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-3209191356899517955?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/3209191356899517955/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/dlaczego-i-jak-dugo.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3209191356899517955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3209191356899517955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/dlaczego-i-jak-dugo.html' title='Dlaczego i jak długo...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TT8dZ_0Tf5I/AAAAAAAAJRA/SZJBT--b1aI/s72-c/DSC08515.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-2550571883757268771</id><published>2011-01-23T04:55:00.001+01:00</published><updated>2011-01-23T09:44:00.662+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Lekarstwo na anginę? ;)))</title><content type='html'>Kto może mnie obudzić po trzeciej w nocy SMS-ami??? No, kto??? Firefox!!! Dwa dni temu szaleństwa snowboardowe, a dzisiejsza noc z temperaturą czterdziestostopniową ;) Hmm... Angina potrafi powalić nawet takiego wielkiego i silnego faceta... A jak facet chory, to... zły, słaby, umierający. Wiem coś o tym ;P... &lt;br /&gt;..."Napisz mi coś miłego na blogu, to może mi pomoże"... :))) Też żądanie! I to w niedzielę nad ranem, kiedy powinnam smacznie spać :/... Ale czegóż nie robi się dla Przyjaciół :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Cyriaku Drogi, z uwagi na dużą odległość między nami, jedynie wirtualnie mogę Cię pogłaskać po głowie, podać do łóżka herbatkę z cytrynką (też wirtualną), jakąś (wirtualną) aspirynkę, ucałować w czółko (tak, żebym się nie zaraziła ;P) i zapewnić, że jutro będzie lepiej ;)... A tak naprawdę, pewnie by Cię postawiły na nogi syropki od Naszego Henry'ego Grey Wolf - najskuteczniejsze lekarstwo na tego typu dolegliwości. Wiem, co mówię, sprawdzone :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; To dla Ciebie, Firefox - Słoneczko moje chorusie - jeszcze serduszka na podusi, żebyś szybciej wracał do zdrowia :)))... A teraz wracam do łóżka; może jeszcze pośpię :/&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTulh8mlJ1I/AAAAAAAAJQ8/dUbkrjTap5U/s1600/DSC05848.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="272" s5="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTulh8mlJ1I/AAAAAAAAJQ8/dUbkrjTap5U/s320/DSC05848.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;Poduszka wykonana techniką aplikacji maszynowej i quiltingu maszynowego. Wymiary: 40 x 40 cm. Sprzedana (Poznań... a potem poleciała samolotem w nieznanym mi kierunku :D).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-2550571883757268771?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/2550571883757268771/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/lekarstwo-na-angine.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/2550571883757268771'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/2550571883757268771'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/lekarstwo-na-angine.html' title='Lekarstwo na anginę? ;)))'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTulh8mlJ1I/AAAAAAAAJQ8/dUbkrjTap5U/s72-c/DSC05848.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-3115677432799584930</id><published>2011-01-21T08:25:00.001+01:00</published><updated>2011-01-21T18:54:41.847+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trochę o zwierzętach...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Podpalony Kuba - Fundacja "Mrunio" prosi o pomoc!!!</title><content type='html'>To chyba pierwszy tego typu wpis na moim blogu, ponieważ prośby o pomoc dla zwierzaków z reguły staram się przekazywać innymi kanałami, jednak ten przypadek wymaga nagłośnienia w różnych miejscach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fundacja "Mrunio" prosi o pomoc dla Kuby - psa podpalonego w zamkniętym kojcu w miejscowości Ścinawka Średnia koło Kłodzka. Pies okropnie cierpi, ale jego wola życia jest tak ogromna, że warto dać mu szansę na... normalne życie. O ile można mówić o "normalności" w przypadku takiej traumy :/&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTkyGyTlTYI/AAAAAAAAJQw/dXcwmoXin4E/s1600/kuba.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="234" s5="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTkyGyTlTYI/AAAAAAAAJQw/dXcwmoXin4E/s320/kuba.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wklejam link, pod którym można dowiedzieć się wszystkiego na temat psiaka i tego, co go spotkało z rąk... hmm... człowieka, czyli podobno istoty najbardziej rozumnej :/&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.kuba.chwiladlapupila.pl/"&gt;http://www.kuba.chwiladlapupila.pl/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod powyższym linkiem &amp;nbsp;można znaleźć numer konta bankowego, na które można wpłacać pieniążki, przeznaczone na leczenie psiaka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrzucam dwie poduszki w patchworku klasycznym. Jeśli ktoś zechce je kupić, cała kwota ze sprzedaży zostanie przekazana na leczenie Kuby. Informacje na maila: &lt;a href="mailto:m.shayneen@gmail.com"&gt;m.shayneen@gmail.com&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTk0OBC13QI/AAAAAAAAJQ0/gc_jFvG4-nU/s1600/DSC04979.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="305" s5="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTk0OBC13QI/AAAAAAAAJQ0/gc_jFvG4-nU/s320/DSC04979.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTk0V4CST-I/AAAAAAAAJQ4/RTWjUH-yxWU/s1600/DSC04975.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="306" s5="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTk0V4CST-I/AAAAAAAAJQ4/RTWjUH-yxWU/s320/DSC04975.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-3115677432799584930?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/3115677432799584930/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/podpalony-kuba-fundacja-mrunio-prosi-o.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3115677432799584930'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3115677432799584930'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/podpalony-kuba-fundacja-mrunio-prosi-o.html' title='Podpalony Kuba - Fundacja &quot;Mrunio&quot; prosi o pomoc!!!'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTkyGyTlTYI/AAAAAAAAJQw/dXcwmoXin4E/s72-c/kuba.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6003932978810183469</id><published>2011-01-15T23:07:00.002+01:00</published><updated>2011-01-15T23:19:14.533+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Lekko zbulwersowana... :/</title><content type='html'>No, nie... Nie wytrzymam i muszę to z siebie wyrzucić... Właśnie wróciłam z wieczornego spaceru z psem. Mamy z Nuką swoje utarte ścieżki, ale dzisiaj wyciągnęła mnie w miejsce niezbyt przez nas uczęszczane. Mimo, iż już prawie noc, tam akurat było w miarę jasno - za płotem parking, z drugiej strony plac zabaw, więc teren dobrze oświetlony... Mamy odwilż, więc od kilku dni "straszą" nas śmieci, wyłaniające się z roztopionego śniegu. Jednakże to, na co natknęłam się dzisiaj na odcinku zaledwie 30-40 metrów, a co wyłoniło się z nieistniejącej już skarpy, pieczołowicie przez dozorców zgarnianej przez ostatnie tygodnie, śnieżnej brei, woła o pomstę do nieba! Niechże wymienię z pamięci, bo zapamiętałam dokładnie: puszki po wszystkim możliwym, tony petów, butelki i korki od sylwestrowego szampana, pudełko po serku "homo", jakaś męska skarpeta koloru szarego, reklamówka z Lidla, strona tytułowa miesięcznika "Pani", zapalniczka koloru wiśniowego lub czerwonego, nieobgryzione do końca udko kurczaka (powoli zaczęła się na nie czaić moja Nuka, ale w porę zareagowałam :/), papierowe pozostałości po petardach, dwie zużyte prezerwatywy (ich stan na to wskazywał; chyba, że komuś na Sylwestra zabrakło balonów :/)... i nieowyobrażalna ilość brązowawej mazi, roztartej to tu, to tam, a wskazująca na jedyne sensowne pochodzenie - psie odbyty :/// Kurczę, ja nie wiem - albo ze mną jest coś nie halo, albo świat się do góry nogami przewraca! We wszystkich chyba miastach trwa walka z psimi kupami. Jako "animals" zawsze powtarzam, że to nie psy brudzą, ale nieodpowiedzialni właściciele. Trudno wymagać od psa, żeby korzystał z sedesu, tudzież z nocnika :/ Jednak to na właścicielu ciąży obowiązek sprzątania po swoim pupilu. Tak trudno wziąć worek biodegradowalny i sprzątnąć?! Noszę zawsze przy sobie kilka takich worków w kieszeni na wypadek, gdybym napotkała jakiegoś "zapominalskiego", ponieważ zazwyczaj, gdy się zwróci uwagę na leżącą kupkę, można usłyszeć: "Oj, zapomniałam / zapomniałem woreczka". Najciekawsze, że za każdym razem, kiedy taki worek&amp;nbsp;podaję, widzę wzrok, który mógłby zabić :/&amp;nbsp; Kiedyś jakaś wyfiokowana paniusia lekko pod siedemdzisiątkę odpaliła mi, że się brzydzi. Ciekawe... Trudno mi uwierzyć, że jej pieskowi, nawet gdy był rozkosznym szczeniaczkiem, nie zdarzyło się nabrudzić w domu. Co wtedy? Wzywała zakład oczyszczania miasta, by posprzątał kupkę??? Tych wszystkich, którzy nie sprzątają po swoich psach mam ochotę zapytać, jak przyjemnie jest wyjść rano z bramy i wdepnąć w coś tak miękkiego i milutkiego :/// A gdzie są "właściciele" tych wszystkich wymienionych wyżej (poza kupami) "przedmiotów"? Pewnie, najlepiej jest zostawić cały syf na ulicy... Po co brać do domu? Jak to się mówi gwarą poznańską: "srrrru... i w krzoki". Niech leży! Od dłuższego czasu przyglądam się zaśmieconym poznańskim ulicom i zastanawiam się, jak miasto poradzi sobie z całym syfem, jaki zostanie po "Euro 2012"! Strach się bać!!! Tak sobie myślę, że coraz bardziej mnie to wszystko wnerwia. Czas emigrować... Chyba "okredytuję" się na maksa, kupię to totalnie zapuszczone ranczo na Pomorzu i zaszyję się na nim, żebym nie musiała patrzeć, jak piękne swego czasu miasto&amp;nbsp;staje się śmietniskiem i szaletem Wielkopolski :/ Smutne :(&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zamiast psa będzie kot... Poduszka... Dawno temu "pojechała" do Krakowa...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTIdRSirpVI/AAAAAAAAJQo/yxYC2PgEEew/s1600/DSC02994.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="318" n4="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTIdRSirpVI/AAAAAAAAJQo/yxYC2PgEEew/s320/DSC02994.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6003932978810183469?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6003932978810183469/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/lekko-zbulwersowana.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6003932978810183469'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6003932978810183469'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/lekko-zbulwersowana.html' title='Lekko zbulwersowana... :/'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTIdRSirpVI/AAAAAAAAJQo/yxYC2PgEEew/s72-c/DSC02994.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-7034500482531469382</id><published>2011-01-15T20:21:00.001+01:00</published><updated>2011-01-15T20:27:05.887+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wyróżnienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Niespodzianka od rana :)</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTHroPDcQpI/AAAAAAAAJQc/4aAHfPE5tyM/s1600/DSC06289.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" n4="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTHroPDcQpI/AAAAAAAAJQc/4aAHfPE5tyM/s200/DSC06289.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;Wpadłam dzisiaj rano z moimi dziewczynami do kiosku z gazetami... Oglądamy, przeglądamy... Wertuję sobie lutowy numer miesięcznika "M jak mieszkanie", a tam w artykule "Bitwa na poduszki" cóż widzę??? Jedna z moich prac - dżinsowa poduszka z aplikacjami przestrzennymi :))) To już kolejna moja praca, dostrzeżona&amp;nbsp; i polecana przez ten miesięcznik. Dziękuję :) Miło mi niezmiernie :)...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTHr2AWwQ-I/AAAAAAAAJQg/wHxWpzzMk3U/s1600/DSC06293.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="188" n4="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTHr2AWwQ-I/AAAAAAAAJQg/wHxWpzzMk3U/s200/DSC06293.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;"Niespodzianką" kolejną były dwa maile w mojej poczcie, z prośbą o "działanie magiczne"... Wczoraj też taka prośba do mnie dotarła :/ Myślę, że to po komentarzu Asi z Krakowa, zamieszczonym pod którymś wpisem poniżej, którym to komentarzem zrobiła mi niechcący... "reklamę" ;) Muszę chyba coś wyjaśnić, żeby nie było nieporozumień. Życie, Moi Drodzy, to nie bajka o Harrym Potterze i tym bardziej ja takim Harrym nie jestem. O ile mogę podjąć się pewnych działań, żeby komuś pomóc, wtedy, gdy widzę, że to wszystko ma sens, niczemu i nikomu nie szkodzi, a pomóc może - podejmuję się i nigdy takiej pomocy nie odmawiam. Natomiast nigdy nie zareaguję na prośbę, by poszamanić w kierunku (przykładowo): "aby mojemu sąsiadowi szlag trafił krowę". Dlatego, jeśli naprawdę macie jakiś poważny problem, który trzeba rozwiązać, możemy wspólnie nad nim popracować i postaram się zaradzić (tak, jak było w przypadku Asi). Jednakże proszę mi nie przysyłać maili z prośbami o rzucanie klątw i magiczne "podkładanie nóg" innym osobom, bo na takie maile po prostu nie będę odpowiadała.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A moim wiernym czytelnikom tak po cichutku pragnę napomknąć, że trwa konkurs na "Blog Roku 2010" i jeśli ktoś z Was da się naciągnąć na SMS-a za 1,23 PLN w głosowaniu na mojego bloga, to będzie mi bardzo miło :))) Wystaczy kliknąć w fioletową "zakładkę" pod tytułem bloga, a tam znajdziecie kod i numer pod który należy wysłać SMS-a... Dziękuję :)))&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTHr_il2YbI/AAAAAAAAJQk/9vhnd9mB7XE/s1600/MJM_02_11_300.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" n4="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTHr_il2YbI/AAAAAAAAJQk/9vhnd9mB7XE/s200/MJM_02_11_300.jpg" width="162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-7034500482531469382?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/7034500482531469382/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/niespodzianka-od-rana.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/7034500482531469382'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/7034500482531469382'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/niespodzianka-od-rana.html' title='Niespodzianka od rana :)'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTHroPDcQpI/AAAAAAAAJQc/4aAHfPE5tyM/s72-c/DSC06289.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-5803412765703377153</id><published>2011-01-14T23:38:00.001+01:00</published><updated>2011-01-15T12:46:50.088+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>"Ławeczka Miłości, Wspomnień i Ważnych Decyzji"</title><content type='html'>&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Dla Grey Wolfa, Rhianone, Kasi z Bydgoszczy i kilku innych osób, które "poganiały" mnie i... mobilizowały do opowieści o ławeczce i skwerku ;)...&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Są takie miejsca, które z różnych przyczyn stają się dla nas ważne. Wracamy do nich fizycznie lub tylko pamięcią (jeśli powrót "fizyczny" nie jest możliwy)... i trwamy w nich. Sami lub w czyimś towarzystwie... Jeśli jednak to NASZE miejsce okazuje się być miejscem ważnym również dla innych osób, czujemy, że jest w nim jakaś "magia", która przyciąga... i &amp;nbsp;łączy nas. Nie tylko z tym miejscem, ale także z TYMI ludźmi... I tak chyba jest właśnie z tą ławką... i z tym skwerkiem. Rhianone napisała kiedyś, że to NASZE miejsce znajduje się "rzut beretem od Rynku" :) Istotnie... Obok kościoła i klasztoru franciszkanów... Kiedyś przechodziłam tamtędy wielokrotnie, jednakże nie czułam jakiejgoś specjalnego "przyciągania". Aż nastał taki dzień... letni, upalny... kiedy ta ławka i ten skwer, wtargnęły w moje życie. Wtargnęły wraz z miłością wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewałam. Od tamtego letniego dnia, za każdym razem, kiedy jestem w okolicy, idę przysiąść na ławce choć na chwilkę... Okazuje się jednak, że są osoby, które siadają na tej ławce codziennie, od wielu, wielu lat i właśnie o nich przede wszystkim chcę Wam opowiedzieć. Tym bardziej, że ich historia jest niesamowita... Chcecie wiedzieć, jak zostałam w nią wtajemniczona??? No, to zaczynamy ;)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Był to jakoś w połowie października. Miałam sporo spraw do pozałatwiania na Głogowskiej, więc rozpoczęłam moją pieszą wędrówkę od skrzyżowania Głogowskiej z Hetmańską. Potem Mostem Dworcowym na Wierzbięcice, do "Bławatka", gdzie nie znalazłam tego, czego&amp;nbsp;potrzebowałam i kobitki mi podsunęły pomysł, żeby wpaść na Zamkową. Znów pieszo przez Ratajczaka i Plac Wolności... Kto zna Poznań, ten wie, ile kilometrów miałam już w nogach :/ Przechodząc więc koło klasztoru, klapnęłam sobie na tej mojej ławeczce... Ciężkie to były dni w moim życiu. Pełne przejmującego smutku. Takiego zawieszenia, na zasadzie: "No, i co teraz?", "No, i co dalej?"... Nawet mi się łezki pokulały... Siedzę tak sobie i widzę, że od strony ulicy Ludgardy tupta przygarbiony staruszek. W jednej ręce laska, w drugiej smycz, kończąca się jamnikiem :) Przystanął naprzeciwko mnie i przez chwilę mi się przyglądał. Początkowo pomyślałam, że jego uwagę przykuły moje łzy i zrobiło mi się trochę głupio. On jednak uśmiechnął się łagodnie i mówi:&lt;br /&gt;- Dziecko, zajęłaś moją ławkę.&lt;br /&gt;Rozbawiło mnie to i zaintrygowało jednocześnie. Wskazał ręką na miejsce obok mnie, z pytającym wzrokiem, sam sobie przyzwalając na to, żeby klapnąć. Chwilę siedzieliśmy w milczeniu, wpatrując się w skwerek przed nami. Jamnik ułożył się wygodnie pod ławeczką (później okazało się, że to Maks. A może Max? ;D)... Właściwie, chciałam już odejść, gdy staruszek przerwał milczenie:&lt;br /&gt;- Wiesz, dziecko, że ja też kiedyś płakałem na tej ławce? &lt;br /&gt;...I wtedy zaczął opowiadać, że te ławki przez lata się zmieniały, skwer przerabiano, rozkopywano, bruk wymieniano... Ale ławka zawsze stała w tym miejscu... A Pan?&lt;br /&gt;Dawno temu był wybitnym specjalistą - inżynierem. W czasach, gdy inni mogli tylko pomarzyć o wycieczkach nawet do byłej NRD, on jeździł w delegacje po całym świecie. W Poznaniu zostawała żona z synkiem. Już wtedy, kiedy tylko był w mieście, przychodził z rodziną na skwer i pierwsza ławka z brzegu była "ich" ławeczką... Mówił mi, że w trakcie długich wyjazdów tęsknił za żoną i synem, ale był młody (i -jak to podkreślił- głupi :P), lubił towarzystwo i przyszedł taki moment, że zaczął sobie "umilać" rozłąkę z młodą sekretarką, pracującą w jego firmie (też Polką). Sprawy zaszły tak daleko, że po powrocie do kraju postanowił wziąć rozwód. Opowiadał mi, że po wyjściu z sali sądowej, powiedział żonie (już byłej) tak przykre słowa, których do dzisiaj żałuje. No, ale wtedy co innego było dla niego ważne... Z nową żoną wylądował po jakimś czasie w Stanach. Urodził się syn. Początkowo dość dobrze im się powodziło, ale zagmatwali się w jakiś głupi kredyt na dom, z którym nie mogli sobie poradzić. Żona jednak nie chciała zrezygnować z domu, na rzecz gorszego. Ciągłe pretensje, wygórowane wymagania. Zaczęli się od siebie oddalać. Mówił, że któregoś poranka, tuż po przebudzeniu, dostał jakiegoś nagłego przebłysku - zdał sobie sprawę, że jego była żona nigdy by tak w podobnej sytuacji nie postąpiła. Co ciekawsze, dotarło do niego, że tak naprawdę, to pierwsza żona była jego ideałem kobiety, że wpakował się w jakąś "pomyłkę", na której najbardziej musiały ucierpieć dzieci... Rozwód, który z jednej strony pomógł im "rozwiązać" sprawę zadłużonego domu, podział majątku... Druga (była) żona została z synem w Stanach (gdzie mieszka do dzisiaj), a on wrócił do Polski, co wcale nie było łatwe, zważywszy na ówczesną "władzę" w Polsce :/ Wynajął jakieś mieszkanko, po ciężkich trudach, mimo specjalistycznego wykształcenia, znalazł pracę (piętno "powracającego z Ameryki" :/). Zaczął odwiedzać syna. Niestety, to na czym mu zależało, czyli ponowne wkupienie się w łaski pierwszej żony, spaliło na panewce, ponieważ żona już miała innego partnera... On jednak nie dawał za wygraną - postanowił, że odzyska żonę... Opowiadał mi, że od dnia powrotu do Poznania, codziennie chodził na skwer koło kościoła, ponieważ żona ciągle przychodziła tam z psem (ze wszystkimi psami zawsze tam przychodzili, a przewinęło się ich sporo). Siadał na jakiejś oddalonej ławce, przyglądał się... i zawsze go "bolał" mężczyzna u boku byłej żony. A ona, jakby nigdy nic, nie zwracała na niego uwagi... Czemu akurat się nie dziwię :/... Zaczął przechodzić poważną depresję, która pogłębiła się, kiedy na budowie, którą kierował, wydarzył się wypadek - zginął człowiek. Prokurator, rozprawa za rozprawą. Kara i pozbycie się pracy... Nikt nie chciał go przyjąć do innej. Kolejne piętno... Wpadł w alkoholizm i staczał się, i staczał, i staczał... Stracił mieszkanie. Wylądował w jakiejś melince... Była żona, zważywszy na jego stan, zabroniła mu się spotykać z synem... Ale na skwerek codziennie przychodził... Mijały kolejne miesiące... Któregoś dnia, zimą,&amp;nbsp;żona nie zjawiła się z pieskiem na skwerze. Jeden dzień, drugi, trzeci... Zaczął się niepokoić... Wiedział, że do jej domu nie ma po co iść... Postanowił sobie, w swym "pijackim" rozumie, że tak długo będzie siedział na ławce, aż żona przyjdzie... albo on zamarznie. "Dogrzewał" się oczywiście alkoholem :/ Bodajże drugiego dnia, ówczesna jeszcze milicja, zwinęła go na izbę wytrzeźwień, ale gdy go wypuścili, znów wrócił na ławeczkę. Jacyś litościwi ludzie podrzucali mu jedzenie. Po kolejnym dniu był tak wyczerpany i przemarznięty, że stracił przytomność i zabrano go do szpitala... Nie pamiętał, jak długo leżał w szpitalu, ale któregoś dnia obudził się rano, a obok jego łóżka, na krześle siedziała... jego ukochana była żona. Okazało się, że ona też spędziła ileś dni w szpitalu, dlatego nie przychodziła z psem na skwer, a kiedy już się tam zjawiła, okoliczni&amp;nbsp;mieszkańcy opowiedzieli jej o byłym mężu - pijaczku i jego "przygodach" na ławce. Odwiedzała go codziennie w szpitalu... i tak już razem zostali... Do dzisiaj... Na szczęście żona z tamtym facetem nie miała ślubu, a i tak nie układało im się kryształowo... Trwają w tej swojej trudnej miłości do dzisiaj, mimo, iż życie nie oszczędziło im kolejnej tragedii - w wypadku zginął ich syn (ale odwiedza ich czasami drugi syn tego Pana, przyjeżdżając ze Stanów). Codziennie, chociaż na chwilę, przysiadają na tej "magicznej" ławeczce. Bez względu na pogodę, bez względu na porę roku, bez względu na dzień tygodnia... Pan nawet zażartował, że jedna mocno załamana deska, osiągnęła taki stan, ponieważ została wysiedziana ich pupami :) Ten dzień, w którym go na tej ławce spotkałam, był kolejnym dniem, kiedy siadał na niej bez żony. Była wtedy w sanatorium, w Ludwikowie, po przebytym poważnym zapaleniu płuc. Opowiadał mi, jak bardzo za nią tęskni... Jak wychodzi codziennie z Maksem, żeby zjeść obiad w knajpce na Stary Rynku (nawet Maks zyskał wstęp! :D), bo obiady w domu, w samotności mu nie smakują... Kiedy już zakończył tę swoją opowieść, zaporoponowałam, żeby napisał o tym książkę, bo przecież ta cała jego historia jest niesamowita! Zaśmiał się wtedy głośno, tak dźwięcznie, tak młodo, jakby miał ponownie ze dwadzieścia lat i powiedział:&lt;br /&gt;- Dziecko drogie, ja nigdy nie umiałem pisać, ale jeśli chcesz, możesz napisać o tym całe tomisko... I przychodź na tę ławkę, bo jak my z moją żoną pomrzemy, to kto będzie&amp;nbsp;o niej pamiętał i kto będzie na niej siadał?&lt;br /&gt;Więc tym wpisem niejako&amp;nbsp;opowiadam Wam historię tego niezwykłego Pana, tej niezwykłej ławeczki... Przykro mi tylko, że nie jest to "całe tomisko" :)... Od tego dnia "odwiedzałam" tę ławkę wielokrotnie,&amp;nbsp;chociaż&amp;nbsp;&amp;nbsp;ponownie nie udało mi się już spotkać tego Pana. Wiem jednak, że przychodzi tam cały czas ze swoją żoną i Maksem. Wytropiłam kilka razy w śniegu ślady męskich i damskich butów, dziurki po lasce i ślady psich łap pod ławką... a tropicielem jestem świetnym :) Poza tym wszystkie pozostałe ławki były cały czas totalnie zasypane śniegiem, a ta jedna miała jako takie "dojście" i... lekko wysiedziany śnieg na deskach :)... &amp;nbsp;Któregoś mroźnego dnia, kiedy cały czas padał gęsty śnieg, przechodziłam tamtędy. Ławka była nieźle przysypana; najwyraźniej stali bywalcy jeszcze tego dnia jej nie odwiedzili. Zaczęłam odgarniać dłońmi śnieg z desek. Zauważył to facet posypujący czymś sąsiadujący ze skwerkiem chodnik. Przyglądał mi się z niedowierzaniem, robiąc oczy wielkości półdolarówki :) W pewnym momencie pyta:&lt;br /&gt;- Co pani robi???&lt;br /&gt;- Odgarniam.&lt;br /&gt;- Ma pani zamiar tutaj siedzieć??? W taki mróz???&lt;br /&gt;Wytłumaczyłam mu, że przysiądę tylko na minutkę, ale w ciągu dnia na pewno przyjdzie tutaj dwoje staruszków z psem i oni też zechcą usiąść. Patrzył na mnie, jakbym była jakaś nie teges, ale widząc, że nie żartuję, kazał mi przestać i chwilę poczekać. Patrzę, a on po chwili niesie jakąś szufelkę i odgarnia śnieg z ławki i kawałek dojścia. No, to mu w trakcie tej roboty napomknęłam coś więcej o tych staruszkach. Po skończonej pracy nawet ze mną na chwilę razem przycupnął :) Kiedy odchodziłam, krzyknął za mną, że nie mam się martwić - on codziennie odśnieży chociaż kawałek ławeczki... przynajmniej tak długo, jak długo będzie miał "przydzielony" ten teren... Nie mogłam sprawdzić, czy dotrzymał słowa, ponieważ między Świętami a Sylwestrem nie miałam czasu, by tam zajść, natomiast kilka dni temu, gdy tamtędy przechodziłam, nastała odwilż i śniegu już nie było... Ale to chyba kolejny dowód na to, że ławka ta wyzwala w ludziach pokłady empatii, sympatii, miłości... samych pozytywnych emocji...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Magiczna ławeczka... Czym jest dla mnie???&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Siedziałam na niej w upalny, letni dzień, wypełniona szczęściem i miłością, czując, że dzieje się w moim życiu coś ważnego... Coś, na co być może nie byłam przygotowana, ale co pozwoliło mi dostrzec rzeczy i sprawy, o których nie miałam pojęcia, dodając mi jednocześnie skrzydeł i energii do zmierzenia się z rzeczywistością, która -tak mi się wtedy wydawało- miała nastąpić. W ten upalny dzień, na tej ławce, odkryłam nowe znaczenie słowa: "RAZEM"...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Siedziałam na tej ławce z początkiem jesieni, kiedy sprawy w moim domu przybrały kiepski obrót. Chodziłam zmartwiona moim tatą, niewyspana... Dodatkowo robiłam kurs w Akademii Fotografii na Starym Rynku... Któregoś dnia byłam taka "chodząca na rzęsach", że wyszłam z kubkiem kawy, by chociaż na chwilę przysiąść na ławce i -wspominając cudowne chwile- poukładać sobie wszystko w głowie. Wtedy chyba podjęłam najważniejsze decyzje w moim życiu (okazało się - niepotrzebnie). Wszystko we mnie krzyczało: "TAK! TAK! TAK!", a ja odkryłam w sobie odwagę, determinację, zdecydowanie i siły do działania, o jakie siebie dotychczas nie podejrzewałam... Tamtego dnia przegonił mnie z ławki delikatny, jesienny deszczyk...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Siedziałam na niej w samym sercu jesieni, kiedy skwetek przybrał barwy nostalgii, zadumania... I ja też byłam taka... jesienna... Smutna, zadumana, płacząca... Miałam wrażenie, że wszystko we mnie opada, jak liście z drzew... Późnojesiennie...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Siedziałam na tej ławce, kiedy chwyciły pierwsze, łagodne&amp;nbsp;mrozy i prószył pierwszy śnieg... I we mnie wszystko "zamarzło"... To, co buchało żarem, pokryło się grubą warstwą lodu... Gdzieś tam w środku jest, bo wiem, że jest - nie będę się oszukiwać, ale dookoła gruba, zbita, popękana warstwa lodu...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Siedziałam w mrozie... I we mnie mróz... Wewnątrz komenda: "Uśpij serce. Włącz rozum. Rób to, co musisz. Precyzyjnie. Przegrupuj hierarchię spraw ważnych. Zajmij się czymś, żeby nie myśleć... Dzieci... Praca... Zwierzęta... Poszukiwania przyszłego domu... Od czasu do czasu przerywane wypadem z przyjaciółmi na imprezkę bluesową lub herbatę z cynamonem"...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A co się stanie, gdy usiądę na magicznej ławeczce wiosną, kiedy promienie wiosennego słońca ogrzeją moją twarz? ;)... Zagadka... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Gdzieś tam wiele, wiele wpisów wstecz, zamieściłam zdjęcie ławki, które postanowiłam przerobić na quilt. Przez wiele tygodni, krok po kroku, "rozbijałam" zdjęcie w programie komputerowym, projektując przyszłe "dzieło". Kiedy skończyłam, kazałam programowi wyliczyć liczbę kawałków, z których to powstanie. Wyszło 1000... Nie 999, nie 1001 - a równe 1000 :))) Roześmiałam się... sama do siebie... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Dzisiaj będzie skromnie. Poduszka bardzo stonowana w wyrazie. Surowa. Sprzedana... Wczoraj "poleciała" gdzieś daleko samolotem, ale nie śmiałam pytać, dokąd. Ma być prezentem :)&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTDKX6PT8oI/AAAAAAAAJQY/AeexTWGNRB0/s1600/DSC03385.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="310" n4="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTDKX6PT8oI/AAAAAAAAJQY/AeexTWGNRB0/s320/DSC03385.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-5803412765703377153?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/5803412765703377153/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/aweczka-miosci-wspomnien-i-waznych.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5803412765703377153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5803412765703377153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/aweczka-miosci-wspomnien-i-waznych.html' title='&quot;Ławeczka Miłości, Wspomnień i Ważnych Decyzji&quot;'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TTDKX6PT8oI/AAAAAAAAJQY/AeexTWGNRB0/s72-c/DSC03385.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6252158221146684153</id><published>2011-01-06T22:51:00.000+01:00</published><updated>2011-01-06T22:51:44.965+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Co zrobić z resztkami? Uszyć patchwork :)))</title><content type='html'>Dzisiaj -dla niedowiarków- dowód na to, że patchwork powstaje czasami "z niczego" ;)... Po listopadowym szyciu bieżnika dla Strimy, ostał się pas pozszywany z nieregularnych skrawków biało-niebieskich tkanin. Jak na rodowitą poznaniankę przystało... hmm, hmm... żal mi było wywalić to do kosza ;P. Pocięłam na mniejsze kawałki, pozszywałam, doszyłam biały aplikowany panel, przepikowałam górę z ociepliną quiltingiem maszynowym... i oto powstała podusia :)))&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TSY5IT5Tc_I/AAAAAAAAJPw/8K9KhDrs_P0/s1600/DSC08466.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="316" n4="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TSY5IT5Tc_I/AAAAAAAAJPw/8K9KhDrs_P0/s320/DSC08466.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6252158221146684153?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6252158221146684153/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/co-zrobic-z-resztkami-uszyc-patchwork.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6252158221146684153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6252158221146684153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/co-zrobic-z-resztkami-uszyc-patchwork.html' title='Co zrobić z resztkami? Uszyć patchwork :)))'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TSY5IT5Tc_I/AAAAAAAAJPw/8K9KhDrs_P0/s72-c/DSC08466.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-7082505225750155612</id><published>2011-01-06T22:26:00.000+01:00</published><updated>2011-01-06T22:26:31.029+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wyróżnienia'/><title type='text'>Blog Roku 2010  -  zgłoszenie do konkursu</title><content type='html'>Blog został zgłoszony do konkursu na Blog Roku 2010 w kategorii "Moje zainteresowania i pasje"&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.blogroku.pl/rusticnook,gwh0i,blog.html"&gt;http://www.blogroku.pl/rusticnook,gwh0i,blog.html&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-7082505225750155612?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/7082505225750155612/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/blog-roku-2010-zgoszenie-do-konkursu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/7082505225750155612'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/7082505225750155612'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/blog-roku-2010-zgoszenie-do-konkursu.html' title='Blog Roku 2010  -  zgłoszenie do konkursu'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-2986151777129137326</id><published>2011-01-05T23:20:00.003+01:00</published><updated>2011-01-05T23:42:02.201+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trochę o zwierzętach...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Pomóżcie zwierzakom przetrwać zimę, bo...</title><content type='html'>...to dopiero półmetek! Do wiosny pozostało jeszcze wiele tygodni. Te, które mieszkają w naszych ciepłych domach, wiedzą, co to zima, tylko w czasie krótkich, kilkunasto..., no może ewentualnie kilkudziesięciominutowych spacerów. Dla tych bezdomnych, dzikich, marznących w schroniskach - zima trwa... 24 godziny na dobę :( Dosłownie :( Dlatego po raz kolejny proszę, wspierajcie swoją pomocą schroniska i przytuliska dla zwierząt, ponieważ codziennie docierają do mnie informacje, że sytuacja w nich jest nieciekawa (brakuje praktycznie wszystkiego, co niezbędne, zwłaszcza zimą).&amp;nbsp;Zgłaszajcie, jeśli widzicie, że jakiemuś zwierzakowi z Waszego sąsiedztwa dzieje się krzywda. Dokarmiajcie ptaki...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dzisiaj apeluję głównie do wszystkich ludzi o dobrych sercach z zachodniopomorskiego (chociaż nie tylko). Fundacja "Pro Equo" prosi o dobry, mocny mikser (taki, który poradzi sobie z kośćmi drobiowymi ;P), a także o garnki, chochle, miski metalowe, koce, wykładziny, materace, ręczniki, poszewki, ścierki, poduszki...&amp;nbsp;Telefon do Fundacji:&amp;nbsp;798-442-668; mail: &lt;a href="mailto:proequo@gmail.com"&gt;proequo@gmail.com&lt;/a&gt; &amp;nbsp;Może znajdziecie w swoich domach rzeczy dla Was już zbędne, ale Fundacji (a przede wszystkim zwierzakom) bardzo potrzebne???&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jak zima, to musi być zimowo... Zimowa Sunbonnet Sue... Na nartach :))) "Pojechała" do Belgradu :)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TSTt2Ha3qQI/AAAAAAAAJPs/7VMsLOEKXak/s1600/DSC07943.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="302" n4="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TSTt2Ha3qQI/AAAAAAAAJPs/7VMsLOEKXak/s320/DSC07943.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-2986151777129137326?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/2986151777129137326/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/pomozcie-zwierzakom-przetrwac-zime-bo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/2986151777129137326'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/2986151777129137326'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2011/01/pomozcie-zwierzakom-przetrwac-zime-bo.html' title='Pomóżcie zwierzakom przetrwać zimę, bo...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TSTt2Ha3qQI/AAAAAAAAJPs/7VMsLOEKXak/s72-c/DSC07943.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-1472559393371538005</id><published>2010-12-31T19:23:00.000+01:00</published><updated>2010-12-31T19:23:50.173+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Makaty Makatki'/><title type='text'>Spełnienia Marzeń...</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TR4fISIRh_I/AAAAAAAAJPQ/PgsAN4kq_9I/s1600/DSC08423.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" n4="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TR4fISIRh_I/AAAAAAAAJPQ/PgsAN4kq_9I/s320/DSC08423.JPG" width="149" /&gt;&lt;/a&gt;...szczerej Miłości, czystej Przyjaźni, Spokoju i Radości każdego dnia... Tego wszystkiego życzę w nadchodzącym Nowym Roku wszystkim czytelnikom i odwiedzającym mojego bloga. Dziękuję jednocześnie za wszystkie życzenia, miłe i ciepłe słowa, które zamieszczacie w komentarzach i przesyłacie w mailach. To dla mnie bardzo ważne... Dziękuję za to, że JESTEŚCIE...&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Żeby było z jakimś "obrazkiem", wrzucam fotkę ostatniego mojego "dziecka" ;) Jest to art quilt, uszyty z lnu, szyfonu i aksamitu. Dodatkowo zdobiony paciorkami i cekinami; quilting maszynowy, aplikacja maszynowa. Wymiary: ok. 50 x 115 cm... Niedawno pisałam, że wracam powoli do bardziej ambitnych ;) form i ten art quilt jest takim "początkiem" ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-1472559393371538005?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/1472559393371538005/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/spenienia-marzen.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/1472559393371538005'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/1472559393371538005'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/spenienia-marzen.html' title='Spełnienia Marzeń...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TR4fISIRh_I/AAAAAAAAJPQ/PgsAN4kq_9I/s72-c/DSC08423.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-7557992984737718357</id><published>2010-12-28T21:27:00.000+01:00</published><updated>2010-12-28T21:27:59.958+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Makaty Makatki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Trochę przystopuję...</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Prawdopodobnie w najblizszym czasie zmaleje częstotliwość wpisów na moim blogu lub będą one krótsze :/ Niestety, tak mi się wszystko pogmatwało, że jestem zmuszona przyhamować z pisaniem... Mój tato wymaga już całodobowej opieki... Muszę poświęcić bardzo dużo czasu mojej starszej córce, gdyż&amp;nbsp;sporo spraw jej się posypało i przestaje sobie radzić emocjonalnie&amp;nbsp;:(... Firma musi się kręcić, więc pracy ponad miarę. Do tego to całe zamieszanie z zakończeniem jednego roku, a rozpoczęciem nowego... Rozliczenia, inwentury... Przygotowuję się też powoli do wielkiego patchworkowego show w Starym Browarze, więc wena twórcza szaleje ;)... Kilka zleceń do zrealizowania... Sporo tego...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tak przy okazji chciałam podziękować naszym kochanym bloggerom za to, że myślą o tej mojej wymarzonej chałupie :) Nie wiem, czy dzisiaj był jakiś wysyp, czy coś, ale dostałam aż trzy maile z namiarami na fajne siedliska... Dwa na Mazurach - w zupełnie przeciwległych końcach. Niestety, pierwsze jest piękne i praktycznie do zamieszkania z tzw. mety, ale wykracza spoooooro poza moje możliwości finansowe. Drugie z kolei takie wymarzone (dzicz totalna) i finansowo całkiem-całkiem, jednakże dom i pozostałe zabudowania nie nadają się do remontu - wymagają całkowitego wyburzenia... I trzeci namiar, na piękną posiadłość na Pomorzu! Cudo! Nawet bardziej mi się podoba, niż wspomniana kiedyś leśniczówka ;) Remontu sporo, bo powierzchniowo dom jest bardzo duży. Jak na taką wiejską posiadłość, cena nie jest wygórowana. Fakt - też poza moimi możliwościami, niestety :/ Chyba, że stałby się jakiś cud i trafiłabym w lotto, to z zamkniętymi oczami biorę tę posiadłość :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dzisiaj makatka z kieszeniami do dziecięcego pokoju (nad łóżko). Wymiary: 173 x 62 cm. Aplikacja maszynowa, quilting maszynowy + guziki... Sprzedana (Swarzędz).&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TRpIAleJT7I/AAAAAAAAJPM/u788OU42McQ/s1600/DSC03750.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="139" n4="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TRpIAleJT7I/AAAAAAAAJPM/u788OU42McQ/s320/DSC03750.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-7557992984737718357?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/7557992984737718357/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/troche-przystopuje.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/7557992984737718357'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/7557992984737718357'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/troche-przystopuje.html' title='Trochę przystopuję...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TRpIAleJT7I/AAAAAAAAJPM/u788OU42McQ/s72-c/DSC03750.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-604017306269627105</id><published>2010-12-25T16:06:00.001+01:00</published><updated>2010-12-26T19:03:21.881+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pledy Narzuty Kołdry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Odpowiadam Wyjaśniam Sugeruję...'/><title type='text'>Warsztaty Patchworku "Strima"</title><content type='html'>Obiecałam Małgosi Walczak z firmy Strima w Swadzimiu, że wrzucę na mojego bloga informację o Warsztatach Patchworku, które odbędą się w Starym Browarze w Poznaniu, w terminie: 01.02. - 10.02.2011r., co niniejszym czynię, umieszczając w pasku bocznym baner z linkiem do strony.&lt;br /&gt;Będę miała przyjemność poprowadzić te warsztaty, dlatego również ja serdecznie zapraszam do przesyłania swoich zgłoszeń w formie "historii z życia", wspartych oczywiście zdjęciami waszych dotychczasowych osiągnięć (czytaj: prac ;P), niekoniecznie patchworkowych - mogą to być wszelkie inne formy "szyte". Może się przecież zdarzyć, że w kimś szyjącym dotychczas np. ciuchy lub lalki, tkwi ukryty quiltmaker światowego kalibru ;)))... Ze swej strony chciałabym Was również prosić, abyście w swoich zgłoszeniach określili, czego chcielibyście się jeszcze nauczyć... tak "dla siebie". Może jest jakaś technika patchworkowa, która sprawia Wam trudność? Może z czymś chcieliście się kiedyś zmierzyć, ale po nieudanej próbie zarzuciliście to? Chciałabym bowiem dodatkowo "przemycić" Wam jakąś wiedzę, taką "pozawarsztatową", abyście wracali do domu nie tylko z poczuciem pożytecznie, twórczo i sympatycznie spędzonego czasu, z nawiązanymi nowymi przyjaźniami, ale także z wiadomościami, które pozwolą Wam, po powrocie do domu, dalej rozwijać się "patchworkowo" :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Na stronie z informacjami o warsztatach znajdują się fotogafie z moimi patchworkami, które znacie już z mojego bloga ;) Jeden pledzik "Apple Core" nie znalazł się jeszcze na blogu, więc szybko nadrabiam zaległości ;P... Wymiary: 180 x 200 cm. Quilting ręczny.&amp;nbsp;Quilt posiada wyhaftowaną ręcznie sygnaturę o treści: MADE BY SHAYNEEN&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; SEP / OCT 2010.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TRYH4eH22JI/AAAAAAAAJPA/2cHab9YDmy4/s1600/DSC06984%255B1%255D.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="273" n4="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TRYH4eH22JI/AAAAAAAAJPA/2cHab9YDmy4/s400/DSC06984%255B1%255D.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-604017306269627105?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/604017306269627105/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/warsztaty-patchworku-strima.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/604017306269627105'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/604017306269627105'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/warsztaty-patchworku-strima.html' title='Warsztaty Patchworku &quot;Strima&quot;'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TRYH4eH22JI/AAAAAAAAJPA/2cHab9YDmy4/s72-c/DSC06984%255B1%255D.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-144465062045597569</id><published>2010-12-24T23:54:00.005+01:00</published><updated>2011-01-03T19:51:26.632+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Breloki Zawieszki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Boże Narodzenie'/><title type='text'>Wigilia...</title><content type='html'>...Czy jest dla mnie dniem ważnym? Chyba tak, aczkolwiek bardzo dalekie jest mi jej religijne przesłanie. Raczej zawsze była dla mnie tym dniem symbolicznym od innej strony... Dniem pojednania, wspólnoty, miłości, przyjaźni, wyciszenia, przemyśleń, wspomnień... Dniem słów: "przepraszam", "proszę", "dziękuję", "tak się cieszę", "tak mi przykro", "kocham cię" itd... &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A dzisiejsza Wigilia? Spędziliśmy ją we czworo: ja, moje córki i mój tato... Plus Nuka i Ke Tonga... Jeszcze nigdy przy stole nie było tak "kameralnie"... Potem, na chwilę wpadła moja siostra ze szwagrem... A teraz... Taka cisza w domu... W jednym pokoju mój tato. Już śpi. Dzisiaj w miarę dobrze się czuł, więc zawsze to jakiś sukces... W drugim pokoju moje dziewczyny. Dalia śpi. Cyntia siedzi przy kompie. Są takie różne. Jedna chodzi spać "z kurami" i wstaje o 5-tej. Druga siedzi do nocy i ciężko ją wytargać z łóżka o 9-tej rano... W trzecim pokoju - ja. Też już w łóżeczku. Z laptopem na kolanach. Obok mnie, na kołdrze, pochrapuje Nuka... Może o północy przemówi "ludzkim głosem"? :D Już wiem, co mi powie... Że więcej czasu poświęcam bezdomnym zwierzakom, niż jej... Że spacery za krótkie... Że ograniczyłam jej "spożycie" ludzkiego żarełka prosto ze stołu (tyłeczek bowiem jej "przybierał")... Pewnie jeszcze kilka innych rzeczy mi "wyrzyga" ;P... A Ke Tonga?... Ta pewnie nic nie powie... Śpi sobie&amp;nbsp;spokojnie w łazience pod kaloryferem. Czasami muszę ją poszturchać, żeby sprawdzić, czy żyje&amp;nbsp;:))) Wtedy powoooooli otwiera jedno oko i spogląda na mnie, jakby mówiła: "Kobieto, toż to środek zimy!&amp;nbsp;Pozwól mi spać!"...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wigilia... Do końca roku jeszcze parę dni, a mi się od jakiegoś czasu zbiera na podsumowania... Dziwny był ten rok... Czy był dobry? Bywały lepsze... ale też bywały gorsze... Wiem, że wiele przykrych rzeczy by mnie nie spotkało, gdybym była bardziej ostrożna... Gdybym wykazała się, jak na drodze, zasadą "ograniczonego zaufania"... Rok wielkiego sukcesu zawodowego i totalnej klęski osobistej... Podobno nie można mieć wszystkiego, ale... W takim razie, ja chciałabym to podzielić jakoś na pół. Część sukcesu zawodowego zamienić na poprawę w moim życiu uczuciowym... Wiem, nie da się... Wczoraj kolega napisał mi w przysłanej "kartce oczyszczającej": "jesteś mądrą kobietą". Żart! Okazuje się, że w tak prostej "dziedzinie", jak uczucia, wykazałam się totalną naiwnością, zaufaniem na granicy "cienkiej czerwonej linii"... Podobno uczymy się tylko na&amp;nbsp;własnych błędach, więc i ja się nauczyłam... Problem w tym, że wyniesiona nauka zablokowała mnie totalnie na rodzaj męski i teraz w każdym facecie widzę potencjalnego krętacza, kłamcę, playboya... i Bóg wie, co jeszcze...&amp;nbsp;Wiem, że to niesprawiedliwe, bo złe są tylko jednostki, a normalnie, odpowiedzialnie myślący faceci są OK, ale...&amp;nbsp;Będę musiała się z tego wyleczyć. Pytanie: jak długo to potrwa? Czy do następnej Wigilii usiądę ze spokojem i radością w sercu, a nie -jak dzisiaj- z sercem, jak potłuczone, kryształowe lustro? Czy za rok moje oczy będą "suche", a nie, jak dzisiaj, kiedy to łzy kapały mi do barszczu z uszkami... a przy stole wszyscy milczeli ze wzrokiem utkwionym w swoich talerzach, żeby pozwolić mi być z moim smutkiem... żeby nie powiedzieć czegoś, co jeszcze bardziej mnie zrani... Ostatnia taka Wigilia do dupy była 17 lat temu - miesiąc po śmierci mojej mamy... Wtedy wszyscy beczeliśmy. Dzisiaj, na szczęście, łzy płyną tylko po moich policzkach...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Cisza... Taka cisza w domu... Słyszę, jak&amp;nbsp;śnieg z deszczem&amp;nbsp;pada za oknem... Jeśli to w nocy przymarznie, będzie masakra! A miałyśmy iść jutro z Cyntią w plener popstrykać jakieś fotki... w ramach jej fotograficznych ćwiczeń. Będzie dupa z pstrykania :/ Eeeee, tam... Nie ma co narzekać. Nabrałam książek z biblioteki, mam co czytać. Powoli muszę się też zabrać za inwenturę w firmie. Brrrrr :/// ...Odpisać na kilka maili do klientów, bo przed Świętami nie miałam czasu... No, i może w końcu jutro lub pojutrze zmobilizuję się do napisania o skwerku i ławeczce ;P&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A dzisiaj, dla wszystkich czytelników mojego bloga i tych osób, które przysłały mi maile z życzeniami świątecznymi - serduszka na choinkę... z guziczkiem... Co prawda sprzedane już przed ubiegłorocznymi Świętami (Warszawa), ale dopiero dzisiaj wygrzebałam skądś fotkę ;)))&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TRUkodSCHbI/AAAAAAAAJO8/MHSNWR_s7M8/s1600/DSC03474.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" n4="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TRUkodSCHbI/AAAAAAAAJO8/MHSNWR_s7M8/s320/DSC03474.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-144465062045597569?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/144465062045597569/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/wigilia.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/144465062045597569'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/144465062045597569'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/wigilia.html' title='Wigilia...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TRUkodSCHbI/AAAAAAAAJO8/MHSNWR_s7M8/s72-c/DSC03474.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6961405458811641518</id><published>2010-12-24T04:32:00.014+01:00</published><updated>2010-12-24T22:30:03.922+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pledy Narzuty Kołdry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Z chłodem w łóżku, czyli fizycznie o niefizycznym ;)</title><content type='html'>Po trzeciej nad ranem... Wigilijny poranek, a ja już nie zasnę... Obudził mnie totalny ziąb w łóżku. Mieliście kiedyś coś takiego, że coś Wam się śni, budzicie się... i okazuje się po przebudzeniu, że te wyśnione odczucia są jak najbardziej realne? No, to ja tak mam w tej chwili... W pokoju ciepło, kołdrą owinięta, jak kokonem, a całe ciało spowite w totalny chłód! Pod poprzednim wpisem Grey Wolf stwierdził, że Hawaje, to nie moje klimaty... więc dzisiaj te klimaty były całkiem niehawajskie :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Sen... Zima... Zupełnie taka, jak obecnie - mroźna, śnieżna... Siedzę w lesie pod drzewem, na śniegu. Pod tyłkiem zwinięty koc. W dłoni mój szamański bębenek... Nie wiem, gdzie się znajduję, ale spokój, jaki czuję w sobie wskazuje, że dobrze wiem, po co tu jestem. Przyszłam po spokój, wyciszenie... Uderzam delikatnie, rytmicznie, po cichutku w bębenek i również cicho coś intonuję pod nosem... Zaczyna padać śnieg... Najpierw delikatnie... Za chwilę robi się z tego niezła zadymka...&amp;nbsp;Z zupełnym spokojem postanawiam zbudować sobie jakieś schronienie, ponieważ zaczyna się ściemniać. Szukam więc odpowiednich gałęzi... W pewnej chwili&amp;nbsp;dociera do mnie niby zawodzenie, niby kwilenie... Czyjś płacz... Próbuję namierzyć, z której strony dociera, ale w taką pogodę w lesie jest to trudne. Nagle w śniegu dostrzegam lekko przysypane już&amp;nbsp; ślady stóp... Dwie osoby... Idę po śladach...&amp;nbsp;W nadciągającym mroku zauważam jakąś kruchą postać, klęczącą na śniegu i schylajacą się nad czymś. Podchodzę i co widzę? Jakaś może kilkunastoletnia dziewczynka płacze i poszarpuje leżącego w śniegu chłopca. Chłopiec nie daje znaku życia... Dziewczynka też jest już na skraju wyczerpania. Klękam obok i pytam, co tutaj robią, w taką zadymkę, w tak odludnym miejscu. Dziewczynka próbuje coś mówić, ale chyba zarówno z zimna, jak i ze zdenerwowania i wyczerpania, trzęsą jej się policzki i z ust wylatują tylko pojedyncze, ciche, niezbyt zrozumiałe dla mnie słowa... Próbuję to poskładać w całość, ale jest mi trudno, gdyż ona calutki czas szarpie za rękaw chłopca i powtarza bez końca: "Mój brat nie&amp;nbsp;żyje?&amp;nbsp;Mój brat nie żyje?"...&amp;nbsp;Siadam przy chłopcu... Sprawdzam... Żyje, ale jego oddech jest słaby i nie ma z nim kontaktu. Wiem, że muszę działać natychmiast... Jeśli zaśnie w tym śniegu - zamarznie. Pytam dziewczynkę o imię... Paulina... "A brat?" Dziewczynka mówi tak cichutko, że w pierwszym momencie słyszę: Jacek, więc składam to w całość: "Paulinka i Jacek, tak?" Kręci przecząco głową i nieco głośniej już: "Maciek. Brat ma na imię Maciej"... Proszę, żeby wstała i pomogła mi podnieść ze śniegu brata, ale jest tak słaba, że pojmuję już, iż będę musiała sama sobie radzić. Nie jestem zbyt silną kobietą, więc chłopiec, mimo iż najwyraźniej trochę młodszy od siostry, jednak mi nieźle ciąży... Musimy szybko znaleźć przytulne miejsce w gęstych, niskich drzewach, gdzie śnieg nie zawiewa aż tak mocno, zbudować schronienie i natychmiast rozpalić ogień, bo inaczej cienko to widzę... Jest takie miejsce! Jeszcze kawałek, a nie doniosłabym chłopca... Owijam go swoim jedynym kocem i sadzam, opierając o drzewo. Obok sadzam dziewczynkę. W tempie błyskawicznym, moim niezastąpionym "szwajcarem", ścinam dostępne gałęzie świerkowe, strzepuję z nich śnieg i buduję prowizoryczny szałas... Teraz ognisko... Z tym nie mam problemu. Nawet w "mokrych", trudnych warunkach idzie mi to świetnie... Wyciągam z plecaka metalowy kubek, wsypuję do niego trochę śniegu i stawiam w ogniu... Dzieciaki muszą jak najszybciej coś gorącego wypić. Sprawdzam Maćka. Chociaż cały czas nie ma z nim kontaktu, to jednak oddycha. Dziewczynka cały czas pochlipuje narwowo i pyta: "Maciek umrze?" Uspokajam ją, że nie dam im zamarznąć, a tym samym nie dam umrzeć jej bratu, ale musi ze mną współpracować... Woda w kubku jest na tyle ciepła, że dzieci mogą się napić. Ciężko mi napoić chłopca, ponieważ nie ma na tyle siły i świadomości, aby połykać. Trochę jednak wypija. Z Pauliną idzie łatwiej... Próbuję po raz drugi dowiedzieć się, skąd się wzięli w lesie w taką pogodę, gdzie mieszkają... Opornie to idzie... Dziewczynka jest nadal roztrzęsiona. Jedyne, czego się dowiaduję, to to, że wracali autobusem do domu. Autobus zjechał do rowu, ugrzązł, kierowca wysadził pasażerów. Wszyscy się rozeszli, a ona z bratem postanowiła dojść do domu pieszo. Drogą było dalej, więc chcieli iść na skróty. No, i w śnieżnej zadymce zabłądzili. Zgubili po drodze plecaki. Maciek "przetracił" rękawiczki, więc Paulinka dała mu swoje... Jest mi głupio, ponieważ dopiero teraz widzę jej zmarznięte ręce, więc szybko zdejmuję rękawiczki i podaję dziewczynce... Pytam, jak nazywa się miejscowość, w której mieszkają, tym bardziej, że sama nie wiem, gdzie jestem... W tym momencie chłopiec zaczyna wydawać jakieś jęki, więc Paulina znów zaczyna nerwowo szlochać. Trudno mi ją uspokoić. Szczęka zębami... Uparcie pytam o miejscowość, ale nie potrafi z siebie wydobyć dźwięku, więc podaję jej patyk i proszę, by napisała na ubitym śniegu. Próbuje pisać, ale patyk łamie się na pierwszej literze, a ona znów wybucha płaczem. Dalej niewiele wiem, nawet z tej jednej litery, bo albo jest to "C", albo... niedokończone "O" lub "G"??? Nie będę dalej jej męczyła. Odpoczniemy trochę... i w drogę. Nie możemy tutaj zostać... Przyciągam dzieci bliżej ognia i ponownie poję ciepłą wodą. W plecaku znajduję tabliczkę czekolady. Dziewczynka je sama, ale chłopaczkowi muszę wciskać na siłę po kawałeczku. Na szczęście, połyka. Koc miałam tylko jeden i oddałam chłopcu. Żeby było cieplej dziewczynce, przyciągam ją do siebie i tulę mocno. Gładzę uspokajająco po włosach, wystających spod czapki i w tym momencie widzę, że patrzą na mnie oczy pełne ufności. Co ciekawe... Kurczę, gdzieś już widziałam te oczy... albo taki wzrok... Jest w nich coś tak dziwnie znajomego, czego nie potrafię określić. Może widziałam już je kiedyś w jakimś śnie? Bo przecież dziewczynka ze snu jest mi zupełnie obca... Ma piękny odcień włosów! Identyczny miała kiedyś moja Dalia... zanim nie zaczęła eksperymentów z farbowaniem, bo raz czy drugi ktoś jej dokuczył. Mam nadzieję, że ta dziewczynka kiedyś będzie mądrzejsza, niż moje dziecię... Powoli przymyka oczy. Zasypia... OK, niech się trochę prześpią, bo przed nami jeszcze droga... Bóg raczy wiedzieć, jaka długa :/... W pewnym momencie w kieszeni Paulinki kurtki wyczuwam coś twardego. Wyciągam... Komórka! Ja swojej przy sobie nie mam. Myślę sobie: "Bingo! Z pewnością ma w komórce jakieś numery do rodziców, znajomych..." Od razu zostaję sprowadzona na ziemię. Komórka rozładowana. No, tak -myślę sobie- przecież ktoś już na pewno szuka tych dzieci, więc gdyby komórka działała, dzwoniłaby nieustannie... Kolejna załamka... Jest chyba środek nocy, ale trzeba iść dalej. Gaszę ognisko.&amp;nbsp;Budzę dzieci. Paulina wstaje bez oporów, natomiast z Maćkiem jest spory problem. Chłopiec jest nadal bardzo słaby. Mimo wszystko postanawiam go nieść. Jeśli będzie mógł przejść chociaż kilka kroków o własnych siłach, też będzie sukces... Wychodzimy z naszej kryjówki... Nie wiem, w którą stronę iść. Nie znam terenu. Staję więc przez chwilę z zamkniętymi oczami i wsłuchuję się w głos własnej intuicji... Ruszamy... Śnieg nieustannie pada, ale nie ma już takiej zadymki. Prawie pełnia księżyca, więc nie jest aż tak ciemno... Nie wiem, jak daleko idziemy... Jestem już zmęczona dźwiganiem chłopca, ciągłymi przystankami na odpoczynek... Paulinka też wycieńczona, zaczyna znów płakać, więc uspokajam ją, jak mogę. Damy radę! Musimy dać!... W pewnym momencie las się kończy i wychodzimy na otwartą przestrzeń. W świetle księżyca widać zarys jakiegoś kościoła. Paulinka krzyczy, że zna ten kościół! Tu, niedaleko, jest też szkoła do ktorej chodzą! Wstępuje w nas nadzieja, a we mnie jakieś dodatkowe siły, bo nagle przestaję czuć ciężar niesionego chłopca... Postanawiam, że idziemy w stronę kościoła i tam poprosimy o pomoc, ale dziewczynka ostrzega mnie, że musimy uważać, bo gdzieś pod tym śniegiem musi być rzeczka. Idziemy ostrożnie. Jest! Rzeczka! Wąziutka, zamarznięta, ale stąpam powolutku po lodzie. W końcu niosę dodatkowy ciężar! Udaje nam się przejść... Dziwny ten kościół. Nigdy takiego nie widziałam. Połowa z cegieł, połowa z jakiegoś muru pruskiego. Konstrukcja rewelacyjna, nie ma co :/ Łazimy dookoła... Walimy w drzwi czegoś, co chyba jest plebanią. Cisza... Ruszamy dalej... Nagle Maciek zaczyna wymiotować. Sadzam go pod jakąś figurką na kształt kapliczki i wycieram. Sama czekolada, którą go karmiłam... Idziemy... Pukamy do pierwszego domu. Cisza... W drugim to samo... Ciemno w całej wsi. W dodatku nie wiem, gdzie jesteśmy... Ponownie zrywa się straszna zadymka, ale tym razem w dziewczynkę wstępuje jakaś siła. Zna drogę do domu! Prowadź, więc, dziecko, prowadź! Znów nie wiem, jak daleko idziemy, bo i ta zadymka... i te ciągłe przystanki... Równie dobrze mogłoby to być 100 metrów, jak i 100 kilometrów. Tracę wyczucie odległości. Tym bardziej, że w pewnym momencie Maciek zaczyna krwawić z nosa. Pewnie przemęczenie... Przystajemy... Przykładam mu śnieg na kark, żeby zatamować krwawienie. Mimo wszystko robi się jakiś bardziej komunikatywny. Nawet przez moment z zainteresowaniem ogląda mój szamański bębenek, pyta, co to i oświadcza, że on też taki by chciał :) Odpowiadam, że może kiedyś... Ruszamy... W pewnym momencie Paulinka krzyczy, że widzi ich dom. Doszliśmy! Dochodzimy do jakiegoś podwórka. W domu ciemno. Podchodzimy do drzwi. Sadzam Maćka na progu i opieram o drzwi. Pukam... Pewnie wszyscy śpią? A może nie ma nikogo? Może szukają zaginionych dzieci? Jakieś szuranie wewnątrz... Moja misja się skończyła. Jeszcze raz przytulam Paulinę i odchodzę. Już są bezpieczni. Dziewczynka jednak wybiega za mną na drogę. Prosi, żebym poczekała, ale tłumaczę, że na mnie w domu też czekają moje dzieci. Przede mną chyba długa droga? Tuli się do mnie i pyta, czy mnie jeszcze zobaczy, bo przecież uratowałam im życie... W tym momencie chyba ktoś wyszedł z domu i zobaczył na progu chłopca, bo nagle słyszę krzyk jakiegoś mężczyzny: "Kasia, szybko! Kaśka! Kaśka!"... I po chwili nawoływanie: "Paulinka! Jezu, gdzie jest Paulinka?! Paulina! Gdzie jesteś, dziecko?!" Głos jest tak zdesperowany i rozpaczliwy, że każę dziewczynce iść do domu... A ona mi na to, że chce mnie jeszcze zobaczyć. Gdzie ma mnie szukać? Uśmiecham się, patrzę w te łagodne oczy i mówię: "Kiedy będziesz tylko chciała, zawołaj mnie, a ja przyjdę". "Tak tylko zawołać?" - pyta... "Tak, tylko zawołaj" - odpowiadam... I idę w drogę powrotną... Tam, gdzie stał ten dziwnie "poskładany" kościół. Mam nadzieję, że stamtąd dostanę się jakoś do domu... jakkolwiek miałabym daleko... Zimno mi w tej zadymce... Płatki śniegu i kryształki lodu smagają moją twarz, ale mam poczucie spełnionego obowiązku... Chociaż pewnie nie tak miał wyglądać mój szamański "seans" wyciszenia w zimowym lesie :)))... I z tego właśnie snu wybudziłam się całkowicie zziębnięta... w ciepłej kołdrze... Kolejny, dziwny sen...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Było o dzieciach, więc i praca będzie dziecięca... Pledzik dla małej Ksenii z Belgradu... Wymiary: 120 x 200 cm. Szyty techniką aplikacji maszynowej, z motywami Sunbonnet Sue; quilting maszynowy i ręczny; haft ręczny. Quilt posiada wyhaftowaną ręcznie (bluework) sygnaturę o treści: MADE BY SHAYNEEN&amp;nbsp;&amp;nbsp; NOV / DEC 2010.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TRUQvdR4J-I/AAAAAAAAJO4/zpPxVm8cSKw/s1600/DSC07925.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" n4="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TRUQvdR4J-I/AAAAAAAAJO4/zpPxVm8cSKw/s320/DSC07925.JPG" width="220" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6961405458811641518?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6961405458811641518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/z-chodem-w-ozku-czyli-fizycznie-o.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6961405458811641518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6961405458811641518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/z-chodem-w-ozku-czyli-fizycznie-o.html' title='Z chłodem w łóżku, czyli fizycznie o niefizycznym ;)'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TRUQvdR4J-I/AAAAAAAAJO4/zpPxVm8cSKw/s72-c/DSC07925.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-9056408824696687864</id><published>2010-12-19T18:40:00.000+01:00</published><updated>2010-12-19T18:40:23.737+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bieżniki Obrusy Serwety Serwetki'/><title type='text'>Gorąco przed Świętami...</title><content type='html'>...Kiedyś lubiłam taką przedświąteczną gorączkę, teraz - nie :/ Wszystko jakieś takie skomercjalizowane... Ciągła gonitwa... Dzieciaki robią prezenty do szkoły... To nie, tamto nie... To za tanie, to niemodne... Głupota... Ogólnie dzieciaki stawiają na prezenty "kultowe" w chwili obecnej, czyli z metką znanej firmy, tudzież gadżety naszego poznańskiego "Kolejorza" ;))) Jakby się ktoś pytał, nie mam jeszcze prezentów dla moich bliskich ;P Nadrobię, aczkolwiek pomysły na powyższe mam jakieś "mieszane"...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pierniczki dzieciaki upiekły wczoraj. Dodatkowo całe pudełko ciasteczek imbirowych. Pycha! Ciasteczka imbirowe, to już tradycja w naszym domu, więc myślę, że dziewczyny "poniosą" ją dalej... Upiekę jeszcze makowiec, sernik... i może jakiegoś keksa? Wystarczy...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; "Kartki oczyszczające" napisane... W ilości sztuk 62 ;) Zabrało mi to sporo czasu, ale myślę, że warto było. Koleżanka Olka zaskoczyła mnie, ponieważ swoją "kartkę" przysłała mi już teraz. Wyprzedziła mnie w tym roku ;)&lt;br /&gt;...I tak powoli zmierzam w kierunku Świąt, chociaż pracy (zawodowo) jeszcze sporo, obowiązków w domu też, a i więcej uwagi muszę poświęcić mojej starszej córce. Trudny okres dojrzewania się kłania :/ Też tak macie ze swoimi dorastającymi pociechami??? ;)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Za oknem zima w pełni, a ja dzisiaj miałam taki cudownie letni i ciepły sen :) Jakaś tropikalna wyspa... Ja na hamaku wyplatanym z trawy... w bikini w lazurowym kolorze (identycznym, jak kolor oceanu) i pomarańczowym pareo... Leżę sobie błogo z zamkniętymi oczami. Wsłuchuję się w szum oceanu... Nagle ciepły dotyk na mojej ręce, więc zrywam się ze strachem. Przy hamaku całkiem wytatuowany polinezyjczyk. Mówię Wam, Kobiety! Jaki on był przystojny! Niczym facet z reklamy batonika&amp;nbsp;"Bounty" :))) Najgorsze, że nie mogliśmy się dogadać, więc facet ciągnie mnie za rękę i pokazuje na stojącą na brzegu łódź. Najpierw podchodzę do niego nieufnie, ale widzę, że dobrze patrzy mu z oczu, więc wsiadam z nim do tej łodzi... Płyniemy najpierw kawałek w głąb oceanu, a potem wzdłuż brzegu, tak, aby go nie tracić z oczu... W pewnym momencie zauważam, że zaczynamy się zbliżać do powbijanych krzywo, ale dość gęsto, grubych pali, wystających nad powierzchnię wody. Podpływamy. Woda jest wyjątkowo czysta, więc widzę, że między palami pływa ranny delfin. Nie wiem, jak to się dzieje, ale telepatycznie udaje mi się nawiązać z nim kontakt. Jest to tym bardziej dziwne, ponieważ absolutnie nie rozumiem faceta, siedzącego ze mną w łódce ;) Delfin "mówi" mi, że kilkanaście mil dalej, w podobnej zasadzce, uwięziona jest jego partnerka i -również telepatycznie- wskazuje mi kierunek. Facet w łódce daje mi znak, że musimy spróbować poruszyć kilka pali, aby uwolnić delfina... Szarpiemy, łódką telepie, robią się niezłe fale, a ja przecież... nie umiem pływać (przynajmniej kiepsko mi to idzie ;/)! Udaje nam się jednak wyrwać jeden pal! Delfin, widząc zapewne możliwość wyswobodzenia, zaczyna nam pomagać. Uderza swoim ciałem ze wszystkich sił w&amp;nbsp;sąsiednie pale. To jednak powoduje takie wzburzenie wody i telepanie łodzią, że... wypadam z niej! Czuję, że spadam powoli na dno, ale ani nie krztuszę się wodą, ani nie czuję strachu... Z zaciekawieniem przyglądam się wszystkiemu w podwodnym świecie... Pobudka!!! Nie wiem, co było dalej... Ale facet był super :), a delfin też całkiem sympatyczny ;) Poza tym, to błogie ciepełko w mroźną, grudniową noc za oknem... Bezcenne! :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; To dzisiaj praca w klimacie równie letnim... mocno prowansalskim... Bieżniczek uszyty jako "pokazówka" w swadzimskiej "Strimie". Wymiary: 40 x 100 cm. Quilting maszynowy.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TQ5CX-bSYzI/AAAAAAAAJOo/2wxi1kC0jNU/s1600/DSC07388.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="134" n4="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TQ5CX-bSYzI/AAAAAAAAJOo/2wxi1kC0jNU/s320/DSC07388.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-9056408824696687864?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/9056408824696687864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/goraco-przed-swietami.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/9056408824696687864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/9056408824696687864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/goraco-przed-swietami.html' title='Gorąco przed Świętami...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TQ5CX-bSYzI/AAAAAAAAJOo/2wxi1kC0jNU/s72-c/DSC07388.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6316362821827750956</id><published>2010-12-13T21:15:00.000+01:00</published><updated>2010-12-13T21:15:12.524+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Torby Torebki'/><title type='text'>Trochę cierpliwości... ;)</title><content type='html'>Kasia z Bydgoszczy, w komentarzu do poprzedniego wpisu, upomniała się o obiecaną&amp;nbsp; dwa miesiące temu opowiastkę o "magicznym" skwerku i równie "magicznej" ławeczce... Pamiętam, pamiętam. Tym bardziej, że obiecałam to również Szaremu Wilkowi i Rhianone. Zabierałam się już&amp;nbsp;za to&amp;nbsp;wielokrotnie, ale opowieść jest baaardzo długa i jakoś tak ją odkładałam. Okazuje się bowiem, że to miejsce jest ważne nie tylko dla mnie i Rhianone, ale także dla pewnego sympatycznego, starszego Pana (i jego żony), z którym miałam przyjemność rozmawiać na tej ławce w pewien chłodny, październikowy dzień. To właśnie jego historię związaną z tą ławką chciałabym Wam opowiedzieć, gdyż jest niezwykła... a przy okazji "przemycę" coś swojego ;) Biorąc pod uwagę nasze wspólne emocje związane z tym miejscem, nazwałam tę ławeczkę "Ławeczką Miłości, Wspomnień i Ważnych Decyzji" :))) Musicie się jednak uzbroić w cierpliwość, ponieważ z czasem u mnie ostatnio krucho i pisanie poszło na bok... Co nie znaczy, że w ogóle nie piszę! Piszę, piszę! Mam taki zwyczaj, że co roku od początku grudnia zaczynam pisać do moich Przyjaciół, znajomych... i innych osób, którym chciałabym coś ważnego powiedzieć... To takie podsumowanie przed Świętami i końcem roku :)))... Zamiast kartek świątecznych :))) Czasami są to maile, czasami całe listy wyedytowane "ozdobnie" w edytorze tekstu... Potem to zapisuję w kopiach roboczych i dzień przed Wigilią masowo wysyłam ;) Zaczynają się zwykle od słów: &lt;br /&gt;"Chciałabym Ci powiedzieć, że..." &lt;br /&gt;"Chciałabym Cię przeprosić za..."&lt;br /&gt;"Chciałabym podziękować Ci za..."&lt;br /&gt;"Jesteś dla mnie Ważna / Ważny, bo..."&lt;br /&gt;"Jest mi przykro, ponieważ..."&lt;br /&gt;"Myślę, że warto byłoby..."&lt;br /&gt;"Było źle... Czy nie sądzisz, że..."&lt;br /&gt;...lub w podobnym tonie... To taka terapia "oczyszczająca i naprawcza" :) Co ciekawe - działa i faktycznie oczyszcza radykalnie to, co się w minionym roku "zatruło", jednocześnie przynosząc ulgę&amp;nbsp;wszystkim stronom... Tam z kolei, gdzie układy były cały rok "zdrowe", umacnia je jeszcze bardziej... Moi znajomi już się do tego mojego "rytuału" tak przyzwyczaili, że czasami wychodzą z tego zabawne nieporozumienia :) Dwa lata temu, dzień przed Wigilią mój net chodził tak mułowato, że wysyłałam te moje "kartki oczyszczające" cały wieczór. Mam znajomych -małżeństwo- gdzie napisałam osobno do każego z nich. Żeby sobie ułatwić sprawę, wysłałam dwie "kartki" w jednym mailu, prosząc, by koleżanka przekazała swojemu mężowi tę, adresowaną do niego. Zapomniała. W Wigilię późnym wieczorem - telefon od kolegi z pytaniem, czy się na niego obraziłam... co "aż" takiego złego zrobił, że nie przyszła do niego "kartka oczyszczająca". Okazało się, że przez całą kolację wigilijną nie dawało mu to spokoju i musiał zadzwonić, a "odpowiedź" siedziała obok niego przy stole :) Kilku znajomych tak się tym ode mnie "zaraziło", że zaczęli praktykować podobne "oczyszczanie" i wysyłają sobie "kartki" wzajemnie... a zdarzy się, że ja dostaję "karteczkę", zanim wyślę swoją ;)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dzisiaj przekornie nic zimowego... Letnia, lniana torebka z aplikacją przestrzenną. Sprzedana (Warszawa).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TQZ9XkfaRyI/AAAAAAAAJOk/loJZ1E3RYyU/s1600/DSC04951.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" n4="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TQZ9XkfaRyI/AAAAAAAAJOk/loJZ1E3RYyU/s320/DSC04951.JPG" width="208" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6316362821827750956?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6316362821827750956/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/troche-cierpliwosci.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6316362821827750956'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6316362821827750956'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/troche-cierpliwosci.html' title='Trochę cierpliwości... ;)'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TQZ9XkfaRyI/AAAAAAAAJOk/loJZ1E3RYyU/s72-c/DSC04951.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-5779768514301641836</id><published>2010-12-10T23:25:00.000+01:00</published><updated>2010-12-10T23:25:38.256+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Dzisiaj szybko i krótko...</title><content type='html'>...bo padnięta jestem strasznie :) Zawalona pracą, grzęznę w stertach tkanin, a maszyna furczy, że hej! Do Świąt muszę jeszcze sporo&amp;nbsp;przerobić...&lt;br /&gt;Przede wszystkim chcę podziękować Paulinie za miłego maila, który mnie od rana podbudował pozytywnie i postawił na nogi :) To miłe, że są wśród bloggerów takie bratnie dusze, wychodzące poza utarte ramki "niby-normalności", broniące swojej odmienności... Chociaż, czy to odmienność? Raczej spojrzenie na te same sprawy innymi oczami, z innej perspektywy... Zapewniam Cię, Paulino, że nadal będę "nazywała rzeczy takimi, jakimi są, a nie takimi, jakimi ktoś chciałby je widzieć". Bardzo mi się to Twoje stwierdzenie spodobało i postaram się być mu wierna. Tobie również życzę wytrwałości w Twoich postanowieniach i wysyłam "mentalnie" pozytywną energię :)))... A telewizora u mnie póki co nie mogę wyrzucić, gdyż by mnie pewnie moje córki zakrakały, ale w dalszej perspektywie, kto wie?... Kto wie? Pewnie i telewizor wyjedzie, jak u Ciebie&amp;nbsp;:)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Kilka słów do Asi z Krakowa, która zostawiła komentarz pod poprzednim wpisem... Asiu, proszę, opisz mi całą sytuację w mailu. Jeśli będę miała jakieś szczegółowe pytania - zapytam... i oczywiście będę starała się pomóc. Nie musisz mi za nic płacić! Ja za pomoc nie biorę pieniędzy :))) Jeśli jednak lepiej się poczujesz "płacąc", to wolałabym, żebyś w ramach zapłaty zaniosła paczkę karmy do najbliższego schroniska dla bezdomnych zwierząt lub kupiła ziarno i nakarmiła nim krakowskie łabędzie :)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dzisiejsze serduszka na poduszce dedykuję Paulinie, życząc jej siły i wytrwałości oraz Asi, żeby uwierzyła, że wszystko będzie dobrze :)))... Poduszka jest do sprzedania - wisi w jakiejś galerii internetowej, ale nie pamiętam w jakiej&amp;nbsp;;P&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TQKoULXoNWI/AAAAAAAAJOc/gbbnmgozpjE/s1600/DSC05910.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="260" n4="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TQKoULXoNWI/AAAAAAAAJOc/gbbnmgozpjE/s320/DSC05910.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-5779768514301641836?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/5779768514301641836/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/dzisiaj-szybko-i-krotko.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5779768514301641836'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5779768514301641836'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/dzisiaj-szybko-i-krotko.html' title='Dzisiaj szybko i krótko...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TQKoULXoNWI/AAAAAAAAJOc/gbbnmgozpjE/s72-c/DSC05910.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-4978508343458220636</id><published>2010-12-09T19:45:00.000+01:00</published><updated>2010-12-09T19:45:06.018+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>To się posypało... :)))</title><content type='html'>...Posypało się po wczorajszym wpisie. Naczytałam się maili, które do mnie przyszły. Temat okazał się kontrowersyjny... Jedna z moich imienniczek podziękowała mi, że napisałam o tym wszystkim tak otwarcie. Okazuje się, że M. też od kilkunastu lat "szamani", co prawda w odmiennych od moich dziedzinach, ale zawsze trudno jej było o tym mówić, gdyż&amp;nbsp;reakcje ludzi były skrajnie różne. Zapewne tak skrajne, jak maile, które otrzymałam :))) Bo, przykładowo, B. zarzuciła mi, że jestem okropną kobietą, ponieważ gdyby ona dowiedziała się, że musi pomóc komuś znajomemu, zrobiłaby w tym kierunku wszystko... Zapewniam, że ja też z reguły robię "wszystko". Istnieje jednak coś takiego, jak wolna wola, nadana każdemu z nas i mi nie wolno w nią ingerować. Pomagam, jeśli widzę, że moja pomoc ma sens, nie zostanie odrzucona lub potraktowana jako coś, delikatnie mówiąc, "szemranego". Owszem, zdarzają się przypadki, kiedy działam "bez zapowiedzi". Dotyczą one osób bardzo dobrze mi znanych, z którymi mam "zdrowe" układy, które wiedzą, że mogą na mnie liczyć i nie zdziwi ich mój widok w drzwiach w środku nocy z tekstem na ustach: "Cześć. Jestem tu, ponieważ wiem, że mnie potrzebujesz". Jestem w stanie niezapowiedzianie jechać kilkaset kilometrów do znajomego, żeby go wesprzeć w ciężkich chwilach i wcisnąć w jego dłoń, specjalnie dla niego wykonany, wzmacniający skrypt. Nie mogę jednak ingerować w życie kogoś, kto być może uważa, że wszystkie złe rzeczy, jakie wokół niego się dzieją są albo przypadkiem, albo zrządzeniem losu, na który nikt nie ma większego wpływu, a tym samym są nieodwracalne i... jakoś się same rozwiążą. Nie chcę usłyszeć w chwili, kiedy wyciągam dłoń: "Spadaj, mała. Tam są drzwi" lub "Wiesz, jesteś żałosna". Dlatego stwierdzenie B. niejako mnie krzywdzi... Zasmuciły mnie też (a może bardziej wnerwiły) zarzuty innej osoby, że to, czym się zajmuję, jest... grzechem!!! Jeśli grzechem jest robić coś, co komuś ma pomóc, to czegoś tutaj nie rozumiem. To lepiej stać i patrzeć jak wypełnia się "wola Boża" (cytat z maila) i nic nie robić?! Zatem, wszyscy zamknijmy się w swoich domach, tylko ze swoimi problemami i... czekajmy... właściwie nie wiadomo, na co... Niech się wypełnia :/ ...A kwestia "grzechu"? Z tego wynika, że wszystkie ludy tubylcze, na wszystkich kontynentach, których wierzenia i praktycznie całe życie oparte jest na zaufaniu wielowiekowej wiedzy szamanów i magii - grzeszą!!! Pewnie, już się tak utarło, że tylko "biały człowiek", z własną religią, wkraczający z Biblią pod pachą w świat ludów tubylczych, jest czysty i nieomylny... A jego religia i obrzędy z nią związane nie są żadną magią (!), a Jedyną Prawdą! Zapewne w tym momencie wielu osobom się narażam, ale takie są fakty. Jak sięgnąć pamięcią wstecz, z działań "białych ludzi" w kierunku "nawracania" i walki z "pogaństwem" nigdy nic dobrego nie wynikało. Zawsze tylko "ogniem i mieczem" :/ Śmierć, cierpienie i upokorzenia... Indianie, Aborygeni, tubylcze plemiona afrykańskie... Kahuni z Polinezji... Zamiast czerpać z mądrości tubylców, wiele z ich wiedzy zostało zaprzepaszczone... bezpowrotnie... Ale co tu dużo szukać! Wystarczy policzyć wszystkie stosy z czarownicami... w Europie... czyli "u siebie" :/ ... Grzech???!!!... Kurczę, dobrze, że nie żyjemy w czasach Świętej Inkwizycji, bo już bym tego wpisu nie dopisała do końca :))) &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dzisiaj "rozjaśnię" trochę patchworkową poduszką z wzorem "Yankee Puzzle". Były dwie identyczne sztuki. Sprzedane (Warszawa).&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TQEiYLKw2XI/AAAAAAAAJOY/zjLd2uwFa0Y/s1600/DSC05880.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="290" n4="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TQEiYLKw2XI/AAAAAAAAJOY/zjLd2uwFa0Y/s320/DSC05880.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-4978508343458220636?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/4978508343458220636/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/to-sie-posypao.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4978508343458220636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4978508343458220636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/to-sie-posypao.html' title='To się posypało... :)))'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TQEiYLKw2XI/AAAAAAAAJOY/zjLd2uwFa0Y/s72-c/DSC05880.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-2529411455622761872</id><published>2010-12-08T22:44:00.003+01:00</published><updated>2010-12-22T12:25:31.970+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Torby Torebki'/><title type='text'>Szamanizm i inne czary-mary... ;)</title><content type='html'>Firefox w komentarzu do wpisu o nim, napomknął o moich ciągotach w kierunku szamanizmu i innych spraw określanych mianem magicznych, dlatego chyba czas wyjaśnić, skąd u mnie się to wzięło ;) Skąd... Hmm...&amp;nbsp;Odkąd pamiętam "trochę więcej widziałam, trochę więcej słyszałam i trochę więcej czułam", więc to, co&amp;nbsp;przez większość osób uważane jest za "nieracjonalne", dla mnie było czymś normalnym i z czasem rozwijało się... i rozwijało... i rozwijało... Czy to wrodzone? Nie wiem. Chociaż ostatnio Krzysztof, któremu "te sprawy" też nie są obce z uwagi na jego własne zdolności w tych kierunkach, stwierdził, że w moim przypadku decyduje jakiś magiczny "gen" po przodkach. W swoich rozważanich na ten temat posunął się nawet do przypuszczenia, że moje dzieci też jakąś cząstkę tych zdolności posiadły :) To się akurat może zgadzać, gdyż Cyntia wykazuje się ostatnio zupełnie niekontrolowanymi działaniami w tym kierunku. Co ciekawe - mówi o tym dość swobodnie, chociaż widzę, że często ją to zaskakuje... kilka razy jednak skwitowała to stwierdzeniem: "zaczynam się siebie bać" :D&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A ja? No, cóż... Nauczyłam się z tym żyć, chociaż z reguły bardziej mi to życie utrudnia niż w nim pomaga. Kiedyś nie potrafiłam mówić o tym otwarcie, gdyż reakcje ludzi były różne. Później, kiedy nawet ci opozycjoniści przychodzili do mnie i mówili: "pomóż", po czym, z pokorą chylili głowy, kiedy moje działania przynosiły pozytywne efekty - przestałam się z tym kryć... Tak już jest, że szewc bez butów chodzi. Nie potrafię pomóc magią ani sobie, ani moim najbliższym. Blokada obejmuje -stosując określenie prawniczo-podatkowe :)))- zerową grupę spadkową i czasami też pierwszą :))) Natomiast wykazuję się bardzo wysoką skutecznością jeśli chodzi o dalszą rodzinę, przyjaciół, znajomych i... obcych ;) Dziedziny??? Różnie to bywało... Kiedyś, bardzo dawno temu, przemówił do mnie Tarot. Było nam ze sobą dobrze, dopóki na mojej drodze nie stanęły runy. Powolutku, powolutku... "Mówiły" do mnie coraz jaśniej, aż przyszedł czas na tworzenie skryptów i sigili. Skuteczność wyjątkowo wysoka - sprawdzone w praktyce ;) Szamanizm... Hmm... To jest już inna para kaloszy i nie będę się nad tym rozwodziła. Głównie formy oparte na pracy z Przewodnikiem, ale zbaczam czasami na inne ścieżki... Stwierdzenie "szamanka" jest mocno przesadzone, gdyż nią po prostu nie jestem; to nie takie proste. Natomiast spodobało mi się określenie Firefoxa: "szamani" :)&amp;nbsp;Tak, nie czaruje, a po prostu szamani :) Dobre! Kupuję to! Więc, Moi Drodzy, szamanię od czasu do czasu, na usługi innych...&amp;nbsp;A skutki? Na siebie "zbieram" wszystkie konsekwencje, ale skoro otrzymałam taki dar, to chyba tak już musi być i nie ma co narzekać. Poza tym, cieszę się, kiedy mogę pomóc, bo w życiu tak jest, że nie wszystko załatwi "szkiełko i oko"... A że "przychodzą" do mnie z "tamtej strony"? Akurat przychodzi tylko Babcia i Sebastian, więc dla mnie to sama przyjemność :))) Chociaż... Ostatnio to zero przyjemności :/ Od kilku nocy "nawiedza" mnie Babcia z histerycznymi prośbami, bym pomogła osobie, której nie chcę pomóc. Chociaż... Wróć! To nie jest tak, że nie chcę pomóc! Chcę!!! Tylko, że ta osoba nie chce kontaktu ze mną... Najpierw, w ubiegłym tygodniu, w nocy ze środy na czwartek, Babcia na spokojnie: "Skontaktuj się i pomóż". A ja na to, że ani mi się śni... Kolejna noc... Babcia już nieźle wkurzona, rozhisteryzowana. Nawet mnie we śnie za rękę szarpnęła:/ Do rękoczynów doszło! Wmawia mi, że to ostatni dzwonek, bo potem negatywna energia jednego wydarzenia będzie "rodziła" kolejne i "sznurek" tragedii się rozwinie... Stanowczo mówię: "Nie!"...Noc następna... Powtórka z rozrywki... Tym razem Babcia powołuje się na uczucia: "Przecież tak bardzo go kochałaś". Kochałaś??? Żart! Mało powiedziane! Ty jedna, Babciu wiesz, co do teraz dzieje się w moim serduchu - walka przygasa, ale ciągle trwa. Świeże! Nie pomogę jednak człowiekowi, przez którego wylałam morze łez, a który mnie olał, odrzucił kilkakrotnie wyciągniętą w geście przyjaźni rękę, a w końcu nawet upokorzył. Dupa! Nie pomogę!... Kolejnej nocy Babcia nie dość, że na mnie wrzeszczy, to próbuje "ugłaskać", że skoro już nie jemu, to chociaż jego bliskim, bo o to najbardziej chodzi. Nie poddaję się. W końcu nie znam ludzi... Ona też nie daje za wygraną i w tym śnie próbuje przemawiać do mnie jakimiś dziwnymi "obrazami". Nie potrafię tego określić, ale to tak, jakby mnie zabierała z tego snu w różne dziwne miejsca, żebym zobaczyła... teraźniejszość?... przyszłość? Bo we śnie siedzimy na ławce przed domem i nagle Babcia chwyta mnie za rękę: "chodź, zobacz" i przenosimy się... Najpierw... chyba jakaś wieś... albo opłotki jakiegoś małego miasteczka? Prowadzi mnie drogą w kierunku jasno otynkowanego domu. Staje pod oknem i każe mi przez to okno zajrzeć do środka. "Zobacz!" Nie podchodzę; nie chcę patrzeć... Wnerwia się i wracamy na ławkę. Niewiele z tego rozumiem... Znów bierze mnie za rękę... Tym razem jakiś budynek. Wchodzimy do środka. Jakiś pokój, niby biuro, czy cóś. Sporo rozgadanych ludzi. Każe mi słuchać, o czym mówią, ale zatykam uszy i wybiegam na zewnątrz... Ławka... Znów ręka i "wycieczka" - tym razem jakiś szpital. Stajemy przy szybie. Za szybą ktoś leży pod mnóstwem dziwnej aparatury, ale nie widzę kto to. Ciągnie mnie za rękę, żebyśmy weszły, ale wyrywam się i uciekam... Ławka... Babcia prosi, żebym chociaż jeszcze raz nawiązała kontakt. Mówię, że nie, ale obiecuję wymyślić coś innego... Wczoraj wpadam na pomysł, konstruuję lekko prowokacyjny i "naprowadzający" tekst i umieszczam go w dwóch miejscach w necie. Zero reakcji... Dzisiejszej nocy Babcia mocno niezadowolona. Tym razem poszła na całość i "przytargała" ze sobą... Sebastiana! :))) Tak więc we dwoje na mnie wsiedli... Bezskutecznie... Mimo, iż "przenieśli" mnie w kolejne "obrazy": najpierw jakaś dziewczynka pędziła z płaczem przez szpitalny korytarz; potem w&amp;nbsp;jakimś parku jakiś facet dawał jakiejś dziewczynie jakieś pieniądze i miałam się przysłuchać, o czym mówią - nie chciałam; w końcu na jakiejś szosie zator, pełno ludzi i pojazdów, zamieszanie, policja... Sebastian próbuje mnie wciągnąć w sam środek tego bałaganu, ale się wyrywam i uciekam; potem stoimy przed jakąś windą i mamy do niej wsiąść, ale gdy widzę, że winda się zatrzymuje na parterze, a Seb chce otworzyć drzwi - wybiegam na ulicę... Tak więc, takie szopki mam od kilku nocy... aż się boję, co będzie dzisiaj :))) Jedno jest pewne - nie polegnę i pierwsza ręki nie wyciągnę...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Żeby jeszcze było śmieszniej i żeby mnie "ukarać" za moją upartość (tak myślę), w domu w ostatnich dniach dzieją się rzeczy dziwne, do których moi domownicy już się przyzwyczaili. W nocy z lodówki znika jedzenie, chociaż pewne jest, że nikt w nocy nie podjada :))) Dzisiaj rano Cyntia znalazła... drut do robótek (!) wbity w moją kurtkę! Pies snuje się po domu, chowa po kątach i popiskuje. Ktoś wali w drzwi wejściowe, otwieram, a tam pusto - żywego ducha na klatce schodowej. Przedmioty w domu przemieszczają się same... Plamy na spódnicy Dalii, których w żaden sposób nie szło niczym wywabić... nikną w oczach! &amp;nbsp;Cuda - nie cuda! :))) Tak, więc, jeśli ktoś myśli, że szamanizm i&amp;nbsp;inne praktyki "magiczne"&amp;nbsp;to takie sobie "hokus-pokus" - bardzo się myli. To "podróż w jedną stronę". Z jednej strony pomagasz, z drugiej zbierasz ciosy. Coś za coś. Myślę, że Firefox wie, o czym mówię. On też "zbiera" na siebie ciosy ze snów dotyczących innych osób. Jest mu z pewnością ciężko kogoś ostrzegać&amp;nbsp;przed czymś...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; To dzisiaj wrzucę pracę, z którą wiąże się też pewna zabawna historia magiczna :) Coś latem szyłam i została mi resztka grubej, czarnej tkaniny. Uszyłam z niej malutką torebeczkę, tzw. imprezówkę, z myślą o moich dziewczynach. Żadna jednak nie chciała, więc wrzuciłam fotki do Pakamery. Nie sądziłam, że szybko pójdzie, a że miałam w domu wymieniane okna i związany z tym bałagan, wpakowałam gdzieś torebeczkę z innymi rzeczami. Zapomniałam. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po kilku dniach torebka się sprzedała. Problem w tym, że nie mogłam jej znaleźć :) Przewaliłam wszystkie miejsca, gdzie mogłam ją schować. Pudło! Poprosiłam więc na GG Krzysztofa, aby użył swoich mocy jasnowidzących do odnalezienia torebki, ale było to raczej w żartach, ot tak... rzucone sobie... I Krzysztof... ot, tak... rzucił sobie "miejsce", gdzie jest torebka... Nie szukałam, bo przecież niby to było w żartach. Następnego dnia od rana wyszperałam jeszcze kawałek tkaniny i zabrałam się za szycie duplikatu. Kiedy już torebeczka była gotowa, potrzebowałam jakiegoś ciucha... wkładam rękę do szafy... wskazanej poprzedniego dnia przez Krzysztofa... i co wyciągam zamiast ciucha? Zagubioną torebkę!!! :)))))))))) Normalnie, wszyscy w domu dostali napadu śmiechu :))) A Krzyśkowi jeszcze do dzisiaj wiszę dwa buziaki za odnalezienie zguby, więc w przyszłym tygodniu muszę to nadrobić ;P... I fotka z "feralną" imprezówką :) Sprzedana (Warszawa).&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TP_4Y28LhII/AAAAAAAAJOU/ZxpwLT4nACs/s1600/DSC05900.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" n4="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TP_4Y28LhII/AAAAAAAAJOU/ZxpwLT4nACs/s320/DSC05900.JPG" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-2529411455622761872?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/2529411455622761872/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/szamanizm-i-inne-czary-mary.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/2529411455622761872'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/2529411455622761872'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/szamanizm-i-inne-czary-mary.html' title='Szamanizm i inne czary-mary... ;)'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TP_4Y28LhII/AAAAAAAAJOU/ZxpwLT4nACs/s72-c/DSC05900.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-8310177252474209775</id><published>2010-12-04T00:42:00.000+01:00</published><updated>2010-12-04T00:42:32.901+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trochę o zwierzętach...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Coś do kuchni :)'/><title type='text'>...</title><content type='html'>Taki cały dzień dzisiejszy jakiś do d... :/ Z górki, pod górkę... Z górki, pod górkę... Pracy tyle, że nie nadążam przerabiać. Zamówienia nowe spływają. Praca ustawiona praktycznie do końca lutego następnego roku. Tym akurat się nie przejmuję. Lubię swój fach. Ech! Żeby jeszcze wszystkie inne sprawy w moim życiu i w życiu bliskich mi osób się poukładały, byłoby super! Bitwa... Ciągła bitwa o każdy następny dzień... Odkąd sypnęło śniegiem, chodzę codziennie nad Wartę dokarmiać ptaki. Siedzą takie bidulki zbitę w grupę... i czekają... Na widok człowieka od razu podpływają do brzegu. Karma znika w mgnieniu oka. Dzisiaj, mimo słonecznej pogody, nad rzeką, żywego ducha... oprócz mnie... Ja i ptaki... Zastanowiła mnie jedna kaczka. Siedziała sobie samotnie na krze, zaczepionej o brzeg. Nie podpłynęła. Patrzyła pustym wzrokiem, jak inne jedzą. Chora? Niemożliwe, żeby nie była głodna... Zastanawiałam się, co tłumocze się w tym jej malutkim łebku. Jaki problem? Hmm... Krzysztof wczoraj: "Skarbie, musisz wiedzieć, że one kilkanaście wieków temu żyły w takie zimy, a nawet gorsze. Nie sądzisz?"&lt;span style="font-family: Times, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Sądzę, ale dlaczego nie do końca się z Tobą zgadzam? .............. I taka cisza nad tą Wartą. Śnieg wygłusza. Zero ludzi. Człowiek zaczyna słyszeć własne myśli, które mieszają się z szumem wiatru... Potem, już w domu, niepokój... Adam, dobry kolega, nie odzywa się od dwóch dni. Nie odbiera telefonów, nie odpowiada na maile, SMS-y... Milczy na GG... W październiku przeżył straszną tragedię. Wydawało się, że przy naszej pomocy zaczyna się zbierać... Kilka dni temu na GG, nagle zadał mi pytanie: "Shay, dlaczego ona mi to zrobiła? Z jakiego powodu kobiety tak ranią facetów?"... Ja: "Hmm... Pewnie z takich samych powodów, z jakich faceci ranią kobiety???" Tak już w życiu jest, że czasami ten sam temat przerabia się na dwie strony... Dzisiaj jego telefon zamilkł na dobre. Niepokój, strach... Coś się stało... Szybka decyzja - jeśli nie pojedzie sprawdzić tego ktoś, kto najbliżej mieszka, wsiadam w pociąg i jadę. Na szczęście jeden z kolegów wsiadł w auto i przedziera się w stronę Katowic... Czekam na wiadomość. Zerkam na telefon... Chyba nie pośpię dzisiaj... Zresztą sen i tak nie przyjdzie. Od wczoraj pobolewa mnie głowa. Rzadko odczuwam takie dolegliwości. Stres? Kłopoty? Pewnie wszystko razem... Spora "warstewka" się tego uzbierała... Jakby tego było mało, po południu mój tato znów zasłabł i "zbierałam" go z podłogi. Zdarza się to masakrycznie często, ale musimy się już z tym pogodzić. Lepiej nie będzie... Wieczorna chwila relaksu u dziewczyn w pokoju. Dalia krząta się po domu. Cyntia przy kompie... Leżę z zamkniętymi oczami... Nie wiem, czy to ta wspomniana "warstewka", czy niepokój o kolegę pomieszany z bólem głowy...&amp;nbsp; "Ja właśnie płakałem. Nie po wierzchu. Czułem coś takiego, jakby z drugiej strony moich oczu łzy do wewnątrz mnie spływały. Doświadczył pan może takiego płaczu?" Tak, ten cytat Myśliwskiego jest dzisiaj o mnie. Nauczyłam się płakać "od wewnątrz", tak, żeby jak najmniej martwić moje dzieci... Z kamienną twarzą, bez drgnienia mięśni... Najpierw zbiera się w środku, za mostkiem, na wysokości klatki piersiowej. Rośnie. Kiedy nabiera takich rozmiarów, że klatka piersiowa już "tego" nie mieści, wolniutko, boleśnie przeciska się w kierunku gardła. Potem z gardła do głowy... a kiedy osiągnie poziom skroni, czujesz, jak rozprzestrzenia się w kierunku uszu... Czasami jednak przyjmie formę "ciekłą"... Leżę bez ruchu. Zapominam nawet na moment o bólu głowy. A może nie zapominam, tylko nagle ten ból "niefizyczny" okazuje się przewyższać ten fizyczny? Może... Zewnętrzny kącik lewego oka. Piekące gorąco. Maleńka kropelka rozpoczyna swoją drogę wzdłuż skroni, w kierunku lewego ucha... I pewnie zaliczyłaby to ucho, gdybym nie leżała skierowana lekko w lewą stronę... Kap! Poduszka... Za pierwszą kropelką toczy się druga... Szlakiem już przetartym... Kap! Gdybym była wilkiem, usłyszałabym zapewne uderzenie łzy o poduszkę... Nie słyszę... A może wytężę słuch? Wszak Najważniejsza Kobieta W Moim Życiu powiedziała mi kiedyś, że "poskładała" mnie Ta Która Zbiera Wilcze Kości... Może stąd ten mój rewelacyjny węch? Nos, który pamięta każdy zapach? Nos, który musi powąchać wszystko, co znajdzie się w moim zasięgu? Ostatnio, na zakupach w Starym Browarze, oglądam jakiś ciuch, a Dalia do mnie: "Mamo, błagam, tylko nie wąchaj". Ja: "Dziecko Drogie, ja już powąchałam! &amp;nbsp;Nawet tego nie zauważyłaś" :)... Kap! Tym razem kropelka z wewnętrznego kącika prawego oka. Utorowała sobie ścieżkę wzdłuż nosa, potem pod nim, nad górną wargą... po lewym policzku... Kap! Kap! Kap! Prawe oko, lewe oko... Dziecko wchodzi do pokoju, więc kulę się w sobie i przekręcam całkiem na lewy bok. "Wzięłaś tabletkę?" Wzięłam, choć nie lubię tabletek przeciwbólowych. Czy są może takie na ból niefizyczny??? Każdy inny zniosę... Kap! Tym razem mój nos jest tak blisko wilgotnej poduszki, że czuję zapach swoich łez. Niemożliwe?! Możliwe! Jakie zapachy potrafię sobie przypomnieć? Sama się dziwię... Pamiętam zapach moich dzieci, kiedy tuż po porodzie lądowały na moim brzuchu... Pamiętam zapach lalki, siedzącej na tapczanie u mojej babci... Pamiętam zapach babci, jej włosów, jej dłoni po wyciągnięciu z piekarnika pieczonych jabłek nadziewanych marmoladą... Kap!.. Pamiętam zapach gruszek - zimówek z gruszy naprzeciwko kuchennego okna... Pamiętam zapach róż z mojego ślubnego bukietu... Pamiętam zapach mojej mamy na kilka godzin przed jej śmiercią... Kap! Kap! Kap!.. Pamiętam zapach pierwszych bucików mojej Dalii... Pamiętam zapach jeziora z wakacji w Błażejewku... Kap!.. Pamiętam zapach krwi psa,&amp;nbsp;wiezionego z interwencji do weterynarza, który skonał na moich kolanach... Pamiętam zapach maleńkich, kilkudniowych kociaków u koleżanki na wsi... Pamiętam zapach... smak też, ale najbardziej zapach... Coca - Coli i sosu do spaghetti, w Jego ustach... zapach Jego włosów i zapach liści z krzewu rosnącego za "naszą" ławką w parku... Pamiętam zapach pierwszych pierniczków upieczonych własnoręcznie przez moje dzieci... Kap! Kap! Kap!.. Tak pachną wspomnienia... Pachnie powietrze, pachną książki, pachnie wiatr... i deszcz... Kap!.. Rusz się, Shay! Koniec "kapania"! Trzeba zrobić selekcję "animalsów" zgłoszonych na wyjazd nad Biebrzę... Po przejrzeniu "referencji" wybieram jedną dziewczynę z Torunia i chłopaka z Płocka. Najgorzej z fotografem. Kiedy już mi się wydawało, że złapaliśmy chłopaka z dobrym "ekstremalnie" sprzętem, okazało się, że zrozumiał on dość nieopatrznie określenie "pokryte koszty". Myślał, że zapewnione są warunki niczym w pięciogwiazdkowym hotelu, a tam dzicz totalna :/ Zrezygnował. Nie pisze się na "przygodę życia" ;/&amp;nbsp;Zgłosił się jednak "animals" posiadający lustrzankę, jego zdaniem "odporną" na mróz do 10-ciu na minusie, ale... No, właśnie... ale... W najgorszym wypadku wyskoczymy do "Sigmy" i wypożyczymy sprzęt - tam nam chłopacy doradzą, co przetrwa takie warunki. W końcu na tym się najlepiej znają... Będzie dobrze...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Już po północy, a informacji od Marcina żadnych. Telefon milczy. Nie wiem, czy dojechał do tego Adama... Marcina żona też przysłała mi "nerwowego" SMS-a. Jesteśmy w kropce... Teraz słuch zaginął o obydwóch :/// Jak mam teraz zasnąć? Zaczynam żałować, że sama nie wsiadłam w pociąg i nie ruszyłam do tych Katowic :/ Dupa, dupa, dupa :/... Przepraszam, czasami muszę sobie zakląć :/&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Zaczęło się od kaczek, to niech na kaczkach się skończy... Dwie podkładki pod talerze z ich motywem. Sprzedane (Warszawa).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPl9T8GGHlI/AAAAAAAAJOQ/ij91rDsVV9k/s1600/DSC05676.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;img border="0" height="212" ox="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPl9T8GGHlI/AAAAAAAAJOQ/ij91rDsVV9k/s320/DSC05676.JPG" width="320" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-8310177252474209775?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/8310177252474209775/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8310177252474209775'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8310177252474209775'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/blog-post.html' title='...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPl9T8GGHlI/AAAAAAAAJOQ/ij91rDsVV9k/s72-c/DSC05676.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-4145295538223496884</id><published>2010-12-02T10:33:00.000+01:00</published><updated>2010-12-02T10:33:56.436+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Breloki Zawieszki'/><title type='text'>U Izy wszystko OK :)))</title><content type='html'>Po kilku dniach "pukania", dopukałam się w końcu do Izy z Mazur Garbatych. Wszystko u niej OK, poza tym, że net padł jej kompletnie, a śnieg i mróz całkowicie odcięły od świata. Walczy z centralnym ogrzewaniem, nie ma jak dojechać po&amp;nbsp;potrzebne części do miasta... Szron na szybach, wszystko zamarznięte...&amp;nbsp;Zimowe realia życia na wsi :)&amp;nbsp;W każdym razie nie musimy się już o nią martwić - jest cała i zdrowa :D Prosiła, bym pozdrowiła Was wszystkich i podziękowała za troskę o nią, co niniejszym czynię :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; To dzisiaj serduszko dla Izy... z życzeniami "normalnej" temperatury w domu :)))&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPdnrz1awXI/AAAAAAAAJOM/HKlE_54dw8o/s1600/DSC03816.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" ox="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPdnrz1awXI/AAAAAAAAJOM/HKlE_54dw8o/s320/DSC03816.JPG" width="311" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-4145295538223496884?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/4145295538223496884/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/u-izy-wszystko-ok.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4145295538223496884'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4145295538223496884'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/u-izy-wszystko-ok.html' title='U Izy wszystko OK :)))'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPdnrz1awXI/AAAAAAAAJOM/HKlE_54dw8o/s72-c/DSC03816.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-884455634655996103</id><published>2010-12-01T23:41:00.001+01:00</published><updated>2010-12-01T23:56:20.327+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Breloki Zawieszki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Firefox... ;)))</title><content type='html'>Dzisiaj będzie o jednym z moich Przyjaciół - Firefoxie ;) Powód? Otóż Firefox miał ostatnią dobę pt. "Shayneen" i przewertował wszystkie moje profile w necie i tenże blog w całości. Rano zarzucił mnie pretensjami, że na blogu jest o "Krzyśku, Ryśku, Zdziśku... Panu X i Pani Y", a o nim raptem "dwa zdania wyjęte z kontekstu". Poprosił więc... Poprosił?! Zażądał wręcz, abym czym prędzej nadrobiła zaległości, poświęcając jego osobie jeden calutki wpis i&amp;nbsp;dedykując na końcu jakąś swoją pracę. Zapytany, jak daleko mogę się posunąć w swoich wywodach na jego temat, odparł, że ma być "szczerze, bez cenzury i autoryzacji".&amp;nbsp;Przeto, Drogi Firefox, niech i tak będzie ;)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Firefox... Osobnik płci męskiej... Lat 32... Chociaż, przepraszam - 32 skończy jakoś w połowie grudnia. Strzelec ;)))... Przystojniak, jak cholera. To taki zdecydowanie "mój typ" faceta: coś ponad 190 wzrostu, kruczoczarne pióra, dłuższe, niż moje kiedyś ;) Najciekawiej wygląda, kiedy się przez dwa dni nie goli ;P Wie, że podoba się kobietom i skrupulatnie to wykorzystuje ;P... Nosi bardzo rzadkie, ale ciekawie brzmiące imię: Cyriak. Zapytacie, skąd ksywa "Firefox"? Zabijcie mnie- nie wiem! Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym nie zastanawiałam; kiedy go poznałam, już był Firefoxem i dzisiaj wszyscy tak na niego mówią... Jak długo się znamy? Może 4, może 5 lat? Pięć lat!!! Tylko???!!! Myślę sobie, że są takie osoby w naszym życiu, które znamy krótko, a wydaje nam się, jakby to trwało całe wieki. Taką osobą jest Firefox... Poznaliśmy się w okolicznościach tyleż dziwnych, co smutnych - na pogrzebie naszej wspólnej koleżanki. Byłam z zupełnie innego "odłamu" jej znajomych, ale "odłam" Firefoxa po tym pogrzebie mnie wchłonął, tak trwa do dnia dzisiejszego... i tak już zostanie... Kiedy się nad tym zastanawiam, dochodzę do wniosku, że Firefox jest "szarą eminencją" całej naszej baaardzo licznej zbiorowości. Postacią barwną, kontrowersyjną... głośną ;P... Zawsze robi dużo szumu wokół wszystkiego. Nie ma dnia, żeby się z kimś nie pokłócił, "ubarwiając" nam tym samym życie. Jednym słowem: dzień bez Firefoxa, to dzień stracony :))) Jak kot, chadza własnymi ścieżkami... Do bólu bezpośredni i... bezczelny. No, bo cóż można powiedzieć o facecie, który drugiego dnia w nowej pracy, nazywa swojego szefa i jednocześnie właściciela firmy, kretynem? Wyrzucany wielokrotnie z pracy z art. 52 KP. Nie, nie. Nie za alkohol. Firefox nie pije alkoholu, nie pali fajek (prawie ideał ;P). Po którymś "bruku" postanawia żyć z własnej pasji i póki co, udaje mu się to całkiem, całkiem. Szczerze - jego przykład pomógł mi kiedyś w podjęciu decyzji o założeniu działalności gospodarczej... Początkowo robi "problem" ze wszystkiego: z każdego pomysłu, z każdego działania, z każdej decyzji. Jednkaże, kiedy już trzeba działać - bez szemrania zrobi wszystko, żeby wyszło cacy. Tak było np. w październiku, kiedy nasz wspólny kolega przechodził potworne załamanie nerwowe po przeżytej tragedii miłosnej. Firefox najpierw wygarnął wszystkim wszyściuteńkie "zbrodnie" sprzed lat, nie oszczędzając "poszkodowanego"... GG zrobiło się "gorące i purpurowe" od zarzutów i "rzygowin"... a później z największym zaangażowaniem ratował i wyciągał "z dołka" kolegę. Prawdziwy Przyjaciel... Chociaż niejedno za uszami ma :) Potrafi zaprosić do siebie koleżankę z chłopakiem, obiecując im zwiedzanie swojego miasta. Oni zajeżdżają. Kartka w drzwiach, że klucze i dalsze wyjaśnienia u sąsiadki. Tam kolejna kartka, że kolega Firefox właśnie w nocy poznał na necie jakąś "niunię" i bardzo zapragnął się z nią spotkać na drugim końcu Polski. Zadbał jednak o znajomych - pełna lodówka, na stole stos biletów autobusowych i... rozpisany szczegółowy plan zwiedzania :)))... Potrafi obudzić mnie w nocy, o godzinie 02:46, SMS-em z tekstem: "Masz super foty na NK. Jesteś piękna. Wyjdź za mnie. Mówię poważnie. Howgh!" (to scenka z mojej minionej nocy ;D)... a potem przez cały dzień bombarduje mnie mailami z fotkami "wirtualnych" bukietów kwiatów, stosów czekolad i innych łakoci ;) W ogóle, my się bardzo często kłócimy... głównie z powodów "ideologiczno-egzystencjalnych" ( z innych też)... i miewamy "ciche dni", a nawet dłuuuugie tygodnie, ale zawsze się godzimy. Kto się odzywa pierwszy? Z reguły on - w końcu jest facetem, a poza tym, to on najczęściej "trzaska słuchawką" ;) Z tego, co wiem, ze wszystkimi znajomymi, bez względu na płeć, miewa "ciche dni". Jak wyglądają przeprosiny? Nie wiem, jak w przypadku innych, ale jeśli o mnie chodzi, to zawsze dostaję "wirtualne", tzn. na fotkach, kwiatki, czekolady, czekoladowe torty ooooogromnej wielkości (wie, że czekoladą można mnie "kupić" ;P). Kiedyś jednak poszedł na całość :) Widząc, że nawet po czekoladzie "nie poległam", przysłał mi fotkę, po której rozpłynęłam się całkowicie i powiedziałam: "wybaczam" - na fotce był najsłodszy szczeniak, z najsmutniejszym i najbardziej rozczulającym wzrokiem, jakiego kiedykolwiek&amp;nbsp;widziałam... w otoczeniu tabliczek czekolady (własnoręczny fotomontaż :D)... i podpis: "Firefox" :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Firefox słynie w "kręgach" z posiadania rzadkiej zdolności - miewa sny, które spełniają się dokładniutko w realu. Jeśli powie Ci, że śniło mu się,&amp;nbsp;iż szłaś ulicą w niebieskim kapeluszu i ciągnęłaś na smyczy lwa, to możesz być pewna, że nawet, jeśli wyda Ci się to absurdalne i niemożliwe, za jakiś czas pójdziesz TĄ ulicą, w dokładnie TAKIM kapeluszu i z TAKIM lwem :) Pamiętam, jak w połowie sierpnia napisał mi, że śniło mu się, jak siedziałam na podłodze, oparta o szafę, w czerwonej bluzie z napisem "Diesel" i bardzo, bardzo, mocno płakałam... tak bardzo mocno... na granicy totalnego szlochu... a naprzeciwko mnie, na łóżku siedziała moja córka i wpatrywała się we mnie... A on patrzył na to jakby z boku i bardzo chciał mi pomóc, ale nie mógł... i kiedy się obudził, był cały spłakany, jak bóbr. Wtedy się roześmiałam, gdyż akurat były to dla mnie dni totalnej szczęśliwości i uznałam to za sen "niesprawdzalny"... I przyszedł taki dzień, jakoś na początku października... Siedziałam na podłodze, oparta o szafę... i płakałam... strasznie... tak strasznie, że po około dwóch godzinach szlochu, nie miałam już czym płakać... Tylko głuchy ból wyrywający się z mojej piersi. Przez ten cały czas siedziała naprzeciwko mnie moja Cyntia i wpatrywała się we mnie... wzrokiem smutnym, pustym... bez ruchu. Nic nie mogła zrobić... Po prostu - była ze mną... Kiedy ocknęłam się z tego po dwóch godzinach, wśród mokrych chusteczek, zdałam sobie sprawę z tego, że jest ta szafa, ta podłoga, ten płacz, moje dziecko... a ja mam na sobie czerwoną bluzę z napisem "Diesel" (!)... Dlatego cała nasza "społeczność", kiedy słyszy z ust Firefoxa: "śniło mi się...", zastyga w bezruchu i czeka - pozytywnie, czy negatywnie??? :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Firefox... Człowiek, który dysponuje kontami na chyba wszystkich portalach społecznościowych... bez żadnej swojej fotki i z liczbą znajomych... ZERO! Zapytany: "dlaczego?", odpowiada, że to w celu własnych badań socjologicznych!!! :)&amp;nbsp; No, i oczywiście banowany na wszystkich możliwych forach internetowych za... niesubordynację :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Firefox... Totalny podrywacz :) Wszyscy gubimy się w jego "miłosnych podbojach". Dzisiaj Ania, jutro Hania... za miesiąc Mania. Trudno się połapać... Dlatego "oświadczyny" z dzisiejszej nocy nie zrobiły na mnie specjalnego wrażenia;) Chociaż, stwierdził: "powiedz tylko słowo, a pójdę za Tobą na koniec świata i kupię Ci najbardziej zapuszczoną stodołę na odludziu, i przerobię Ci ją na najpiękniejszy dom" :) ...Hmm... Dlaczego mu nie wierzę? ;) Może dlatego, że nasłuchałam się już w moim życiu takich "obietnic", niekoniecznie z ust Firefoxa, całkowicie bez pokrycia. Chyba się zaczynam uodparniać ;)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Cóż jeszcze mogę powiedzieć o Firefoxie? Może to, że ma ogromne poczucie sprawiedliwości. Można na nim polegać... Ach! No, i jeszcze to, że bez zająknięcia podpisuje każdą petycję, jaką mu "podsunę", nawet jej nie czytając. Śmieje się nawet, że przez te moje petycje, mają go "na indeksie" już chyba wszystkie służby specjalne świata :) Nie martw się, Firefox - jak zginiemy, to razem :))) No, właśnie... Zginiemy... Może Firefox nie jest człowiekiem, za którego oddałabym życie... Zapewne nie oddałabym mu też mojej nerki, ani połowy wątroby, gdyż w razie czego mam już swoją "hierarchiczną" kolejkę osób do tego, ale w kryzysowej sytuacji zrobiłabym wszystko, żeby zapewnić mu bezpieczeństwo, najlepszą opiekę lekarską... i w ogóle... zrobiłabym wszystko, co w mojej mocy... A na koniec... Hmm... Firefox, jesteś dla mnie Bardzo Ważnym Przyjacielem... Zresztą chyba dla nas wszystkich, których zadręczasz codziennie swoimi humorami, docinkami, niewybrednymi słowami (tak, tak... bo my czasami potrafimy sobie dopiec bardzo niecenzuralnie ;P)... Ogólnie jesteś Kochanym Facetem... i pozostań takim, jakim jesteś... bo po prostu jesteś sobą ;)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; ...I serduszko dla Ciebie... W moim ukochanym "primitive country" :) Tylko nie budź mnie dzisiejszej nocy... ale jutro już możesz ;) Zresztą i tak zrobisz po swojemu :)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPbL8P5bhmI/AAAAAAAAJOI/cLsp3asAcLQ/s1600/DSC03831.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" ox="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPbL8P5bhmI/AAAAAAAAJOI/cLsp3asAcLQ/s320/DSC03831.JPG" width="188" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-884455634655996103?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/884455634655996103/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/firefox.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/884455634655996103'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/884455634655996103'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/12/firefox.html' title='Firefox... ;)))'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPbL8P5bhmI/AAAAAAAAJOI/cLsp3asAcLQ/s72-c/DSC03831.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-3909568748712955538</id><published>2010-11-30T18:20:00.000+01:00</published><updated>2010-11-30T18:20:11.580+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Breloki Zawieszki'/><title type='text'>Co z Izą???</title><content type='html'>Dzisiaj nie chce mi się o czymkolwiek pisać... Martwi mnie, co się dzieje z Izą z Rancza na Mazurach Garbatych. Ktoś wie??? Na blogu pusto i głucho, a to do niej niepodobne. Napisałam... Też zero odzewu... Coś jest chyba nie halo... Kochani, albo próbujemy "dopukać" się do niej w inny sposób (kto wie, w jaki???), albo trzeba zacząć działać...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; ...Takie sobie skromne, małe&amp;nbsp;kotki - breloczki ;) Sprzedane...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPUxYa79SsI/AAAAAAAAJOA/7UW6gfOc4OY/s1600/DSC03826.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" ox="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPUxYa79SsI/AAAAAAAAJOA/7UW6gfOc4OY/s200/DSC03826.JPG" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPUxiyKSDRI/AAAAAAAAJOE/-vUN_rHqMeg/s1600/DSC03792.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" ox="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPUxiyKSDRI/AAAAAAAAJOE/-vUN_rHqMeg/s200/DSC03792.JPG" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-3909568748712955538?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/3909568748712955538/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/co-z-iza.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3909568748712955538'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3909568748712955538'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/co-z-iza.html' title='Co z Izą???'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TPUxYa79SsI/AAAAAAAAJOA/7UW6gfOc4OY/s72-c/DSC03826.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-7005234097168299290</id><published>2010-11-26T09:49:00.000+01:00</published><updated>2010-11-26T09:49:31.081+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zabawki Maskotki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Ciężka noc za mną...</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Godzina 00:10... Pobudka! Moja Dalia dostała napad padaczkowy. Pierwszy od 13-tu miesięcy. Już myślałyśmy z jej panią neurolog, że od przyszłego roku, jeśli nic się nie wydarzy, zaczniemy redukować lek, a tu... dupa! Wpadła w to w okresie dojrzewania. Hormony... Dwie koleżanki z klasy też z tym walczą. Za czasów mojej młodość nie słyszało się o tylu przypadkach. W sumie, nie powinnam tak narzekać, gdyż u niej akurat są to napady bardzo rzadkie, zawsze w czasie snu... Ale, jakoś tak... Kiedyś pani neurolog powiedziała mi, że podobno prawie każdy z nas, przynajmniej raz w życiu, przechodzi napad epilepsji nawet o tym nie wiedząc. Marna to pociecha... Nie wiem, jak to się dzieje, ale w przypadku Dalii zawsze tak się zdarzało, że albo pies robił alarm, albo ja się budziłam dokładniutko w momencie, kiedy to się zaczynało. Raz padło na Cyntię... W każdym razie, kiedy już było po wszystkim, musiałam przy niej czuwać... I powtarzanie sobie: "nie możesz zasnąć... nie możesz zasnąć... nie możesz zasnąć"... W takich trudnych chwilach odczuwam potrzebę wygadania się przed kimś bliskim, więc odpaliłam laptopa. Jak na złość na naszym czacie pusto... Ale na GG Maryśka "świeci" się na żółto, więc myślę sobie: "oooo, jak dobrze... wygadam się, nie usnę... chociaż 10-20 minut". Dupa! Zero reakcji! No, tak... Maryśka po raz kolejny zasnęła przy włączonym kompie. Cała ona :))) Pożytek z tego taki, że przeczytałam kilka patchworkowych newsletterów, które przyszły na skrzynkę w ostatnich dniach... I co parę minut kontrola, czy dzieciak prawidłowo oddycha... Takie ciężkie noce ciągną się w nieskończoność... Wszystko jest "czarne" i smutne... Gdzieś słyszę najpierw jedno pogotowie... potem drugie... Jakiś pies szczeka w oddali, więc Nuka cicho powarkuje... Jakiś głuchy telefon przed 2-gą. Obcy, nieznany numer. Pewnie ktoś się pomylił... Komuś na chwilę włączył się alarm w samochodzie... Odgłosy miasta nocą... Koło 3-ciej zamknęłam laptopa, ale usnęłam dopiero przed 5-tą. Dwie godziny gapienia się w czarny sufit... Przy okazji podsumowałam rok, chociaż jakby nie było, jeszcze cały miesiąc przed nami, a to jednak trochę czasu ;) O 6-tej moja Dalia zerwała się na dźwięk komórki i śmiga do łazienki. Mówię jej, że miała napad w nocy i nie pójdzie do szkoły, tylko do lekarza. Patrzy na mnie, jak na zdechłą żabę, po czym oświadcza, że świetnie się czuje, ma tylko pięć lekcji i... w ogóle musi. Założę się o pieniądze całego świata, że to "musi" nosi imię Patryk i czeka pod szkołą ;))) Poszła!!! Z drugiej strony cieszę się, że do swoich dolegliwości podchodzi na spokojnie...&lt;/div&gt;...A raniutko odezwała się Maryśka :), po przeczytaniu informacji na GG :) i mówi: "mogłaś mnie obudzić!"... No, pewnie, w środku nocy będę ją budziła. W końcu świat się nie walił... Po jakimś czasie telefon od Olki - to samo: "Dlaczego nie obudziłaś mnie albo Sławka. Przyjechałabym nawet, żeby cię zmienić, żebyś mogła trochę pospać"... No, tak, Marysia już wszystkim "nadała" :)))... Po kilkunastu minutach Firefox: "Dlaczego mnie nie budziłaś. Pogadalibyśmy na GG". Mówię, że skoro go jego Anioł Stróż nie obudził, to znaczyło, że miał spać... a on mi na to, że jego Anioł Stróż w nocy śpi... leniwy typ...:)))) Z tego wynika, ze następnym razem (oby go nie było), będę budziła wszystkich :)))))... A teraz gotuję obiad, idę spać, żeby odespać, bo po południu śmigamy z Krzysztofem na gorrrrrrącą czekoladę. Od czasu, kiedy wrócił z wyprawy na lodowiec, nie mieliśmy okazji, żeby się spotkać i pogadać. Niech wyrzuci z siebie "lodowcowe" emocje, poopowiada, jak było. Lubię słuchać, gdy ktoś dzieli się z takim zaangażowaniem swoją pasją... A z Krzysztofa niezły mówca i opowiadacz :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wczoraj był Międzynarodowy Dzień Pluszowego Misia, więc wrzucę dwa "crazy patchworkowe" miśki... jednakże nie pluszowe :))) Dobranoc :)))&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TO9zHVtCd1I/AAAAAAAAJNQ/gh8PZp1Mhro/s1600/DSC04989.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" ox="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TO9zHVtCd1I/AAAAAAAAJNQ/gh8PZp1Mhro/s320/DSC04989.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TO9zM3IONeI/AAAAAAAAJNU/XOHaOdYm7Sg/s1600/DSC04990.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" ox="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TO9zM3IONeI/AAAAAAAAJNU/XOHaOdYm7Sg/s320/DSC04990.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-7005234097168299290?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/7005234097168299290/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/ciezka-noc-za-mna.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/7005234097168299290'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/7005234097168299290'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/ciezka-noc-za-mna.html' title='Ciężka noc za mną...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TO9zHVtCd1I/AAAAAAAAJNQ/gh8PZp1Mhro/s72-c/DSC04989.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6106638331714576666</id><published>2010-11-25T22:23:00.000+01:00</published><updated>2010-11-25T22:23:18.145+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pledy Narzuty Kołdry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Trochę emocji, trochę wzruszeń i uśmiechów... I duuuużo pracy :)))</title><content type='html'>"Odpaliłam" raniutko komputer i od razu "wpadłam" do Grey Wolfa,&amp;nbsp;gdyż ze dwa dni nie odwiedzałam jego bloga... iiiiiiii... moje oczy&amp;nbsp;osiągnęły wielkość&amp;nbsp;półdolarówek z Kennedym ;) Widzę, fotka podpisana: Luther Standing Bear, a na niej... Standing Bear. Niewtajemniczonym nic to nie mówi i różnica żadna, ale dla mnie - ogromna!!! Problem polega na tym, że jeden był Siouxem, a drugi Ponca... a "historycznie" pod żadnym prawie względem nie było im "po drodze". To trochę tak, jakby zdjęcie np. Józefa Piłsudskiego podpisać: " .........." No, nie będę dawała przykładu :/ Wina Grey Wolfa też pewnie żadna, bo po prostu nie "doszukał" się do końca, a zbieżność imion może zmylić. We mnie osobiście wzbudziło to jednak spore emocje, być może niezbyt zrozumiałe dla przeciętnego człowieka. Mam w swoim życiu pewną hierarchię ważności ludzi, uczuć i poglądów... Niepodważalną hierarchię... Naród Ponca, to po moich dzieciach "Ktoś", kogo najbardziej kocham i w dniu dzisiejszym po raz kolejny zdałam sobie z tego sprawę. Jakkolwiek potoczyłyby się obecnie losy tego Narodu, będę broniła go, jak niepodległości...&amp;nbsp;W dzisiejszych czasach może się to komuś wydać głupie, bo do lamusa odeszło pojęcie: "oddać życie za ...", ale ja jeszcze coś "takiego" w sobie mam i są ludzie, za których gotowa byłabym oddać życie (ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że bym to zrobiła). To, w kolejności, moje córki i właśnie Naród Ponca... Chociaż... Od niedawna także jeden osobnik płci męskiej, z którym nawet nie wiem, co się dzieje, a który się o tym nie dowie, więc mniejsza o to... No, i bezapelacyjnie mój nieżyjący Przyjaciel... gdyby żył, bo tak się złożyło, że sam "oddał życie" w wypadku... Hmm... Jeden błędny podpis pod zdjęciem, a tyle potrafi uświadomić. Właściwie, dziękuję Ci za to, Grey Wolf ;)))... To tyle emocji...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wzruszenia... Wzruszyłam się na kawce u mojej Kochanej Pani Ani P. :) Tyle ciepłych słów o moich pracach, o tym, ile dają radości jej rodzinie... Miłe to, tym bardziej, że kiedy coś "dziergam", wkładam w to całe moje serce, całą duszę, całe umiejętności... i cały czas myślę o osobie, dla której to wykonuję...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Uśmiechy... Uśmiechnęłam się, kiedy dostałam maila od Pana X.X. z informacją, że z kolei on się uśmiechnął na widok makatki dla Stasia... I zrobiło mu się od razu "lepiej", ponieważ leży obecnie złożony jakąś paskudną grypą :/ W tym akurat przypadku uświadomiłam sobie, że jakoś nigdy nie dopuszczałam do siebie myśli, że Osoby Publiczne też dopadają dolegliwości "powszechne" :))) Też tak macie? Kurczę, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, dopiero teraz... W każdym razie wysyłam Panu X.X. pozytywną energię i życzę szybkiego powrotu do zdrowia :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; No, i praaaaaca!!! Zaczęłam wycinać skarpety świąteczne... w ilości sztuk 5 :) &lt;em&gt;Crazy Patchwork,&lt;/em&gt; Moi Drodzy, więc jazda bez trzymanki... Ale ja akurat lubię&amp;nbsp;&lt;em&gt;crazy patchwork,&lt;/em&gt; więc się trochę pobawię :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Wysłałam też dzisiaj paczkę do Mikołowa koło Krasnopola (daleko!), a w niej zamówioną przez Panią Karolinę kołderkę w stylu "primitive country", wraz z zagłówkiem do łóżeczka, dla dziewczynki, która lada dzień przyjdzie na świat :))))) Komplecik na załączonych fotkach... Wymiary kołderki: 120 x 142 cm; zagłówka: 192 x 30 cm. Aplikacja maszynowa i quilting ręczny.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TO7STzK5TKI/AAAAAAAAJNI/POgPrzZDf0s/s1600/DSC07172.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="86" ox="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TO7STzK5TKI/AAAAAAAAJNI/POgPrzZDf0s/s400/DSC07172.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TO7SdWIv1EI/AAAAAAAAJNM/ZSP7jMsAo1U/s1600/DSC07186.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" ox="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TO7SdWIv1EI/AAAAAAAAJNM/ZSP7jMsAo1U/s400/DSC07186.JPG" width="340" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6106638331714576666?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6106638331714576666/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/troche-emocji-troche-wzruszen-i.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6106638331714576666'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6106638331714576666'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/troche-emocji-troche-wzruszen-i.html' title='Trochę emocji, trochę wzruszeń i uśmiechów... I duuuużo pracy :)))'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TO7STzK5TKI/AAAAAAAAJNI/POgPrzZDf0s/s72-c/DSC07172.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-4611680244559495622</id><published>2010-11-23T20:51:00.000+01:00</published><updated>2010-11-23T20:51:35.994+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trochę o zwierzętach...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Ponoć ma sypnąć...</title><content type='html'>Od kilku dni straszą, że ma sypnąć śniegiem... Fakt, zimno jakoś, chociaż w Poznaniu bardziej pluchowato i trudno uwierzyć, że miałoby zrobić się nagle biało. Wracałam pod wieczór z biblioteki i przyznam, że stópki mi zmarzły ;) Czas trampki zamienić na glany, aczkolwiek mam w zanadrzu inne rozwiązanie - kupić ocieplane trampeczki :)))... A tak na poważnie... My, "animalsi", zabraliśmy się ostro za edukację narodu... jak co roku zresztą... I jak co roku zapewne, zostaniemy nie do końca zrozumiani :/ Chodzi oczywiście o ptaki i ich dokarmianie. Nieustannie apelujemy, żeby zacząć dokarmiać skrzydlatych przyjaciół dopiero, gdy mróz ściśnie i śniegiem sypnie. Nie przyzwyczajajmy ich do "socjalu", bo z ptakami, jak z ludźmi - przyzwyczajone do pomocy, przestają sobie radzić same. Póki mogą sobie znaleźć same pożywienie, niech szukają. Tym bardziej, że takie "proste rozwiązania" starsze osobniki przekazują młodym i kółko bezradności się nakręca... Natomiast, kiedy nastają mrozy i podejmujemy się dokarmiania ptaków, nie zapominajmy, że ptaki są... "ziarnojadami" ;) Podrzucajmy więc wszelkie ziarna, płatki owsiane, gotowane ziemniaki i warzywa... &amp;nbsp;I nie wrzucajmy ich do wody; wysypmy na brzegu... Hmm... Teraz trochę o chlebie, bo to kontrowersyjna sprawa. Chleb, ze względu na zawarte w sobie składniki, szkodzi ptakom. Szczególnie wrażliwe na ten "smakołyk" są przewody pokarmowe ptaków wodnych - kaczek, łabędzi... A już całkiem zapomnijmy o tym spleśniałym, mokrym, wrzucanym bezpośrednio do wody!!! Masakra!!! A dlaczego wspomniałam, że chleb wzbudza kontrowersje? Ano, dlatego, że kiedy już jest naprawdę tragicznie, mróz siarczysty, brak możliwościa podania im innego pożywienia, można podrzucić im suchy (!) chleb, pokrojony na malutkie kawałeczki (nie pół bochenka!)... i oczywiście nie do wody... Lepsze to, niż zdychanie z głodu :/ Kiedy mnie "edukowani" pytają, skąd taka rozbieżność w poglądach, zawsze podaję taki... ludzki przykład ;/ Wyobraźcie sobie, że zostajecie uwięzieni w fabryce chipsów. Zero kontaktu ze światem. Wiecie, że chipsy są szkodliwe, ale czy w zaistniałej sytuacji postanowicie przymierać głodem? Nie! Będziecie ratować życie, obżerając się tym paskudztwem w nadziei, że odkujecie to sobie zdrowym odżywianiem, kiedy ten cały koszmar minie! Tak samo jest z ptakami. Z dwojga złego lepiej ratować im życie, niż skazywać na śmierć głodową... Ach! Zapomniałam jeszcze wspomnieć o łabędziach... Jeśli już jeziora i stawy zamarzną, podrzućcie im na lód przy brzegu wiązki słomy (jeśli macie taką możliwość) - będą sobie na tym siadały, a to ochroni je przed przymarzaniem do lodu... No, i dzięki z góry w imieniu ptaków za okazaną im pomoc :) Mądrą pomoc ;)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Żeby było trochę biało, jak zimą, ale też troszkę kwieciście, jak latem - dwie poduszki z Sunbonnet Sue :) Do kupienia, gdyby ktoś chciał...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOwYgRAhmQI/AAAAAAAAJM4/ywGRJKUUugk/s1600/DSC05894.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="273" ox="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOwYgRAhmQI/AAAAAAAAJM4/ywGRJKUUugk/s320/DSC05894.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOwZ5m1uCII/AAAAAAAAJM8/0CGUAL_CraE/s1600/DSC05889.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="268" ox="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOwZ5m1uCII/AAAAAAAAJM8/0CGUAL_CraE/s320/DSC05889.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-4611680244559495622?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/4611680244559495622/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/ponoc-ma-sypnac.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4611680244559495622'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4611680244559495622'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/ponoc-ma-sypnac.html' title='Ponoć ma sypnąć...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOwYgRAhmQI/AAAAAAAAJM4/ywGRJKUUugk/s72-c/DSC05894.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-8152189457239135051</id><published>2010-11-22T19:46:00.000+01:00</published><updated>2010-11-22T19:46:29.315+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Makaty Makatki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Wyjechał pociąg do Krakowa... Ciuch-ciuch-ciuch-ciuch... :)))</title><content type='html'>Ależ ponuro dzisiaj :/ Leje cały dzień... Ciemno tak, że nie ma mowy o pracy bez sztucznego światła... Od dwóch dni próbuję sfotografować uszyty pledzik dziecięcy i zagłówek do łóżeczka... Masakra! Mimo wszystko, dzisiejszy dzień ogólnie jakiś taki bardzo pozytywny... powiedziałabym zawodowo pozytywny ;) Udało mi się pokończyć większe zamówienia i już myślałam, że po uszyciu kolejnego pledu z Sunbonnet Sue i podusi z wyżej wymienioną, zabiorę się za duże projekty planowane od dłuższego czasu... A tu siup! Dzisiaj przyszły kolejne zamówienia na "drobnicę" - patchworkowe warcaby, pięć skarpet świątecznych w &lt;em&gt;crazy patchwork&lt;/em&gt;... Na 28 listopada mam do uszycia dwa etui na komórki... Święta, Moi Drodzy... Święta! :))) No, i&amp;nbsp;kiedy ja mam w końcu jechać do tego DPT w Ustce, żeby pozbierać materiały do pracy??? Ba! Gdybym nie musiała sama tego zbierać, zafundowałabym komuś ze trzy dni "urlopu&amp;nbsp;", żeby ten ktoś zrobił to za mnie, ale jak mam niby wytłumaczyć, czego mi potrzeba? Tak to już jest w pracy twórczej, że człowiek od A do Z musi zrobić wszystko sam :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dzisiaj "wyjechał" do Krakowa pociąg dla Stasia, o którym już kiedyś pisałam. To właściwie takie wspólne "dziecko" moje i Pani Izy, mamy Stasia ;) Uwielbiam pracować z takimi klientami, jak Pani Iza, którzy określają mi, czego oczekują, a potem dają mi totalny luz w realizacji projektu. Mogę wtedy swobodnie "pracować" swoją wyobraźnią... bez stresu. Z doświadczenia już wiem, że z takiej współpracy rodzą się najlepsze projekty... Dlatego jeszcze raz tutaj, na blogu, dziękuję Pani Izie za złożone zamówienie... no i za wiele ciepłych słów w dzisiejszym mailu ;))) Niech makatka przyniesie Stasiowi wiele radości :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Z "danych technicznych"... Makata szyta techniką aplikacji maszynowej na czterech&amp;nbsp;warstwach, z czterema kieszonkami. Dodatkowo haft ręczny... + moje ukochane guziki ;) Quilting maszynowy. Lamówka podszywana ręcznie. Wymiary: 165 x 60 cm... Z ciekawostek... ;) Z reguły na quiltach z quiltingiem maszynowym nie stosuje się sygnatur, ale na specjalną prośbę Pani Izy, makata została zaopatrzona w sygnaturę haftowaną ręcznie o treści: MADE BY SHAYNEEN&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; OCT / NOV 2010. Być może zyska kiedyś miano quiltu kolekcjonerskiego??? ;))) Kto wie, kto wie??? :)))&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOq6EufHJ_I/AAAAAAAAJMU/-BAvyV3xm-M/s1600/DSC07139.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="120" ox="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOq6EufHJ_I/AAAAAAAAJMU/-BAvyV3xm-M/s320/DSC07139.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOq6RWYRqNI/AAAAAAAAJMY/T_68IQpHr98/s1600/DSC07158.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="160" ox="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOq6RWYRqNI/AAAAAAAAJMY/T_68IQpHr98/s320/DSC07158.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-8152189457239135051?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/8152189457239135051/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/wyjecha-pociag-do-krakowa-ciuch-ciuch.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8152189457239135051'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8152189457239135051'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/wyjecha-pociag-do-krakowa-ciuch-ciuch.html' title='Wyjechał pociąg do Krakowa... Ciuch-ciuch-ciuch-ciuch... :)))'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOq6EufHJ_I/AAAAAAAAJMU/-BAvyV3xm-M/s72-c/DSC07139.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-5543517428364116464</id><published>2010-11-21T19:29:00.000+01:00</published><updated>2010-11-21T19:29:10.113+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pledy Narzuty Kołdry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Bywam powodem "koszmarów" zbiorowych??? ;)))</title><content type='html'>Od samiutkiego rana odbieram maile, SMS-y i inne informacje o treści: "śniłaś mi się dzisiejszej nocy". Jakiś zbiorowy "koszmar", czy cóś??? Czyżbym opuściła swoje nędzne ciało i wędrowała astralnie po Polsce od znajomego do znajomego? W sumie może być, bo z fotograficzną wręcz dokładnością pamiętam każdy mój sen, a z dzisiejszej nocy - amnezja :)))... Najpierw napisała do mnie Maryśka G., że we śnie jechała ze mną pociągiem. Siedziałyśmy podobno tylko we dwie w przedziale. Drzwi zamknięte, ludzie z korytarza próbowali je otworzyć, ale bezskutecznie. Nie mogli się dostać do przedziału, a my gadałyśmy sobie zupełnie się tym nie przejmując. Nie wie, dokąd jechałyśmy ;)... Później SMS od Oli. Śniło jej się, że nie miałam z kim jechać na interwencję na wieś i zabrałam ją. Okazało się, że jakiś pies topił się w studni i musiałyśmy go wyciągnąć. Interwencja zakończona sukcesem :)))... Następna informacja od kolegi z podstawówki, spotkanego rano koło "Biedronki". W sumie rzadko się widujemy, a tu wpadamy na siebie i od razu: "Yyyy, słuchaj, śniłaś mi się w nocy!" On z kolei we śnie pomagał mi naprawić... motocykl!!! Mówi, że podobno jakiś przerobiony chopper. Ja w skórze od góry do dołu. Hmm... najciekawsze, że ja "samodzielnie" nie potrafię jeździć na motocyklu :))) Czyżby przyszłość??? :)))... W południe mail od kolegi Firefoxa. Jemu z kolei się śniło, że mieszkałam już w swoim domu na wsi, do którego go zaprosiłam. Po ciężkich poszukiwaniach trafił do niego. Podobno biała chałupa z czarnymi belkami w murze. Bardzo się jednak zdenerwował, ponieważ najpierw przed tym domem goniły go i obszczekały dwa potężne, czarne psy, a potem drzwi nie otworzyłam mu ja, tylko - cytuję: "jakiś nieznany mi w ogóle koleś, z długimi piórami, a kolor tych piór nie przypadł mi do gustu". Nie spodobało się też Firefoxowi, kiedy ów "koleś" zakomunikował mu, że Małgosia pojechała na dwa dni na interwencję z "animalsami" i zbulwersowany napisał mi: "Ty, ktoś na świecie jeszcze na ciebie 'Małgosia' mówi???" Troszkę mnie to martwi, ponieważ kolega Firefox słynie "w kręgach" z proroczych snów, sprawdzających się dokładnie, a to by wróżyło, że zapewne szykuje mi się jakiś zielonowłosy Marsjanin :) Muszę go zapytać, jaki był kolor tych piór. &amp;nbsp;Najwyżej faceta przefarbuję na odcień bardziej cywilizowany :)))... No, a po południu na GG pisze mi moja koleżanka Anita, że we śnie pomagałam jej wybrać kieckę na wesele. Problem w tym, że obecnie nie wybiera się na żadne wesele i... nie cierpi sukienek ;))) Poza tym jeszcze dwa SMS-y od innych osób, z informacją o moim "nawiedzeniu" ich dzisiejszej nocy, ale już bez szczegółów... Jakieś zbiorowe było to "nawiedzenie" :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dzisiaj pledzik skierowany do konkretnego, małego&amp;nbsp;adresata imieniem Tomek. Pojechał do Pruszkowa :)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOlkCWJtZ8I/AAAAAAAAJMM/j4nhxCjTRdI/s1600/DSC05348.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" ox="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOlkCWJtZ8I/AAAAAAAAJMM/j4nhxCjTRdI/s320/DSC05348.JPG" width="312" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-5543517428364116464?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/5543517428364116464/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/bywam-powodem-koszmarow-zbiorowych.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5543517428364116464'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/5543517428364116464'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/bywam-powodem-koszmarow-zbiorowych.html' title='Bywam powodem &quot;koszmarów&quot; zbiorowych??? ;)))'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOlkCWJtZ8I/AAAAAAAAJMM/j4nhxCjTRdI/s72-c/DSC05348.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6509388937921130663</id><published>2010-11-19T20:51:00.000+01:00</published><updated>2010-11-19T20:51:00.448+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Torby Torebki'/><title type='text'>Rycerz Mieczy...</title><content type='html'>Mniej więcej od tygodnia "upominał" się o mnie Tarot... Od kilku lat, odkąd "zdradziłam" go dla run,&amp;nbsp;nie jest nam "po drodze", więc leży sobie schowany, z pełnym szacunkiem... Jeśli jednak coś dzieje się poza mną, coś, o czym karty chcą mi powiedzieć, "wpadamy" na siebie... I nawet, jeśli ja nie chcę i bronię się przed&amp;nbsp;nim - On nie daje za wygraną. Będzie mnie tak długo dręczył, aż wezmę go do ręki. Nie lubię, kiedy to na mnie wymusza... Przez ostatnie dni natykałam się na karty nieustannie. Otwieram szafę - są. Przekładam na półkę "mniej używaną" - za kilka godzin dziwnym trafem potrzebuję coś z tej półki i znów się spotykamy. Kładę na inną półkę. Następnego dnia muszę wyciągnąć książkę - karty spadają, wysypują się z pudełka. Na samym wierzchu Rycerz Mieczy :/ ... Czego ode mnie chcecie???&amp;nbsp; Chowam karty do pudełka. Następnego dnia znów na siebie wpadamy. Poddaję się... Pierwszy rozkład od kilku lat... Najważniejsza karta - Rycerz Mieczy... Drugi rozkład - "powtórka z rozrywki" :/ ... Następne dni - Rycerz Mieczy... Rycerz Mieczy... Rycerz Mieczy!!!!! Nie chcę na to patrzeć... Nie chcę tego "słuchać"... Więc dlaczego Tarot wciska mi to na siłę? Każe mi "przerabiać" coś, czego nie chcę? Dzisiaj karty ponownie wymusiły na mnie kontakt i poszły jeszcze dalej! Rycerz Mieczy odwrócony... Przy nim Królowa Mieczy odwrócona, Paź Mieczy odwrócony i Trójka Mieczy odwrócona!!!!! A obok "moja" karta - Cesarzowa i Sprawiedliwość! No,&amp;nbsp;dosłownie Układ Roku!&amp;nbsp;O, nie, Drogi Tarocie, nie mam zamiaru&amp;nbsp;ingerować w życie&amp;nbsp;Rycerza Mieczy... nawet, kiedy jego pozycja się odwraca, bo&amp;nbsp;Królowa Mieczy stanęła "do góry nóżkami". Martwi mnie natomiast bardzo ta odwrócona Trójka Mieczy&amp;nbsp;:((((((((((( Kurde, bardzo mnie martwi :(((((( W przypadku Rycerza Mieczy, to najgorsze, co może być :((((((( Nie bardzo rozumiem, dlaczego Tarot wymusza na mnie, bym stanęła "na pozycji" Cesarzowej... ???... Bez względu na to, co się stanie, chowam karty głęboko do najmniej "używanej" szafy i nie mam zamiaru brać ich do rąk ani jutro, ani pojutrze, ani za tydzień, ani.......&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jakoś szaro się zrobiło... Torebka - kopertówka w kratkę... Sprzedana na Pakamerze... ale nie pamiętam, dokąd pojechała.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TObTviCYIwI/AAAAAAAAJMI/pkmwqjnJKhY/s1600/torebka.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="174" ox="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TObTviCYIwI/AAAAAAAAJMI/pkmwqjnJKhY/s320/torebka.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6509388937921130663?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6509388937921130663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/rycerz-mieczy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6509388937921130663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6509388937921130663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/rycerz-mieczy.html' title='Rycerz Mieczy...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TObTviCYIwI/AAAAAAAAJMI/pkmwqjnJKhY/s72-c/torebka.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-8129018451770583845</id><published>2010-11-16T22:24:00.000+01:00</published><updated>2010-11-16T22:24:01.852+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Odpowiadam Wyjaśniam Sugeruję...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Płacz "nad rozlanym mlekiem"... a właściwie nad zniszczonym quiltem :/</title><content type='html'>&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;Na łopatki rozłożył mnie dzisiaj mail, który znalazłam rano w mojej poczcie... Przeczytałam... Podumałam... W ciągu kilku minut wywołał u mnie totalnie skrajne emocje - od zaskoczenia, zdziwienia, rozbawienia, poprzez sarkastyczny uśmieszek na mojej twarzy, po lekkie uczucie złości, bezradności, na wściekłości kończąc... I początkowo pomyślałam sobie, że nic z tym nie zrobię, poza odpisaniem nadawcy i pocieszeniem go (a może i nie?) w dość kłopotliwej dla niego (a może nie tylko dla niego?) sytuacji. Jednakże po&amp;nbsp;dłuższym przemyśleniu stwierdziłam, że dobrze będzie opisać całą sytuację, ku przestrodze, gdyż podobna "szopka" może przydarzyć się każdemu... posiadaczowi starego quiltu... A było to tak...&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jakiś czas temu&amp;nbsp;napisał do mnie klient - posiadacz starego, zniszczonego quiltu... Typowy quilt amerykański, zszywany i pikowany ręcznie, datowany przeze mnie (i nie tylko przeze mnie) na pierwsze lata XX w. Kolekcjonerskie cacko, przekazywane z pokolenia na pokolenie... Bardzo zniszczone... Było pytanie o cenę renowacji. Klientowi wydawało się za drogo... Hmm... Biorąc pod uwagę ogrom pracy, jaki musiałabym włożyć, aby doprowadzić quilt do stanu, już nawet nie tyle "używalności", ile stanu pozwalającego mu przetrwać i cieszyć oko następnego pokolenia - cena nie była wygórowana. Cóż, klient po kilku dniach poiformował mnie, że znalazł w naszym kraju panią, która "zreanimuje" mu ten quilt za... kilkaset złotych (!!!). Trochę mnie to zdziwiło, gdyż mam jako takie pojęcie o... hmm... rynku renowacji quiltów w Polsce :))) Jego wybór... O sprawie zapomniałam... Do dnia dzisiejszego, kiedy to w skrzynce mailowej znalazlam rozpaczliwą wiadomość od tegoż klienta. Cóż się okazało? Pani za te kilkaset złotych "zreanimowała" quilt... a i owszem!... Klient - laik odebrał, zapłacił... Pojechał do Stanów na kilka miesięcy... z quiltem... a tam wpadł na pomysł, aby "cacko" wycenić. Jakież było jego zdziwienie (i chyba nie tylko zdziwienie), kiedy dowiedział się, że quilt nie ma żadnej wartości! Po prostu, pani poddała go "renowacji" w taki sposób, że stracił całą wartość kolekcjonerską!!! Okazało się, że w niektórych miejscach ułatwiła sobie nawet pracę przeszywając go maszyną (!) Prawdziwy majstersztyk! :/// Klient pyta, co teraz? Czy może "pociągnąć panią do odpowiedzialności"? Czy próbować ratować jeszcze quilt w inny sposób? Cóż, quiltu już nic nie uratuje, tzn. jego wartości kolekcjonerskiej. Można go sobie traktować już tylko użytkowo... A odpowiedzialność??? Ludzie! Jaką miała w sobie odpowiedzialność pani, która nie mając (najprawdopodobniej) pojęcia o renowacji quiltów, podjęła się takiej roboty! Normalnie krew mnie zalewa! Przecież, żeby podejmować się takiej pracy trzeba naprawdę znać i historię patchworku, i techniki, i mieć pojęcie o tkaninach... umieć mniej więcej wycenić wartość takiego "cacka". Trzeba umieć podjąć decyzję, na ile można ingerować w quilt, aby nie naruszyć jego wartości. To są naprawdę lata grzebania się w temacie... i ciągła, nieustanna nauka!!! Dlatego, niech ten wpis będzie taki trochę "ku przestrodze"... Dla posiadaczy starych quiltów... dla osób, które podejmują się pracy, która ich przerasta, bądź o której nie mają pojęcia... tudzież dla klientów, którym prace rękodzielnicze wydają się "zbyt drogie"... I nie myślę tutaj tylko o patchworku i quiltingu, ale w ogóle o wszystkich typach rękodzieła. Może w końcu ludzie zrozumieją, że te prace naprawdę mają swoją &lt;strong&gt;wartość&lt;/strong&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dla&amp;nbsp;wyciszenia emocji, dzisiaj coś "zabawkowego" - misiek do patchworku... i patchwork dla miśka :))) Właścicielką kompleciku jest malutka Ksenia z Belgradu :) Pozdrawiam Ksenię i jej Mamę Monikę :)))&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOL0kXFc7XI/AAAAAAAAJL8/TzjccCP_7zw/s1600/DSC06142.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" px="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOL0kXFc7XI/AAAAAAAAJL8/TzjccCP_7zw/s320/DSC06142.JPG" width="232" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOL0eF3gmmI/AAAAAAAAJL4/Q2QKc9GmWrM/s1600/DSC06139.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" px="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOL0eF3gmmI/AAAAAAAAJL4/Q2QKc9GmWrM/s320/DSC06139.JPG" width="188" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-8129018451770583845?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/8129018451770583845/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/pacz-nad-rozlanym-mlekiem-wasciwie-nad.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8129018451770583845'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8129018451770583845'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/pacz-nad-rozlanym-mlekiem-wasciwie-nad.html' title='Płacz &quot;nad rozlanym mlekiem&quot;... a właściwie nad zniszczonym quiltem :/'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOL0kXFc7XI/AAAAAAAAJL8/TzjccCP_7zw/s72-c/DSC06142.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-3841506919852777371</id><published>2010-11-15T20:55:00.002+01:00</published><updated>2011-12-16T20:58:17.857+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wianki patchworkowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Coś do kuchni :)'/><title type='text'>Trochę "technicznie"... o wiankach :)))</title><content type='html'>Tak się złożyło, że otrzymałam ostatnio trzy maile -od Oli, Grażynki i Asi- z pytaniami o technikę wykonania rustkalnych wianków. Sorrki, dziewczyny, ale ostatnio jestem tak zawalona pracą, wolontariatem i "atrakcjami" domowymi, że nie wyrabiam z odpisywaniem na maile, ale skoro pytania macie podobne, postanowiłam odpowiedzieć na blogu; może jeszcze komuś się przyda ;)... Jaka długość pasków na rurki? Hmm... Ja wycinam paski na przysłowiowe "oko". Akurat te wianuszki, które zamieszczam dzisiaj i ten zamieszczony wcześniej, mają jakieś 30 cm (?) średnicy. Wszystko zależy od tego, jak ścisłą zrobicie plecionkę, ale myślę, że w tym wypadku cięłam pasy o wymiarach ok. 70-80 cm x 8-10cm. Oczywiście, łatwiej jest wypchać szersze rurki, ale wtedy trzeba skroić dłuższe paski, żeby to w miarę proporcjonalne później wyszło ;) Wypychać możecie watą tapicerską lub, jak kto woli, ociepliną. Najlepiej drutem do robótek (grubym) i z dwóch stron w kierunku środka. Póżniej spleść warkocz i pozszywać ręcznie "spotykające" się końcówki. Następnie musicie skroić kokardę... czy też szarfę... zwał, jak zwał :))) Ja tak sobie jakoś sama ustaliłam (nie wiem, dlaczego :D), że kroję ją takiej samej długości, jak rurki. No, nie wiem - jakoś zawsze mi się to sprawdza później w ogólnych proporcjach po uszyciu ;) A szerokość? Też musicie sobie przyjąć "na oko", ale w tych przedstawionych wiankach miały one jakieś 11-13 cm (?)... Zszywacie je po długości, zostawiając na środku kawałek nie zaszyty, żeby można było potem przeciągnąć tę kokardę na prawą stronę (ważne, żeby na środku, bo po zaszyciu ręcznym ten kawałek wyjdzie Wam akurat na "supełku", więc zszycia nie będzie widać). Rozprasowujecie szew tak, aby wyszedł na środku spodu, rysujecie sobie na końcach ładne, kształtne trójkąty ;), zszywacie po wyrysowanych liniach... przeciągacie kokardę na prawą stronę przez pozostawiony otworek, po czym otworek zgrabniutko zaszywacie ;)... Prasujecie ładniutko kokardę... i teraz musicie wykazać się zręcznością, żeby ładnie ją ułożyć ;)... Ja dodatkowo zawiązuję satynową wstążeczkę, przez co wszystko mi się jakoś stabilniej trzyma... No, a teraz przyszywacie kokardę do wianka... i gotowe! :)))... Życzę udanej zabawy z Waszymi wianuszkami i ... wrzucajcie je na swoje blogi :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A u mnie kolejne wianki... Czerwony i beżowy - sprzedany... Wiśniowy i niebieski - szuka właściciela :)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOGMzYy6j-I/AAAAAAAAJLo/4q_boPUQFEI/s1600/DSC02066.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" px="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOGMzYy6j-I/AAAAAAAAJLo/4q_boPUQFEI/s200/DSC02066.JPG" width="183" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOGNGld0udI/AAAAAAAAJLs/8rBlRFBae4A/s1600/DSC05859.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" px="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOGNGld0udI/AAAAAAAAJLs/8rBlRFBae4A/s200/DSC05859.JPG" width="173" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOGNUp44peI/AAAAAAAAJL0/LyI0V-6OiWI/s1600/DSC05872.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; cssfloat: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" px="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOGNUp44peI/AAAAAAAAJL0/LyI0V-6OiWI/s200/DSC05872.JPG" width="180" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOGNMy00KcI/AAAAAAAAJLw/0NHL307bg6s/s1600/DSC05861.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" px="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOGNMy00KcI/AAAAAAAAJLw/0NHL307bg6s/s200/DSC05861.JPG" width="166" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-3841506919852777371?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/3841506919852777371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/troche-technicznie-o-wiankach.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3841506919852777371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/3841506919852777371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/troche-technicznie-o-wiankach.html' title='Trochę &quot;technicznie&quot;... o wiankach :)))'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOGMzYy6j-I/AAAAAAAAJLo/4q_boPUQFEI/s72-c/DSC02066.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-8341248472100854338</id><published>2010-11-14T19:26:00.005+01:00</published><updated>2010-11-15T17:29:48.481+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Breloki Zawieszki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Doba "cudów" i... dobrych wiadomości :)</title><content type='html'>Od wczorajszego wieczoru wszystko u mnie jakieś takie... pozytywnie "ciepłe" :) Skończyło się zamartwianie o Krzyśka, który zdobywszy lodowiec Argentiere, szczęśliwie wrócił do domu. Co prawda z poobijanymi żebrami, plujący krwią i wymęczony, ale szczęśliwy... i silniejszy... i mądrzejszy.&amp;nbsp;Mimo totalnie ekstremalnych warunków, dopiął swego ;) Tak właśnie spełnia się marzenia... Dał radę! Czyli teraz, Panie Krzysztofie, jestem gotowa iść z Panem... w tych rakietach śnieżnych :)...&amp;nbsp;choćby i na samą Alaskę... a może i jeszcze dalej, bo wiem, że jak padnę po drodze, to choćby i na plecach, ale mnie dotargasz do celu :)))))... I wzruszyło mnie stwierdzenie, że mimo trzaskającego mrozu, bólu, zmęczenia, spartańskich warunków, Krzyśkowi chciało się jeszcze... dużo o mnie myśleć ;))) To miłe :)... &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A dzisiejszego ranka jeszcze dodatkowo telefon od mojej Kochanej klientki, Pani Ani P., która powiedziała mi, że bardzo się za mną stęskniła i poświęciła noc, by wejść na mojego bloga i poczytać... i zrobiło jej się miło, i tak fajnie, "cieplutko"... i że koniecznie musimy się spotkać na kawie w przyszłym tygodniu, bo mamy sobie dużo do opowiadania... i że też obcięła włosy :)... Więc będzie ta kawa, Pani Aniu, jeśli nie w nadchodzącym tygodniu, to w następnym na pewno, bo ja też bardzo się stęskniłam, ale jakoś tak ostatnio nie miałam czasu... i smutków w moim życiu sporo, więc nie chciałam ich "zasiewać" dalej...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; I po południu kolejna niespodzianka... Mail od Pana X.X., o którym pisałam we wpisie z 11 października, a w mailu tyle ciepłych słów i propozycja pomocy bezdomnym zwierzakom... Już nawet wiem, gdzie tę pomoc skierujemy... Przykro mi się jednak zrobiło, bo nie dalej, jak kilka dni temu, w jakimś "brukowcu", przeczytałam dużo "cierpkich" słów na temat życia prywatnego Pana X.X. i jest mi go naprawdę żal. Cóż, taka widocznie jest cena bycia Osobą Publiczną. Smutne :(&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tak sobie myślę, że jest w moim życiu wiele osób, za które powinnam dziękować losowi. Nie chodzi mi tutaj o rodzinę, bo ją po prostu mam, ale za te osoby, które pojawiły się na ścieżkach mojego życia i mam pewność, że jakkolwiek potoczą się nasze losy, one&amp;nbsp;zawsze będą&amp;nbsp;tegoż&amp;nbsp;życia częścią, będą ważne... i cokolwiek się stanie, będę trwała przy nich wiernie "w myślach, słowach i uczynkach"... nawet, jeśli na jakiś czas, bliżej nieokreślony, te ścieżki pójdą w innych kierunkach... Powinnam podziękować za Olę i Sławka... za Firefoxa, choć z niego typ niepokorny i wiecznie w bojowym nastroju ;)... za Krzyśka W., mojego zdobywcę lodowców i człowieka, który mówi: TAK, kiedy ja mówię: NIE ;P)))... za Anetę B., ...za Panią Anię P., ...za Henry'ego Grey Wolf, który jest dla mnie najlepszym dowodem na to, że ludzie w naszym życiu nie pojawiają się przez przypadek :)... za Tomka W., ...za Krzyśka K., który od kiedy zapukał do moich drzwi w Domu Turysty w Krakowie wieeeeele lat temu, zajął w moim życiu miejsce tak ważne, że gotowa jestem oddać za niego prawą rękę ;))), ...za Sonię i Ryśka, ...za Cypriana Ś., dzięki któremu uwierzyłam, że to, co indiańskie, może też przetrwać w "białych", dzięki takim ludziom, jak On, ...za Dankę B., moją byłą szefową, na którą na sto procent zawsze mogę liczyć, ...za Alinkę K., ...za Maryśkę G., ...za Wiesię Ś., ...za Marcina B., ...za Bartka C., ...za Krysię Ł., ...za Krzyśka P., który pojawił się i zniknął, ale stanął (po moich dzieciach) na szczycie mojej piramidy ważności, ...za Pawła P., ...za Krzyśka R., ...za Panią Hanię K., ...za Jadzię Z., osobę, która po śmierci powinna iść "żywcem" do nieba, bo nie znam drugiej tak empatycznej osoby, ...i za wielu, wielu moich wiernych przyjaciół, których nie sposób wymienić, ale przy których jestem gotowa trwać wiernie, jak pies... Ale najbardziej dziękuję Losowi za mojego nieżyjącego już Przyjaciela, Sebastiana, który -bez względu na to, gdzie teraz jest- z pewnością czuwa nade mną... i mam nadzieję, że kiedyś wreszcie spełni obietnicę, daną mi jeszcze za życia... rzuconą ot, tak niby przypadkiem... bo ja ją ciągle pamiętam, a wiem, że Sebastian nie rzucał nigdy słów na wiatr :) Więc czekam cierpliwie :))))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W takim razie dzisiaj serduszko dla Wszystkich Wymienionych Powyżej... a w szczególności dla Krzyśka W., za szczęśliwy powrót z lodowca:)))&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOAolnlXn0I/AAAAAAAAJLg/gJYJKBTok4w/s1600/DSC04262.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="315" px="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOAolnlXn0I/AAAAAAAAJLg/gJYJKBTok4w/s320/DSC04262.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-8341248472100854338?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/8341248472100854338/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/doba-cudow-i-dobrych-wiadomosci.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8341248472100854338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8341248472100854338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/doba-cudow-i-dobrych-wiadomosci.html' title='Doba &quot;cudów&quot; i... dobrych wiadomości :)'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TOAolnlXn0I/AAAAAAAAJLg/gJYJKBTok4w/s72-c/DSC04262.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-8387576640036712962</id><published>2010-11-12T22:49:00.001+01:00</published><updated>2010-11-12T23:45:57.505+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trochę o zwierzętach...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Troszkę smutnych faktów o "schronach"...</title><content type='html'>Kilka wpisów wcześniej poprosiłam Was, abyście zadbali o bezdomne zwierzaki w okresie zimowym, przekazując dary dla schronisk, bądź samemu&amp;nbsp; reagując bezpośrednią pomocą tam, gdzie to konieczne. Fajnie, że spotkało się to z odzewem. Dostałam kilka maili z namiarami na zwierzęta "w potrzebie" i można było zadziałać skutecznie (jeden przypadek nawet bardzo poważny, ale wszystko skończyło się szczęśliwie). Jedna sprawa okazała się jednak taka... hmm... nazwijmy to niezręczna. Otóż napisała do mnie Kasia (mniejsza o to, z jakiego miasta - przemilczę to), że po przeczytaniu mojego wpisu postanowiła "poruszyć" wszystkich znajomych i tym sposobem uzbierali całkiem sporą ilość kocy, kołder, karmy, misek i postanowili zawieźć to do najbliższego "schronu". Jakież było ich zdziwienie, kiedy obsługa tegoż, zakomunikowała im, że nie przyjmą darów, ponieważ... nie mają gdzie tego przechowywać! No, ewentualnie "skusili" się na karmę :/ Zdegustowana Kasia napisała do mnie smutnego maila z pytaniem: "co teraz?" Byłam w szoku, więc najpierw skontaktowałam się ze schroniskiem. Odpowiedź ta sama - brak miejsca. Dowiedziałam się jednak, że schronisko podlega&amp;nbsp;władzom miasta, dlatego próbowałam tam interweniować. Pan, w sposób bardzo... egzaltowany... wyjaśnił mi, iż faktycznie, w schronisku jest zbyt mało miejsca dla zwierząt, a cóż dopiero myśleć o pomieszczeniu na tego typu... "szpargały" (!!!). Na moje pytanie, czy schronisko jest aż tak "bogate", że nie potrzebuje pomocy ze strony społeczeństwa oświadczył, że kiedy czegoś brakuje, wtedy sprawę... nagłaśniają! Dopiero, jak brakuje!!! Zasugerowałam, czy urząd nie może wydzielić jakiegoś pomieszczenia poza schroniskiem do przechowywania darów, skoro już takie są, zamiast czekać "aż zabraknie"... A Pan mi na to, że nawet o tym nie pomyślał! Rozumiecie to?! Nie pomyślał!!! Naprawdę, trzeba nad czymś takim dużo myśleć :/&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Przykre są takie sytuacje. Tyle mówi się o trudnej sytuacji schronisk dla bezdomnych zwierząt... Cóż mogę Wam powiedzieć w takiej sytuacji ja, "animals"?........ Że są schroniska naprawdę wzorcowe, ale są też takie, które powinno się zamknąć? Taka jest prawda, niestety... Że w niektórych dzieją się rzeczy, które w ogóle nie powinny mieć miejsca? Co kilka dni napływają do nas informacje, że tu czy tam źle się dzieje. Od października ciągnie się głośnym echem sprawa kieleckiego "schronu", w której to sprawie ludzie z Fundacji "Emir" dwoją się i troją... W ubiegłym tygodniu "animalsów" w całym kraju poruszyła głośna sprawa&amp;nbsp;psa Demona w słupskim schronisku - sytuacja, która w ogóle nie powinna mieć miejsca. Takie są fakty... My, "animalsi", też jesteśmy często traktowani, jak intruzi, kiedy przywozimy do schronu zwierzaka z interwencji - zwierzak zabrany przy bramie i zero wejścia na teren. Dlaczego? Wiadomo, dlaczego... A że wielokrotnie ludzie pracujący w schroniskach są "przypadkowi"? Ktoś ich wybiera na te "stołki", rekrutuje pod takim, czy innym względem. Prawda jest taka, że aby pracować w takich miejscach, jak schroniska, trzeba mieć nie tyle jakieś super kwalifikacje. Ba! Nie wystarczy być tylko wrażliwym człowiekiem! Tutaj jeszcze potrzebna jest empatia... bo wrażliwość i empatia, to dwie różne rzeczy. Ktoś, kto jest empatyczny, zawsze jest wrażliwy. W drugą stronę - nie zawsze :/ ... No, ale dosyć już tego marudzenia ;)&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dzisiaj poduszka z "niedźwiedzią łapą" :) Bardzo lubię ten wzorek :)... Dodatkowo&amp;nbsp;delikatny &lt;em&gt;bluework... &lt;/em&gt;Podusia "poszła w ludzi" :)))&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="border-bottom: medium none; border-left: medium none; border-right: medium none; border-top: medium none; clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TN21Txy5XvI/AAAAAAAAJLc/MfeR2kkwnhg/s1600/DSC05552.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="299" px="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TN21Txy5XvI/AAAAAAAAJLc/MfeR2kkwnhg/s320/DSC05552.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-8387576640036712962?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/8387576640036712962/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/troszke-smutnych-faktow-o-schronach.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8387576640036712962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/8387576640036712962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/troszke-smutnych-faktow-o-schronach.html' title='Troszkę smutnych faktów o &quot;schronach&quot;...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TN21Txy5XvI/AAAAAAAAJLc/MfeR2kkwnhg/s72-c/DSC05552.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-4313304443576668243</id><published>2010-11-09T20:23:00.001+01:00</published><updated>2010-11-09T23:24:22.015+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bieżniki Obrusy Serwety Serwetki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>08.11. - od wczoraj to trzecie moje "urodziny" w roku :)</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp; Tak... Data, która miała przesądzić o nowym etapie w moim życiu... i w pewnym sensie przesądziła. Może nie do końca tak, jakbym sobie tego życzyła, ale z pewnością od wczoraj odcinam się od przeszłości :) Pewnie, nic od razu i z dnia na dzień, ale... kroczek po kroczku... Na to "konto" zrobiłam nawet rzecz tak drastyczną i niesamowitą, że powaliłam nią na kolana rodzinę, znajomych i przyjaciół. Obcięłam włosy! Oczywiście zanim to zrobiłam wszyscy próbowali mnie zakrzyczeć i wybić mi to zgłowy, ale poszłam "za ciosem" :) Moja Dalia stwierdziła, że teraz, z któtszymi włosami, już w ogóle nie wyglądam na swoje lata :)Starym, indiańskim sposobem odcięłam się od wszystkiego, co "umarło", co tłamsiło mnie od wewnątrz i hamowało. Gdzieś tam jeszcze tlą się we mnie jakieś iskierki niepożądane, ale i one przygasną z czasem. Tak będzie... Powiedziałam!&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Ale żeby mi nie było za łatwo, jakiś "nerw" najwyraźniej w życiu muszę zawsze mieć ;/ Mój Bardzo Dobry Kolega, Krzysiek W., podąża właśnie na lodowiec &amp;nbsp;Argentiere w Alpach :/ Od wczoraj wpadam na kompa co chwilę i obsesyjnie sprawdzam tamtejsze warunki pogodowe... i jestem przerażona! Jest fatalnie! Wiem, że to silny, odporny, rozsądny facet, ale zwyczajnie się martwię. Z pewnością wszyscy się martwimy: jego przyjaciele, rodzice, brat, starsi ludzie, u których mieszka... pracownicy, bo z Krzyśka dobry szef ;) Kurde, ale sobie wybrali czas na wspinaczkę! Alpy, to nie taki pikuś! W ubiegłym roku moja siostrzenica w okresie letnim zdobywała M. Blanc i musieli, niestety, spasować. Właśnie warunki pogodowe zmusiły ich do odwrotu. Rozsądek wygrał. Jak będzie z Krzyśkiem? Wiem, że to mądry, 35-letni facet, ale czasem pasja pcha człowieka "na krawędź"... Wrrrrr... Dobra, przestaję krakać... Wróci cały i zdrowy, a jak nie, to tam pojadę i wytargam go z każdej zaspy :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W ogóle, stwierdziłam, że ja o wszystkich wkoło się martwię. Jak moi znajomi, przyjaciele, nie dają znaku życia przez dwa dni - od razu niepokój, że coś nie halo. Najwyraźniej jestem z tych ludzi, którzy lubią mieć wszystkich w domu :))) Ba! Ja nawet, Moi Drodzy, martwię się o naszą "bloggerską rodzinę" :) Jeśli na jakimś blogu nie pojawia się dłużej jakiś wpis, od razu zapala mi się czerwona lampka! Pamiętam, jakoś w czerwcu, u Piotrka w &lt;a href="http://chatanadwislokiem.blogspot.com/"&gt;"Chacie nad Wisłokiem"&lt;/a&gt;&amp;nbsp;miało miejsce takie długie milczenie. Wystraszyłam się, czy go fala powodziowa czasami nie zmyła, tym bardziej, że Sanok "spłynął". Napisałam maila. Jeden dzień milczenia. Myślę sobie: "kurczę, jeśli go zmyło, to przecież nie odpisze". Już nawet pomyślałam, że wyślę &lt;a href="http://henrygreywolf.blogspot.com/"&gt;Henry'emu Grey Wolf &lt;/a&gt;kasę na paliwo i poproszę, żeby pojechał sprawdzić, co się stało, bo on tam jakoś "terenowo" chyba najbliżej mieszka ;) Okazało się jednak, że nic się nie stało. Piotr lekko... zapracowany był i zapomniał o blogu :))) A w ogóle widzieliście ten piec, który "wysmyczył"? Normalnie, bajka!!! Martwię się też o Małgośkę, czyli &lt;a href="http://baglady.blox.pl/html"&gt;"Bag Lady",&lt;/a&gt; która walczy jak może z chorobą i codziennie wieczorem myślę o niej i staram się przesłać "dobrą energię" :(... "Wpadam" codziennie do Izy z &lt;a href="http://kreatywnaromantyczka.blogspot.com/"&gt;"Rancza na Mazurach Garbatych"&lt;/a&gt;,&amp;nbsp;żeby sprawdzić, czy wszystko OK i czy sobie radzi ze wszystkim... Oj, długo mogę wymieniać! Wszystkich Was "odwiedzam" i sprawdzam, co u kogo ;) Tak już się z Wami zżyłam przez tego bloga :)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dobra, dosyć paplania... Pora na patchwork... Tym razem będzie to TYLKO patchwork (nie quilt!) - bieżniczek w stylu prowansalskim... Sprzedany. Pojechał do jakiejś małej miejscowości pod Warszawą, ale już nie pamiętam nazwy ;P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNme19nL_bI/AAAAAAAAJLY/RGJPfU1nOVo/s1600/DSC01839.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="156" px="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNme19nL_bI/AAAAAAAAJLY/RGJPfU1nOVo/s320/DSC01839.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-4313304443576668243?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/4313304443576668243/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/0811-od-wczoraj-to-trzecie-moje.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4313304443576668243'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4313304443576668243'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/0811-od-wczoraj-to-trzecie-moje.html' title='08.11. - od wczoraj to trzecie moje &quot;urodziny&quot; w roku :)'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNme19nL_bI/AAAAAAAAJLY/RGJPfU1nOVo/s72-c/DSC01839.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6455204971165030387</id><published>2010-11-07T16:59:00.000+01:00</published><updated>2010-11-07T16:59:26.416+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bieżniki Obrusy Serwety Serwetki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><title type='text'>Ja i patchwork, czyli jak to się wszystko zaczęło :)</title><content type='html'>&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W ostatnim miesiącu&amp;nbsp;od kilku osób usłyszałam pytanie, jak to się właściwie u mnie z tym patchworkiem zaczęło. W piątek o to samo zapytał Kamil w "Strimie"... Hmm... Jak to się zaczęło?&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Na przełomie lat 80-tych / 90-tych wyjeżdżało się na zachód na przysłowiowe "saksy". W czasie jednego takiego wyjazdu do Belgii, znaleźliśmy się w znanym holenderskim miasteczku Maastricht. Przechadzając się po wielkim centrum handlowym, natknęłam się w jednej z elitarnych galerii na duży quilt, wiszący na wystawie. Był piękny... i piekielnie drogi. Obiecałam sobie, że za całą zarobioną kasę kupię to cacko. Niestety, nawet po dwóch miesiącach ciężkiej pracy, mimo wielu wyrzeczeń (oszczędzałam na wszystkim), nie udało mi się uzbierać takiej zawrotnej kwoty. Wtedy postanowiłam, że sama kiedyś coś takiego uszyję.&amp;nbsp;Zaopatrzyłam się więc&amp;nbsp;w publikacje na temat szycia patchworków, które po pewnym czasie upłynniłam, ponieważ w rzeczywistości w niczym mi nie pomogły. Najwięcej nauczyłam się czerpiąc z metody "prób i błędów"... Zaczynałam od małych form, nieskomplikowanych. Były to z początku wyłącznie patchworki - o quiltach jeszcze wtedy nie marzyłam :D... Proste, geometryczne&amp;nbsp;formy powoli zaczęły przybierać kształty bardziej złożone, pracochłonne. Później przyszła pora na patchwork hawajski, w którym się jednak nie odnalazłam. Jakoś nie było nam "po drodze", ale może kiedyś do niego wrócę, bo w patchworku, jak w życiu - powroty bywają ciekawe i inspirujące :) Przeszłam też przygodę z &lt;em&gt;trapunto&lt;/em&gt;, &lt;em&gt;boutis... &lt;/em&gt;patchworkiem celtyckim. Troszkę później odkryłam &lt;em&gt;chenille&lt;/em&gt;, którą to technikę pokochałam i to chyba z wzajemnością, bo świetnie mi się w niej pracuje. Odkąd zaczęłam&amp;nbsp;"paćkać" się w aplikacji, aplikuję na okrągło... małe formy... patchworkowe obrazy... quilty... Kiedy wpadłam już po uszy w klasyczny patchwork&amp;nbsp;amerykański i quilt, zaczęło się grzebanie w historii i praktycznie dopiero od tego momentu stało się to pasją mojego życia... Renowacja starych quiltów... Odpowiedzialność, jak cholera, bo stare cacko warte jest fortunę... I tym oto sposobem patchwork i quilting stały się jedynymi pewniakami w moim życiu :) Patchwork for ever :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jak pisałam w piątek, w "Strimie" słowo "bieżnik" wzbudziło kontrowersje, więc może dla przekory kolejny... bieżnik :))) Tym razem &lt;em&gt;Apple Core&lt;/em&gt;... Wymiary: 30 x 100 cm. Gęsty quilting maszynowy. Jest do sprzedania; "wisi" w Pakamerze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNbL0iIPeqI/AAAAAAAAJLQ/tb4bRTDDSVI/s1600/DSC05409.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="162" px="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNbL0iIPeqI/AAAAAAAAJLQ/tb4bRTDDSVI/s320/DSC05409.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6455204971165030387?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6455204971165030387/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/ja-i-patchwork-czyli-jak-to-sie.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6455204971165030387'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6455204971165030387'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/ja-i-patchwork-czyli-jak-to-sie.html' title='Ja i patchwork, czyli jak to się wszystko zaczęło :)'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNbL0iIPeqI/AAAAAAAAJLQ/tb4bRTDDSVI/s72-c/DSC05409.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-46385360183873883</id><published>2010-11-07T05:52:00.000+01:00</published><updated>2010-11-07T05:52:22.629+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Właśnie urodziłam dziecko :)))))</title><content type='html'>To znaczy tak mi się dziwnie przyśniło :)))... Ja to mam sny ostatnio! Totalny odjazd! :)))...&lt;br /&gt;...Idę sobie w głąb lasu z moimi koleżankami z podstawówki, Ewą i Hanią, których nb. nie widziałam w realu od lat. Przed&amp;nbsp;sobą targam mój wielki brzuchol. Na mnie&amp;nbsp;zwiewna miniówka w kwiecistą "łączkę", miodowe trapery, grube skarpety i kardigan (nawet mi się podobał ;D). Dziewczyny próbują mi perswadować, że trzeba do szpitala, ale ja uparcie im tłumaczę, że mają mnie zostawić w spokoju, że dam sobie radę. W końcu kobiety tak rodziły od tysiącleci. Posłuchały. Poszły sobie... Szukam jakiegoś miejsca, gdzie mogłabym się o coś oprzeć. Jest - duży głaz między drzewami. Przykucam, opieram się plecami... i spokój.&amp;nbsp;Nic mnie nie boli, żadnego skurczu, ale wiem, że muszę urodzić. Teraz albo nigdy, bo dziecko się udusi. Więc prę... bez specjalnego wysiłku, aż się&amp;nbsp;sama dziwię, że tak łatwo i prosto. Każdej kobiecie życzę takiego porodu :))) ...I pac! Jest dziewczynka! Dosłownie łagodnie wychlupnęła ze mnie! Zero bólu, zero krwi :) Owijam ją w kardigan i wiem, ze teraz muszę walić do jakiegoś szpitala, lekarza, bo nie mam jak odciąć pępowiny. Jakoś intuicyjnie wybieram kierunek, w którym powinnam iść. Wychodzę na drogę i widzę z daleka jakieś zabudowania. To chyba tam? Tym bardziej, że po przejściu kawałka drogi trafiam na informacyjny znak drogowy: "pogotowie". Przed budynkiem kilka karetek. Wchodzę do środka. Kilka osób w recepcji rozmawia wesoło, nie zwracając na mnie uwagi, więc mówię, że właśnie urodziłam dziecko i ktoś musi odciąć pępowinę. Popłoch i zamieszanie. Podbiega jakaś lekarka i z przerażeniem pyta:&lt;br /&gt;- To pani ma w sobie jeszcze łożysko? Jak pani tu doszła?&lt;br /&gt;Tłumaczę, że pieszo. Z lasu.&lt;br /&gt;Kładą mnie na jakąś kozetkę. Tyle zamieszania i paniki, że zaczynają mi się mieszać głosy, twarze... Już po wszystkim. Podają mi dziecko. Pytają o dane - skąd jestem, gdzie mieszkam... Mówię, że właśnie od dzisiaj zamieszkałam w domu pod lasem. Chłopak w białym fartuchu &amp;nbsp;(lekarz, czy pielęgniarz nie wiem), mówi, że to nie możliwe, bo on tamtędy przejeżdża codziennie w drodze do przychodni i to totalny pustostan. Wczoraj na dyżur też jechał i nic nie wskazywało, żeby dom ktoś zamieszkiwał. Tłumaczę, że właśnie dzisiaj rano się wprowadziłam. Kilkoro przyjaciół przyjechało ze mną, żeby pomóc przy remoncie... Chłopak proponuje, że mnie podwiezie do domu, bo nie mogę w tym stanie tak daleko iść. Jeszcze jakaś kobieta podbiega i pyta o imię dziecka, bo musi wpisać w dokumentację. Nie wiem, skąd mi się to bierze, ale po chwili zastanowienia mówię: "Abigail". Robią wielkie oczy, ale wpisują to, co podaję. Wychodzimy... Chłopak (już bez fartucha) prowadzi mnie do samochodu. Stara, odkryta terenówka, pomalowana w "barwy ochronne". Ostrzega, że nieźle nas wytrzęsie, ale ponoć dojedziemy bezpiecznie. Nagle czuję coś ciepłego na nogach. Delikatnie spływa krew, więc mówię chłopakowi, że nie mogę tak usiąść, bo krwawię... i... w ogóle jakoś tak się stało, że nie mam majtek :/ Nie czuję wstydu, zażenowania - może przez świadomość, że zostałam matką. Działanie oksytocyny - dojrzałość myślenia; każda kobieta, która rodziła, dobrze to rozumie :))) Chłopak biegnie do przychodni i po chwili przynosi wielke naręcze waty. Robi mi z tego poduszkę na siedzeniu... Ruszamy. Rzeczywiście nieźle trzęsie ;/ ... Zaczyna pytać o imię. Mówię:&lt;br /&gt;- Małgorzata... Ale przyjaciele i bliskie osoby mówią do mnie Shayneen. &lt;br /&gt;Kilka razy powtarza, pewnie żeby zapamiętać; prosi o przeliterowanie. Stwierdza, że trudne - inaczej się pisze, inaczej wymawia: Szajniin... Szajniin... Shayneen... :)))&lt;br /&gt;- A skąd to imię dla córki? Abigail?&lt;br /&gt;- Wiesz, nie wiem. Nie myślałam nad tym. Tak jakoś samo przyszło... W ogóle byłam przekonana, że urodzę chłopca, Nataniela. Jednak życie konfrontuje plany :)&lt;br /&gt;Chwila milczenia i pada pytanie:&lt;br /&gt;- A ojciec dziecka?&lt;br /&gt;- Sama muszę ją wychować. Tak się złożyło. Jej ojciec o niczym nie wie. Poradzę sobie. Mam dwie, prawie dorosłe córki... Masę przyjaciół... Damy radę.&lt;br /&gt;- I nie masz zamiaru mu powiedzieć? Chyba byłoby w porządku, żeby wiedział?&lt;br /&gt;- Lepiej nie. Tak będzie lepiej dla wszystkich. Nie mogę komplikować komuś życia dla własnej wygody.&lt;br /&gt;Milczymy dłuższą chwilę, po czym chłopak wybucha śmiechem i mówi:&lt;br /&gt;- Ale jazda! Wiesz, skończyłem dopiero studia. Pracuję w tej przychodni dopiero od dwóch tygodni i cały czas było tu nudno. Zaledwie kilka pozszywanych łbów pijaczków z okolicznych wiosek. Jak się nawalą pod sklepem, to potrafią się pobić o kilka łyków taniego wina. A tu nagle na moim dyżurze - kobieta rodzi w lesie. Jakiś absurd!&lt;br /&gt;Mała zaczyna kwilić, więc podsuwam jej pierś do ssania. Milusio, kiedy tak maleńką, delikatną rąsią dotyka mojej piersi... Podjeżdżamy pod dom. Zauważa nas moja koleżanka, Olka, pchająca akurat pełną taczkę jakichś cegieł. Wrzeszczy w kierunku domu: "Ej, Shayneen przyjechała z dzieckiem!" Rzuca taczkę, biegnie w naszą stronę. Widzę też wybiegającego z domu Sławka, Oli męża... I sen się kończy... Tak więc zostałam "matką" po raz któryśtam, bo chyba każda z nas, kobiet, "rodziła" we śnie. Mi się już kilka takich noworodków przytrafiło :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;Dzisiaj coś dziecięcego. Piórniczek -&amp;nbsp;"kredkownik". Praktyczny i wesoły. Sprzedany (Warszawa).&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNYv_RyGYgI/AAAAAAAAJLA/GWCZpVUxVfw/s1600/DSC03003.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" px="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNYv_RyGYgI/AAAAAAAAJLA/GWCZpVUxVfw/s320/DSC03003.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNYwVwc-X0I/AAAAAAAAJLE/RcXKo_GZF0A/s1600/DSC03007.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" px="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNYwVwc-X0I/AAAAAAAAJLE/RcXKo_GZF0A/s320/DSC03007.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-46385360183873883?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/46385360183873883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/wasnie-urodziam-dziecko.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/46385360183873883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/46385360183873883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/wasnie-urodziam-dziecko.html' title='Właśnie urodziłam dziecko :)))))'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNYv_RyGYgI/AAAAAAAAJLA/GWCZpVUxVfw/s72-c/DSC03003.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-1824290605368616622</id><published>2010-11-06T19:24:00.001+01:00</published><updated>2010-11-06T20:35:27.563+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Decyzje podjęte... Poszukiwania rozpoczęte...</title><content type='html'>Decyzja o poszukiwaniu siedliska podjęta... Wici wśród znajomych rozesłane po Polsce. Z różnych krańców kraju napływają pierwsze informacje. To tu ktoś o czymś słyszał, to tam już ktoś coś oglądał... Dobrych mam przyjaciół :) Oczywiście nic na siłę. Siedliska nie kupuje się z dnia na dzień, tym bardziej, jeśli mam w nie włożyć ogrom pracy, kasę i... całą moją duszę... A pracy będzie sporo, bo -po pierwsze- nie stać mnie na jakieś wypasione ranczo, po drugie -zawsze chciałam uratować od zapomnienia jakiś stary dom "z duszą", po trzecie -muszę liczyć raczej tylko na swoje dwie ręce. Jestem singlem i tak już z pewnością pozostanie. Wiem, pomyślicie, że jestem szalona - samotna kobieta, w samotnej, starej chałupie gdzieś na odludziu. Tak już ze mną jest, że chyba nie nadaję się do związków...&amp;nbsp;Z jednej strony&amp;nbsp;kocham za mocno, jak pies - wiernie i bezwarunkowo, za co później płacę cierpieniem i&amp;nbsp;rozczarowaniem, bo okazuje się, że faceci lubią czuć się "zdobywcami" i kiedy przy kobiecie robi się pewnie, bezpiecznie i stabilnie, czmychają, bo budzi się w nich właśnie ten instynkt samca - zdobywcy, żądnego "przygód" i "nowej krwi". Z drugiej strony, mam fatalny charakter - uparta, z twardymi zasadami, których&amp;nbsp;bronię, jak niepodległości,&amp;nbsp;bywam kłótliwa, miewam "humory"...&amp;nbsp;czasami zwierzęta stawiam nad ludzi...&amp;nbsp;dużo wymagam od siebie i od innych. Tysiąc wad w jednej, drobnej kobiecie. Wad, z którymi trudno żyć, dlatego nie chcę nikogo unieszczęśliwiać... Ale, co tam -&amp;nbsp;muszę dać sobie radę. Poza tym przyjaciele się zaoferowali, że mi pomogą przy chałupie... i jak znam życie, jak rok długi, będę kogoś "gościć" :)... Póki co, trwają w domu negocjacje zarówno nad powierzchnią domu, jego konstrukcją, jak też nad wielkością całego rancza tudzież nad lokalizacją.&amp;nbsp;Ja mam ciągle w głowie chałupę drewnianą, ewentualnie jakąś leśniczówkę. Moja Cyntia natomiast już kilka lat temu "zakochała" się w murze pruskim i nic nie wskazuje na to, by miało jej przejść. Dalia się wstrzymuje od głosu. Z propozycji znajomych, które dotychczas napłynęły, mamy coś dla mnie i coś dla niej :) Przepiękna chatka z muru pruskiego, na przepięknym, sporym siedlisku gdzieś pod Sławnem, na widok którego mojej córci oczka się świecą, bo widzi już nawet oczyma wyobraźni stajnię i konie (córcia idzie w przyszłym roku do technikum hodowli koni i właśnie z nimi chce związać swoje życie zawodowe, gdyż konie to od lat jej pasja). Problem w tym, że siedlisko wydaje mi się za tanie i zastanawiam się, gdzie tutaj jest jakiś knyf :) Mamusia natomiast "zakochała" się od pierwszego wejrzenia w starej leśniczówce leżącej na północ od Piły, na widok której otworzyła usta w zachwycie i do teraz nie może zamknąć :) Jednakże mąż mojej koleżanki, na widok leśniczówki zapytał mnie w mailu: "Leśniczówka, jak z bajki, ale czy ty, Małgoś, wiesz na co się ewentualnie porwiesz?" Małgoś ewentualnie wie i świadoma jest "praw i obowiązków" :)... No, ale ktoś mi przysłał też cynk na fajne siedlisko gdzieś niedaleko Krasnegostawu... "Terenowo" to wszystko jakieś odległe od siebie. Kiedyś myślałam tylko o wschodniej Polsce... od Mazur po Bieszczady i nie brałam pod uwagę nawet innej opcji. Ze dwa miesiące temu, z jakiegoś powodu, pomyślałam też o innej lokalizacji i teraz właściwie dochodzę do wniosku, że praktycznie mogę mieszkać wszędzie, byle tylko na odludziu, blisko lasu (bo bez lasu nie mogę żyć), "gdzie woda czysta i trawa zielona"... No, i żeby w planie zagospodarowania przestrzennego nie było jakiejś autostrady za moim oknem ;/... A w ogóle sporą część rancza obsieję trawą, tak, żeby polscy indianiści mogli przyjeżdżać sobie, jak rok długi, całkowicie za "free", stawiać swoje tipi i spotykać się w jednym miejscu przy ognisku, a nie "tułać" po Polsce, to tu, to tam...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Skoro o klimatach wiejskich... Trzy poduszki ze zwierzakami, z baaardzo unikatowej kolekcji tkanin. Pojechały do mojej ukochanej klientki, Pani Hani, do Warszawy, a potem najprawdopodobniej do jej wiejskiego domu :) Pozdrawiam Panią Hanię K. :)))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNWspLKmH8I/AAAAAAAAJK0/fBbtTGfkF5E/s1600/DSC05478.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="298" px="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNWspLKmH8I/AAAAAAAAJK0/fBbtTGfkF5E/s320/DSC05478.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNWsxfY2-zI/AAAAAAAAJK4/9__zqjvcE6k/s1600/DSC05470.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="297" px="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNWsxfY2-zI/AAAAAAAAJK4/9__zqjvcE6k/s320/DSC05470.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNWs481fgrI/AAAAAAAAJK8/ZHHFPfQcPX8/s1600/DSC05473.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="297" px="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNWs481fgrI/AAAAAAAAJK8/ZHHFPfQcPX8/s320/DSC05473.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-1824290605368616622?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/1824290605368616622/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/decyzje-podjete-poszukiwania-rozpoczete.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/1824290605368616622'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/1824290605368616622'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/decyzje-podjete-poszukiwania-rozpoczete.html' title='Decyzje podjęte... Poszukiwania rozpoczęte...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNWspLKmH8I/AAAAAAAAJK0/fBbtTGfkF5E/s72-c/DSC05478.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-4259345572008578798</id><published>2010-11-05T19:39:00.001+01:00</published><updated>2011-12-16T20:58:58.154+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wianki patchworkowe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Coś do kuchni :)'/><title type='text'>Część wiedzy przekazana :)</title><content type='html'>Dzisiaj w swadzimskiej "Strimie" robiliśmy kurs "obrazkowy" szycia patchworku :)... To znaczy zdjęcia i filmik... Pomyślałam, że dobrze będzie uszyć coś, co nie wymaga dużo pracy, jest proste w konstrukcji, więc w konsekwencji nie zniechęci osób stawiających swoje pierwsze kroki w patchworku ;) Padło na bieżnik w klimacie prowansalskim, w tonacji biało-niebieskiej, zszywany z prostych pasów. Trochę kontrowersji wzbudziło samo słowo "bieżnik", gdyż jednogłośnie uznano, że dla tak uroczego drobiażdżku, jaki nam wyszedł, określenie to zupełnie nie pasuje :))) W ogóle, atmosfera podczas pracy... hmm... "na planie", była bardzo sympatyczna, więc czas upłynął szybciutko... Chyba jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak obfotografowana, jak dzisiaj :))) Dlatego jeszcze raz dziękuję "ludziom Strimy" za miło spędzony dzień, a w szczególności Gosi, Joli, Kamilowi, Januszowi... No, i... hmm... wstyd się przyznać, ale nie pamiętam imienia... chłopakowi, który z anielską cierpliwością "pstrykał" mi foty w pozycjach "wyszukanie półsiedząco-półleżących" na gotowym już patchworku, co w moim przypadku -osoby uciekającej przed obiektywem, jak przed ogniem- jest wyczynem na skalę światową :P&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Fotki gotowego bieżniczka wstawię, kiedy dostanę je obrobione, dlatego dzisiaj może coś innego w klimacie ciepłej i słonecznej Prowansji - wianek upleciony z rurek wypełnionych watą tapicerską :) Fajna, rustykalna ozdoba kuchni, choć nie tylko... Sprzedany...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNRPM_5W33I/AAAAAAAAJKw/BmMcHwS7Wgo/s1600/DSC01921.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" px="true" src="http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNRPM_5W33I/AAAAAAAAJKw/BmMcHwS7Wgo/s320/DSC01921.JPG" width="314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-4259345572008578798?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/4259345572008578798/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/czesc-wiedzy-przekazana.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4259345572008578798'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/4259345572008578798'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/czesc-wiedzy-przekazana.html' title='Część wiedzy przekazana :)'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNRPM_5W33I/AAAAAAAAJKw/BmMcHwS7Wgo/s72-c/DSC01921.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-9064660645157088982</id><published>2010-11-02T20:39:00.001+01:00</published><updated>2010-11-02T21:22:43.241+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pledy Narzuty Kołdry'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trochę o zwierzętach...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dla dziecka...'/><title type='text'>Ciężki czas dla zwierząt :(</title><content type='html'>Zawsze, gdy wielkimi krokami nadciąga zima, myślę o zwierzakach... Nie tylko tych bezpańskich lub dziko żyjących. Również o tych, które niby mają właścicieli, ale... No, właśnie... Ale... W miastach może skala problemu nie jest aż tak duża, gdyż psy na posesjach mają w miarę ciepło (choć i tu zdarzają się zaniedbania). Gorzej z wiejskimi psiakami :( Co roku "animalsi" w naszym kraju robią rutynowe "objazdy" i kontrole wiejskich bud, obór i w ogóle całych obejść, ale nie jesteśmy w stanie wszędzie dojechać. Za każdym razem przeraża nas los psów w budach "wiatrem podszytych", bez podłóg, w których psiaki leżą na gołej ziemi. Wcale nierzadkim widokiem są budy z... metalowych beczek, które latem są dla psów sauną, a zimą - zamrażarką. Zawsze w takich momentach mam ochotę "zaprosić" pomysłowego właściciela takiego czworonoga do zamieszkania w beczce tylko&amp;nbsp;przez&amp;nbsp;jedną dobę... Metalowe łańcuchy na szyjach zamiast tradycyjnych obroży też potrafią nieźle wyziębić, szczególnie gdy na dworzu minus 20... A miska z zamarzniętą wodą? Lody może są fajne latem, ale zimą - kto ma na nie ochotę? ;)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dlatego, bardzo Was proszę, zainteresujcie się zwierzakami, które są "obok", szczególnie tymi wiejskimi. Wiem, trudno iść do sąsiada i powiedzieć, że z jego psem coś nie halo. Istnieje obawa, że narazimy się sąsiadowi. Może jednak jakaś mała, przyjacielska sugestia? Ewentualnie zgłoszenie problemu najbliższym "animalsom". Na każdym terenie działają jakieś organizacje. Jeśli nie wiecie, gdzie zgłosić problem, możecie śmiało pisać do mnie na maila lub GG (12454304) - na pewno jakoś zadziałam, bez względu na to, na którym to będzie krańcu Polski.&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A zwierzaki w schroniskach? Też mają ciężko. Dlatego, jeśli macie w domu jakieś zbędne koce, kołdry, pledy, poduchy... garnki, miski... podrzućcie do najbliższego "schronu". Z pewnością się ucieszą. Pewnie, zimą najlepsze na wyściółkę bud jest siano, bo koce szybko wilgotnieją i psiakom robi się jeszcze zimniej na mokrym, ale w schronisku będą wiedzieli, jak sobie z tym wszystkim poradzić (przynajmniej mam taką nadzieję, bo "schrony" są... hmm... różne). No, i może od czasu do czasu jakaś karma? ;))) Akcje zbiórek na rzecz schronisk fajnie robi się wśród młodzieży, szczególnie teraz - przed Świętami. To właśnie w tym czasie rodzi się w ludziach jakaś empatia i chęć pomocy jest większa... Zwierzaki będą Wam naprawdę bardzo wdzięczne :) A ja już teraz jestem, bo wiem, że macie dobre serducha ;)... I gdyby był jakiś problem i nie wiedzielibyście gdzie uderzyć - do mnie możecie walić, jak w dym. Zrobię wszystko, co w mojej mocy ;)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; ...To może coś z psiakiem? ;) Niemowlęcy pledzik patchworkowy z aplikacjami; quilting maszynowy... Sprzedany... jutro jedzie do Warszawy :)&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNBynrETDtI/AAAAAAAAJKs/prU4IHq9g4w/s1600/pled_patchwork.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="225" nx="true" src="http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNBynrETDtI/AAAAAAAAJKs/prU4IHq9g4w/s320/pled_patchwork.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-9064660645157088982?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/9064660645157088982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/ciezki-czas-dla-zwierzat.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/9064660645157088982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/9064660645157088982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/ciezki-czas-dla-zwierzat.html' title='Ciężki czas dla zwierząt :('/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TNBynrETDtI/AAAAAAAAJKs/prU4IHq9g4w/s72-c/pled_patchwork.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-1425243952003074547</id><published>2010-11-01T21:34:00.000+01:00</published><updated>2010-11-01T21:34:06.895+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Makaty Makatki'/><title type='text'>Dziwny dzień... Kolejne przesłanie?</title><content type='html'>Nie lubię 1-go listopada, dlatego staram się wpadać na cmentarz z samiutkiego rana, kiedy jeszcze ludzi na nim mało. Dzisiaj "dyżurowała" ze mną Cyntia; Dalia pojechała do Gniezna - w końcu tam mają groby dziadka i pradziadków, więc od kiedy mieszkamy w Poznaniu, zmieniają się co roku... Mój tato tym razem, niestety, nie odwiedził grobów zmarłych. Momentami zastanawiam się, czy będzie miał jeszcze ku temu okazję. Jego stan zdrowia drastycznie się pogarsza. Tylko w ostatnim tygodniu dwa przypadki zasłabnięcia z całkowitą utratą przytomności i coraz więcej dni bez wstawania z łóżka. Staram się to "oswoić", ale ciężko jest :(&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dzisiejszej nocy dziwny sen. Włąściwie "sen - nie sen"... Nie wiem, jak nazwać to, co mi się przytrafiło. "Przyszedł" do mnie Sebastian, mój Najlepszy Przyjaciel, nieżyjący już, niestety... Kładłam się spać dość późno i nie wiem, ile czasu przespałam, gdy "zapikała" rozładowana komórka. Nie chciało mi się wstawać i szukać ładowarki, więc na granicy świadomości postanowiłam, że przetrzymam jakoś do rana to "pikanie". W pewnym momencie przyśniło mi się, że komórka dzwoni, ale tak... hmm... realnie, bo ja spałam w tym łóżku, więc to było tak, jakby wszystko działo się naprawdę. Łapię za komórkę... ekran świeci, ale żaden numer się nie wyświetla, więc odbieram tradycyjnym: "Tak, słucham?" Przez chwilę głucha cisza, ale na moje kolejne pytanie: "Halo, kto mówi?", słyszę odpowiedź: "Sebastian" i głos mojego nieżyjącego Przyjaciela. Dębieję... i teraz zaczyna się "jazda"... Normalny, realny dialog:&lt;br /&gt;- Jak to, Sebastian? Przecież ty nie żyjesz!&lt;br /&gt;- Wiem, że nie żyję. Nie musisz mi mówić. Gdybym żył, przyszedłbym, a tak, musiałem zadzwonić.&lt;br /&gt;Zaczynam się motać w tej rozmowie, więc mi przerywa i mówi:&lt;br /&gt;- Słuchaj. Ostatnio u ciebie wszystko poszło nie w tym kierunku, w którym miało pójść i trzeba teraz to odkręcić, póki czas. Jestem tu po to, żeby ci pomóc.&lt;br /&gt;- Ale, do jasnej cholery, gdzie jesteś?&lt;br /&gt;- Czekam na ciebie na Dworcu Głównym. Musisz gdzieś jechać. Pociąg masz za półtorej godziny. Potem ci wszystko wyjaśnię, a teraz ubieraj się i spotykamy się pod zegarem.&lt;br /&gt;Więc w tym śnie, całkiem realnie, wstaję, wskakuję w ciuchy... nawet zębów nie umyłam :)... Piszę tylko na kartce informację dla domowników, bo wszyscy śpią: "Nie martwcie się o mnie. Musiałam wyjechać. Zadzwonię" i przyklejam ją do lodówki... Łapię plecak... Biegnę na przystanek, ale jest noc, więc nie wiem, czym mam dojechać na ten dworzec. Widzę jednak, że od strony Starołęki jedzie jakiś tramwaj. Ma tablicę: "Zjazd do zajezdni - ul.Głogowska"... Macham... Zatrzymuje się, motorniczy otwiera drzwi i tłumaczę mu, że muszę się dostać na dworzec. Mówi, że wagon uszkodzony, ale mnie zabierze... Jadę na gapę :) Na przystanku przy Dworcu PKS tramwaj się zatrzymuje. Zepsuł się i dalej nie pojedzie. Gnam więc biegiem Mostem Dworcowym w takim tempie, że momentami mnie zapycha. Jest winda! Wsiadam, ale okazuje się, że nie działa, więc dopadam do pierwszych schodów - zakaz wstępu... jakieś biało-czerwone taśmy... Dopadam do drugich - zawalone jakimiś drewnianymi paletami, ale nie daję za wygraną. Odrzucam palety na tyle, na ile starcza mi sił... i biegiem, na dół... Już z daleka widzę pod zegarem Sebastiana. Ubrany tak, jak dał się wszystkim najbardziej zapamiętać :))) Czarna ramoneska, czarne, skórzane, sznurowane bokami spodnie "motocyklowe" i ciężkie, motocyklowe&amp;nbsp;"martensy". Cały ON! :))) Dopadam do niego i sprawdzam "namacalnie" - on, czy nie on? Łzy same cisną się do oczu, więc beczę, ile wlezie, a on na to:&lt;br /&gt;- Ej, teraz nie czas na płacz. Szybko, bo ci pociąg zwieje...&lt;br /&gt;I ciągnie mnie za rękę przez Dworzec, do przejścia podziemnego. Pytam, gdzie ten pociąg, a on odpowiada, że już stoi na 5-tym peronie. Zaraz odjedzie... Próbuję się dowiedzieć, dokąd w końcu jadę... skąd on się tu wziął i o co w tym wszystkim chodzi... Zauważam, że ludzie jakoś dziwnie na nas patrzą, więc pytam Sebastiana, dlaczego... A on mi na to:&lt;br /&gt;- Dziwisz się? Ja nie żyję. Ty mnie widzisz, ale oni - nie... Więc to tak, jakbyś gadała sama do siebie.&lt;br /&gt;Dopadamy do pociągu. Pytam, dlaczego tak dużo ludzi, a on mi na to, że to pociąg dalekobieżny. Wpycha mnie do pierwszych drzwi, a ja się bronię i wrzeszczę na niego, że -po pierwsze- cały czas nie wiem, dokąd mam jechać, a -po drugie- nigdzie nie pojadę bez biletu. Wkurza się na mnie i każe mi wleźć i czekać na niego przy pierwszym oknie, a on w tym czasie pobiegnie po bilet dla mnie. Podobno z biletu będę wiedziała, dokąd jadę :)... Czekam... Od faceta przy oknie próbuję się dowiedzieć, dokąd jedzie pociąg, ale patrzy na mnie, jak na zdechłą żabę i mówi:&lt;br /&gt;- Wsiada pani do pociągu i nie wie, dokąd jedzie? Ale czego można się spodziewać po kobiecie, która gada sama do siebie.&lt;br /&gt;Milknę, bo uzmysławiam sobie po raz drugi, że faktycznie, ja Sebastiana widzę i z nim rozmawiam, ale inni nie... W końcu wypada z przejścia podziemnego z biletem w dłoni, ale w tym momencie pociąg rusza, więc biegnie w moją stronę... On wyciąga rękę z biletem, a ja próbuję go złapać... i w tym momencie za oknem szczeka jakiś pies i Nuka zaczyna warczeć. Budzę się. Koniec snu. Nie wiem, dokąd miałam jechać tym zatłoczonym pociągiem :/ Najciekawsze, że obudziłam się... z komórką w dłoni :)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dzisiaj Święto Zmarłych i ten dziwny sen... Nic dziwnego, że Sebastian był "obecny" przy mnie przez cały dzień. Nawet wracając z cmentarza opowiadałam Cyntii, jak to pewnego razu, kiedy razem jechaliśmy motocyklem na jakąś imprezę, spaliłam sobie podeszwę od kozaczka, bo mi stopa zjechała na... rurę wydechową :)))&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Pora na patchwork... Makatka w "primitive country" z quiltingiem ręcznym. Sprzedana... pojechała do Łodzi.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TM8iyud6_JI/AAAAAAAAJKo/PX4sovQOGYA/s1600/DSC05702.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" nx="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TM8iyud6_JI/AAAAAAAAJKo/PX4sovQOGYA/s320/DSC05702.JPG" width="313" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-1425243952003074547?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/1425243952003074547/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/dziwny-dzien-kolejne-przesanie.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/1425243952003074547'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/1425243952003074547'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/11/dziwny-dzien-kolejne-przesanie.html' title='Dziwny dzień... Kolejne przesłanie?'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TM8iyud6_JI/AAAAAAAAJKo/PX4sovQOGYA/s72-c/DSC05702.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6755417643631871376</id><published>2010-10-31T19:27:00.001+01:00</published><updated>2010-11-03T07:11:52.774+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Dlaczego anarchia drażni...</title><content type='html'>Już po raz drugi w ciągu dwóch tygodni, ktoś zapytał mnie w mailu, czy jestem anarchistką :/ Uprzedzając kolejne takie pytania, odpowiadam: nie, nie jestem. Nie do końca popieram anarchię, chociaż wielokrotnie na świecie anarchiści udowodnili, że to oni mają rację... Aczkolwiek, kiedy patrzę na to, co dzieje się obecnie w naszym kraju, zastanawiam się, czy anarchia "uwolniona" nie byłaby najlepszym rozwiązaniem ;/ Wracając jednak do dziwnych pytań, domyślam się, skąd się wzięły - chodzi zapewne o link do Rozbratu, tudzież do Biblioteki WolfPunk. Od razu wyjaśniam moje na tę sprawę poglądy... &lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Uważam, że Rozbrat jest Poznaniowi potrzebny, choćby z uwagi na to, ile robi dla społeczności poznańskiej (i nie tylko). Wychodzi z wieloma inicjatywami za przysłowiowe "friko". Pokażcie mi inne miejsce w Poznaniu, gdzie działa coś na wzór rozbratowej "Rowerowni" - miejsca, gdzie praktycznie każdy, kto ma problem ze swoimi "dwoma kółkami", może uzyskać bezpłatną pomoc. Pewnie tylko tam ktoś, kto jest... szczęśliwym (?) posiadaczem kultowego już składaka marki "Wigry" 1, 2 lub 3 dostanie jakieś części :) To Rozbrat jako jedyny w Poznaniu podjął się akcji "Jedzenie zamiast bomb". Dzięki jego ludziom chociaż garstka "rozbitków" z Dworca Zachodniego może jeden dzień zapomnieć o głodzie... To chyba też jedyne miejsce w naszej metropolii, gdzie ktoś nie mający kasy może poćwiczyć jogę... To na Rozbracie można posłuchać dobrego punk rocka, tudzież innej fajnej muzyki zaszufladkowanej pod mianem "alternatywnej". Gdzieś jeszcze w Poznaniu ktoś miał okazję posłuchać -&amp;nbsp;przykładowo- "Dzieci Z Beczek"??? Bo ja nie... Wiem, na Rozbracie ciąży trudne słowo "skłot", a ono z reguły kojarzy się źle. Patologia i te sprawy. Tak już przylgnęło do skłotersów. Ale&amp;nbsp;nikt nie myśli, że z patologią można się spotkać i&amp;nbsp;na skłocie, i &amp;nbsp;w deweloperskim apartamentowcu z mieszkaniami za 8 tysięcy za metr kwadratowy. Wszędzie spotyka się przemoc, alkoholizm, narkomanię, znęcanie nad zwierzętami... To z kolei, co nasze szanowne władze miasta zaproponowały Rozbratowi - alternatywa "przeprowadzki" na Głuszynę -&amp;nbsp;&amp;nbsp;zakrawa na kpinę. Dlatego od razu mówię, że jeśli po raz kolejny nastąpi próba usunięcia Rozbratu z obecnej siedziby, stanę wraz z... anarchistami pod Urzędem Miasta i będę broniła tego skłotu, jak niepodległości... I mogą mnie nawet "zapuszkować"...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; A WolfPunk? Też potrzebny... Wielokrotnie korzystałam z tej Biblioteki w mojej działalności wolontariatowej - wszystko "pod ręką" :) To z tej strony m. in. można się dowiedzieć o zagrożeniach dla lasów deszczowych i skutecznie pomóc codziennymi "klikami" (jeśli się komuś chce, bo w dzisiejszych czasach - czasach totalnego egoizmu i zapatrzenia jedynie w swoje rosnące konta bankowe- rzadko komu się chce)... To tyle... Myślę, że te moje wyjaśnienia (może momentami pełne goryczy), rozwieją wątpliwości niektórych osób co do tego, co mnie... hmm... łączy (bądź nie) z anarchią :)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Dla złagodzenia tematu - coś patchworkowego, ale technicznie innego. Poduszka uszyta w technice "chenille", pięciowarstwowa, dzięki czemu jest baaaaaardzo mięciutka i milutka :) Do nabycia, gdyby ktoś chciał.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TM20cjF__9I/AAAAAAAAJKk/9a6Kcx4pXSY/s1600/DSC05926.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" nx="true" src="http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TM20cjF__9I/AAAAAAAAJKk/9a6Kcx4pXSY/s320/DSC05926.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6755417643631871376?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6755417643631871376/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/10/dlaczego-anarchia-drazni.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6755417643631871376'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6755417643631871376'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/10/dlaczego-anarchia-drazni.html' title='Dlaczego anarchia drażni...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TM20cjF__9I/AAAAAAAAJKk/9a6Kcx4pXSY/s72-c/DSC05926.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-1421010570290620079</id><published>2010-10-30T23:10:00.000+02:00</published><updated>2010-10-30T23:10:03.449+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poduszki'/><title type='text'>Wieczorne SPA...</title><content type='html'>Po wczorajszym wieczorze, pełnym "dreszczyku", niespodzianek i znaków zapytania, dzisiejszy postanowiłam spędzić w stanie pełnego relaksu :) Tym bardziej, że w końcu odebrałam w Rossmannie nagrodę, wygraną w konkursie. Ludzie! Ja tak rzadko coś w życiu wygrywam, że cieszyłam się, jak dziecko. Satysfakcja tym większa, że konkurs miał niejako formę "słowa pisanego" ;)... Myślałam, że nagrodą będzie jakaś drobnostka, a okazało się, że to sporych rozmiarów kartonik, pełen fajnych kosmetyków pielęgnacyjnych za całkiem niezłą kasę! Półka, powiedziałabym, średniowyższa :) Przeto późnym popołudniem odezwała się we mnie próżność kobieca i postanowiłam zafundować sobie domowe SPA. Kąpiel w wannie pełnej pachnącej piany, depilacja tego, co depilacji wymagało ;P, peeling miejsc godnych wypeelingowania... Tudzież masażyk (na tyle, ile sama mogłam sobie poradzić :D), manicure, pedicure... A potem test wszystkich "cudów", jakie były zawarte w "pokonkursowym" kartoniku :) Tak więc, siedzę sobie teraz w łóżeczku z laptopem na kolanach, wokół unoszą się zapachy, działające na prawie wszystkie zmysły... a pośrodku ja - gładziutka, milutka, pachnąca, lśniąca, aksamitna... A przede wszystkim w pełni zrelaksowana :)... Babska próżność? No i dobrze. Od czasu do czasu każda z nas ma do tego prawo :)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; Jako, iż zrobiło się pachnąco i "słodko", to patchworkowo też będzie w tym klimacie - podusia z aplikowanymi sercami :) Quilting maszynowy... Sprzedana już dość dawno temu. O ile dobrze pamiętam, pojechała do Warszawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TMyJdv0n_wI/AAAAAAAAJKg/tBZHm6uPNOs/s1600/DSC00423.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="309" nx="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TMyJdv0n_wI/AAAAAAAAJKg/tBZHm6uPNOs/s320/DSC00423.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-1421010570290620079?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/1421010570290620079/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/10/wieczorne-spa.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/1421010570290620079'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/1421010570290620079'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/10/wieczorne-spa.html' title='Wieczorne SPA...'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TMyJdv0n_wI/AAAAAAAAJKg/tBZHm6uPNOs/s72-c/DSC00423.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-6482558583144402762</id><published>2010-10-29T22:42:00.001+02:00</published><updated>2010-10-30T00:27:07.028+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Takie moje przemyślenia...'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zabawki Maskotki'/><title type='text'>Wierzycie w magię? :)</title><content type='html'>Dzisiejszy wieczór jakiś ogólnie magiczny był... Wracam z warsztatów, organizowanych w "ósemce" na Głogowskiej. Spieszę się, bo o tej godzinie "siódemka" dość rzadko jeździ, a ja jak na złość mam na wszystkich przejściach czerwone światło. Dochodzę do skrzyżowania Głogowskiej z Hetmańską, a tam zamieszanie. Harmider! Pełno "halloween'owej" młodzieży - poprzebieranej, wymalowanej, rozwrzeszczanej... Dopada mnie dwóch chłopaków, jeden z wiklinowym koszykiem, drugi z prowizoryczną skarbonką z kartonu i oznajmiają, że zbierają na imprezę. W zamian dają... "chińskie ciasteczka" :) Też kontrast - Halloween i "chińskie ciasteczka" ;D Niestety, okazuje się, że ciacha się rozeszły,&amp;nbsp;więc chłopak za drobniaki proponuje mi... koszyk!&amp;nbsp;Tak mnie tym rozbawił, że zgadzam się. Wrzucam drobniaki do skarbonki, a on w tym czasie robi porządek w koszyku, wyciagając stertę papierowych serwetek, z których... wypada jedno, ostatnie, zawieruszone ciastko! Chłopak okazuje się bardzo "bezpośredni" i mówi: "O, k..., czekało na ciebie. Na pewno się spełni". Widzę, że nadjeżdża "siódemka", więc łapię ciastko i drę na czerwonym. Chłopak wrzeszczy za mną coś o koszyku, ale machnięciem ręki daję mu do zrozumienia, że może z nim zrobić, co zechce. Wpadam do tramwaju, kasuję bilet, padam na siedzenie i zaczynam konsumować ciastko. Wewnątrz znajduję karteczkę z napisem: &lt;strong&gt;&lt;em&gt;"follow your heart".&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt; Zaczynam się zastanawiać. Dziwny wieczór, dziwne "chińskie ciasteczko", dziwna sentencja... Bo raczej trudno mi iść za moim sercem, kiedy ono właśnie rozbiło się o mur... może nawet "chiński" :)... i zbiera siły, żeby się pozbierać... Kiedy tak rozmyślam i zwijam w dłoniach karteczkę w rulonik, tramwaj dojeżdża do 28 Czerwca, gdzie wsiada kobieta i sadowi się naprzeciwko mnie (nie lubię tych starych "siódemek" z dziwnie rozplanowanymi siedzeniami). Na oko w moim wieku, ale ma w sobie coś, co wywołuje u mnie dreszcz. Zaczyna mi się przenikliwie przyglądać, a ja zauważam, że jakimś dziwnym trafem w tylnej części tramwaju siedzimy tylko my i jakaś starsza kobiecina, podczas gdy z przodu jest całkiem sporo pasażerów... Kiedy czuję na sobie jej wzrok mam wrażenie, że czyta ze mnie, jak z otwartej księgi, napisanej wielkimi, drukowanymi literami. Przerażające, ale w pewnym momencie przyszło takie dziwne skojarzenie, jakby mentalnie wdarła się do mojej głowy i przyglądała wszystkiemu, co tam znajdzie... jakby "mieszała w niej łyżeczką"... Dlatego, kiedy na wysokości Drogi Dębińskiej zorientowałam się, że kobieta zbiera się do wyjścia, powoli zaczęłam się uspokajać... A ona wstaje, nachyla się nade mną chwytając mnie delikatnie za ramię i mówi mi do ucha: "Bywają ludzie słabi, więc musisz być silna za dwóch, odpowiedzialna za dwóch i musisz działać za dwóch. Na niektóre sprawy nie masz wpływu, ale musisz pokazać, że można na tobie polegać. Twoje decyzje są dobre, ale potrzebny jest czas. Nie pozwól, by ktoś cię zepchnął z obranej drogi"... A potem jeszcze dodała z uśmiechem, mrugajac do mnie okiem i spoglądając na rulonik w mojej dłoni: "I czasami warto zawierzyć skrawkowi papieru." Kiedy tramwaj skręcał z Ronda Starołęka, widziałam ją stojącą po drugiej stronie przystanku - patrzyła na mnie z łagodnym uśmiechem i kiwnęła mi ręką... więc odkiwnęłam :) Niesamowita kobieta. Jasnowidz? Muszę o tym pogadać z moim kolegą "zorientowanym" w tych sprawach :))) Cały czas "tłumoczą" mi się w głowie jej słowa i próbuję je jakoś "przełożyć"...&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp; W związku z tym, że w dniu dzisiejszym miałam dowód na to, że nie wszystko w życiu jest "białe" lub "czarne", ale bywa też "szare", czyli pośrodku, dla przekory wrzucę patchworkowe warcaby :))) Można je zwinąć wraz z pionkami do woreczka, więc okazują się praktyczne... Sprzedane :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TMtIXku5jdI/AAAAAAAAJKc/OrixXOmx5C0/s1600/DSC03299.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="264" nx="true" src="http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TMtIXku5jdI/AAAAAAAAJKc/OrixXOmx5C0/s320/DSC03299.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5171254970593525339-6482558583144402762?l=rusticnook.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://rusticnook.blogspot.com/feeds/6482558583144402762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/10/wierzycie-w-magie.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6482558583144402762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5171254970593525339/posts/default/6482558583144402762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://rusticnook.blogspot.com/2010/10/wierzycie-w-magie.html' title='Wierzycie w magię? :)'/><author><name>Shayneen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00297045759852911116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-xRpI7II21zg/TqHegN_6XVI/AAAAAAAAKCA/L0j6ZmnQxTk/s220/DSC08812%255B1%255D.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_fLQWEavtjlQ/TMtIXku5jdI/AAAAAAAAJKc/OrixXOmx5C0/s72-c/DSC03299.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5171254970593525339.post-5308168052925290343</id><published>2010-10-22T18:09:00.001+02:00</published><updated>2010-10-22T18:50:17.721+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Filc'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Broszki'/><title type='text'>Interwencyjne retrospekcje...</title><content type='html'>Wczorajsza interwencja... Ogromne, puste, szczere&amp;nbsp;pole. Na jego środku stara, drewniana stodoła, całkowicie wypełniona słomą... Tę właśnie stodołę wybrała sobie bezpańska, zdziczała suczka i to w niej właśnie powiła sześć ślicznych szczeniaków. Ileż musiało być w niej determinacji, żeby w ciąży, na "ostatnich łapach", wygrzebać gniazdo dokładnie pośrodku, przedzierająć się dzielnie między wielkimi, ciężkimi&amp;nbsp;balotami! Instynkt podpowiadał jej, że tylko tam maluchy będą bezpieczne. Problem zaczął się, kiedy trzeba było zdobywać pożywienie... a maluchy rosły. Wybór? Najbliższa wieś i polowanie na kurczaki. Przepędzana przez wszystkich, stała się niebezpieczna dla ludzi. Konieczne stało się wyłapanie suczki wraz z maluchami i przetransportowanie w bezpieczne miejsce. Bardzo ciężka interwencja. Gdyby nie pomoc dwóch silnych "animalsów" z Poznania, Sławka i Huberta (którym jeszcze raz bardzo dziękujemy :D), nie wiem, czy dalibyśmy radę. Chłopacy odwalili kawał dobrej roboty... Pamiętam podobną akcję sprzed kilku lat, jeszcze z TOZ-em z Gniezna w okolicach Napoleonowa. Tam też bezpańska suczka oszczeniła się w ogromnej stercie słomy na polu. Było jednak łatwiej, gdyż nie ograniczały nas... ściany stodoły :) Wtedy jednak nasz sukces okazał się połowiczny, gdyż udało nam się wyciągnąć szczeniaki, a suczka uciekła. Jeździliśmy tam później przez jakiś czas, z nadzieją, że mama krąży i szuka dzieciaków, ale nie&amp;nbsp;natknęliśmy się już na nią. Przez wiele nocy nie mogłam spać rozmyślając, co czuła, kiedy zabieraliśmy jej dzieciaki. Jak bardzo 
